Z trzynastu zgloszonych na aukcje dziel w domu aukcyjnym
  Reiss & Sohn krakowscy specjalisci rozpoznali jedenascie.
  Stwierdzili, ze sa to dziela skradzione z Biblioteki Ja-
  giellonskiej w Krakowie. Chociaz wczesniej wlasciciel domu
  aukcyjnego pan Godeberg Reiss utrzymywal stanowczo, ze wy-
  stawione na aukcje starodruki pochodza z pewnego zrodla,
  po zajeciu dziel przez prokuratora i zbadaniu ich przez
  profesorow UJ Stanislawa Szczura i Jana Pirozynskiego
  zmienil zdanie. Zaprezentowal polskiej ekipie nastepne
  szesc dziel, ktore mialy byc wystawione na kolejna aukcje.
  Okazalo sie, ze wszystkie one tez pochodza z Jagiellonki.

  Wydano wspolny komunikat, z ktorego wynika ze w Niemczech
  znajduje sie ogolem 18 inkunabulow i starodrukow pochodza-
  cych z ostatnich kradziezy. O sprawie pisze szczegolowo
  prasa. "Gazeta Wyborcza" sugeruje nawet, ze w stosunku
  do dzialan domu aukcyjnego Reiss & Sohn nalezaloby uzywac
  brzydkiego slowa "paserstwo". Innego zdania sa profesoro-
  wie UJ. Problemem nierozwiazanym pozostaje nadal uspra-
  wnienie systemow zabezpieczajacych zbiory w polskich bib-
  liotekach i muzeach.

  Krakowscy bibliotekarze wyrazaja sie z podziwem o szybkosci
  dzialania niemieckiej prokuratury. Szybkosc ta kontrastuje
  z dotychczasowym stanem rzeczy dotyczacym wspolpracy wladz
  niemieckich w sprawach starodrukow i innych dziel zagrabionych
  przez Niemcow w okresie okupacji. Przypomnijmy wiec pokrotce
  jak wygladaja fakty historyczne.

  Juz wrzesien 1939 roku przyniosl polskim bibliotekom olbrzy-
  mie straty. W wyniku nalotow Luftwaffe splonela w calosci
  wspaniala Biblioteka Ordynacji Przezdzieckich, liczaca ponad
  30 tys. woluminow. Splonelo wtedy takze ponad 400 tys. tomow
  Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie. Spalilo sie tez
  wiele mniejszych, ale rownie cennych ksiegozbiorow. Niemalo
  zostalo zniszczonych przy okazji rekwizycji budynkow bibliotek
  dokonywanych przez oddzialy Wehrmachtu.

  Po zajeciu kraju w cieniu Wehrmachtu zaczely dzialac ekipy
  sluzby bezpieczenstwa Rzeszy. Juz w pazdzierniku 1939 r.
  oddzial specjalny prof.Petera Paulsena, utworzony przez
  Glowny Urzad Bezpieczenstwa Rzeszy (RSHA), rozpoczal wywozenie
  wartosciowych zbiorow bibliotek o szczegolnym znaczeniu.

  Wlodzimierz Kalicki, ktory badal te sprawy, podaje, ze w paz-
  dzierniku i listopadzie 1939 do Niemiec ta droga trafily:
  zydowska biblioteka Wielkiej Synagogi, ksiegozbiory instytutow
  zagranicznych, i 76 985 woluminow z liczacej 84 tys. tomow
  Biblioteki Sejmu i Senatu.

  Ksiazki ze zbiorow sejmowych przewieziono do siedziby RSHA
  w Berlinie przy Eisenacherstrasse 12. Czesc z nich trafila
  potem do zamku Housce w czeskich Sudetach. Po wojnie odzyskano
  stamtad tylko 5312 woluminow. Reszta ksiegozbioru pozostala
  na Eisenacherstrasse 12, skad w niejasnych okolicznosciach
  zniknela. Polscy bibliotekarze szacuja, ze oddzial prof.
  Paulsena, ktory zajmowal sie oficjalnym rabunkiem dziel sztuki,
  w sumie wywiozl do Rzeszy 200 tys.ksiazek.

