> > pewnie to kwestia wiekszego ochlapywania i korozji, ale juz dwa razy
> > doszedlem do tego ze wal przedni sypie sie szybciej niz tylny mimo ze
> > oba byly nabywane nowe i w tym samym czasie zakladane.
>
> Zauważyłem to samo w Toy.
> Interpretuję, ze tylny obracajacy sie wal zuzywa sie na wieloklinie
> rownomiernie, a taki przedni sobie stoi i trzesie sie gora/dol w jednej
> plaszczyznie. Ale moze nadinterpretuje, bo HGW jak byl katowany przez 10
lat
> poprzedzajacych moj czas :-)
>
> Egon LC LJ70`90
>
Otóż czuję się w obowiązku wyjaśnić moje wstępne dywagacje nt. przedniego
wału w Cherokeem.
Przedni wał zużył się na wieloklinie. W Cherokeem nie miałem możliwości
rozpięcia ani sprzęgiełek, ani nie było rozłączanej półosi. Zatem wał kręcił
się zawsze. Zużycie na wieloklinie, który jest delikatny a wał długi,
powodowało, że wał miał na wieloklinie luz. Luz był niewielki, ale...
Jeśli jechałem ok 120 km/h, czyli z normalną prędkością podróżną na
asfalcie, to obracający się luźno wał z luzem na wieloklinie powodował
bardzo nieprzyjemne wibracje, i coraz większe zużycie, powstawanie większego
luzu na wieloklinie. Ale uwaga, wibracje nie występowały nigdy przy zapiętym
4x4. Wtedy wał zapięty na sztywno nie powodował wibracji nawet przy 120
km/h(próbowałem)
Teraz, kiedy mam Wranglera, który miał potężny luz na wieloklinie włożyłem
do niego po modyfikacji właśnie ten zużyty wał z Cherokee bo miał o wiele
mniejszy luz.
We Wranglu luz nie przeszkadz, bowiem przy jeździe po twardym się nie kręci,
a przy zapięciu 4x4 ustawia się sam pod obciążeniem osiowo i nie powoduje
wibracji.
Taka to już specyfika przedniego wału ups... ;)
globo

Odpowiedź listem elektroniczym