  W Lodzi byly volksdeutsch Bautze, ktory przed wojna byl dy-
  rygentem chorow niemieckich, awansowany we wrzesniu na szefa
  Urzedu Propagandy, w pierwszych tygodniach okupacji przepro-
  wadzil wstepna selekcje zbiorow. Wybrano dziela wielkich poetow
  i pisarzy polskich i ksiazki autochtonow, ktorych eksdyrygent
  Bautze uznal za Zydow lub marksistow. Czesc z wyselekcjono-
  wanych dziel Niemcy spalili w rowach przeciwlotniczych, a
  reszte przemielili w papierni w Pabianicach. Po tej akcji
  delegacja niemieckich ksiegarzy zlozyla szefowi Urzedu Propa-
  gandy okolicznosciowy adres dziekczynny za, jak to nazwala,
  uwolnienie ich od "polskiego gnoju".

  Byly chlubne wyjatki, jak Charlota Seipelt, ktora w tym okresie
  przechowala w swojej ksiegarni kilka tysiecy zakazanych ksiazek,
  rozprowadzajac je pozniej potajemnie wsrod zaufanych Polakow.
  Trzydziesci dwa tysiace polskich ksiazek przechowala do konca
  wojny w firmowych magazynach w Lodzi wdowa po niemieckim ksie-
  garzu Greilichu. Wspolwlasciciel znanej lodzkiej ksiegarni
  Urbanowicza, M.Kramer podpisal wprawdzie volksliste, ale ukry-
  wal i chronil polskie ksiazki. Uruchomil nawet konspiracyjna
  wypozyczalnie dla Polakow.

  Niemieccy zarzadcy poznanskiej biblioteki uniwersyteckiej
  w pierwszych tygodniach okupacji zniszczyli wszystkie ksiazki
  dla dzieci i mlodziezy. Ponad 66 tys. ksiazek wyslano do biblio-
  tek niemieckich.

  Z koncem 1939 roku gauleiterzy Pomorza i Kraju Warty opublikowali
  zarzadzenia o rozwiazaniu wszystkich bez wyjatku organizacji
  polskich i konfiskacie ich majatku, w tym zbiorow bibliotecznych.
  Wydali tez zarzadzenia nakazujace zglaszanie wladzom zbiorow
  prywatnych. Rekwirowano nawet niewielkie kolekcje polskich
  profesorow, adwokatow i lekarzy.

  Duze straty ponioslo polskie ksiegarstwo takze w nastepnych
  latach okupacji. Szczegolnie zasluzyl sie na tym polu niemie-
  cki slawista Wilhelm Witte. Natomiast Hans Frank i Gustav Abb
  bronili polskie ksiazki przed ich wywozem do Rzeszy. Czuli sie
  udzielnymi wladcami tych dziel i wywiezienie kazdego zarekwi-
  rowanego dziela traktowali jako uszczuplenie osobistego stanu
  posiadania.

  Sytuacja zmienila sie radykalnie po Powstaniu. SS pod dowodztwem
  obersturmfuhrera Arnhardta, powolujac sie na rozkaz Hitlera,
  wywiozlo z Warszawy najceniejsze dziela. Reszte cennych zbiorow
  na Okolniku spalilo. Ocalaly okruchy. Niemiecki oddzial podpalil
  ponadto 15 kilometrow bezcennych dokumentow Archiwum Glownego Akt
  Dawnych. Stracilismy wowczas lwia czesc naszej "historycznej
  pamieci".

  Biuro Pelnomocnika Rzadu do spraw Polskiego Dziedzictwa Kultu-
  ralnego za Granica opracowalo spis utraconych zbiorow, takze
  z prywatnych bibliotek zrabowanych przez Niemcow. Ale mniejszych
  ksiegozbiorow nikt przed wojna nie dokumentowal, a i wielu
  wlascicieli ponioslo pozniej smierc.

  Spis opracowano. Rozmowy ze strona niemiecka prowadzone sa od
  wielu lat. Na razie bez efektu.


Izabella

Odpowiedź listem elektroniczym