WARCHOLY DAWNIEJ I DZIS
Teatr tragiczny byl w tradycji zachodniej synteza poteznego ducha i
wzorowego slowa. Nie bez powodu wielcy tragicy greccy – Ajschylos, Eurypides,
Sofokles – byli nauczycielami nie tylko Hellenów, ale stali sie
nauczycielami narodów zachodnich. W teatrze zadawano pytania, które
wstrzasaly sumieniami. Ukazywano ludzi lepszymi niz sa, po to aby ich podniesc.
Taki byl cel tragedii. Byla tez komedia, w której ukazywano ludzi
gorszymi niz sa. Komedia skierowana byla do gawiedzi i pospólstwa,
aby mogli smiejac sie i kpiac usprawiedliwic swa malosc. Tragedia ukazywala
wielkie charaktery i wielkie sprawy, komedia przeciwnie, mali ludzie o
podlym usposobieniu, zanurzeni po uszy w kretych sprawach.
W tragedii pytano, jak mam postapic, aby nie zafalszowac sumienia,
aby udzwignac swój los, aby odpowiedziec na wezwanie Boga. W komedii
przymykano oczy na sumienie, usprawiedliwiano wlasne zlo zlym przykladem
innych, a zwlaszcza rzadzacych. Aktorzy tragiczni mówili pieknie,
wyraznie, dbajac o fraze i dobór szlachetnych slów, aktorzy
komediowi mamrotali cos pod nosem, nie przebierajac w slowach, nawet wulgarnych.Tragedia
i komedia to byly antypody dramatu.
Dzis jestesmy oglupiani komediami i komedyjkami, których pelno w kinie, w telewizji i, niestety, w teatrze. Co wiecej, wielkie arcydziela sztuki tragicznej albo znikaja ze sceny, albo przerabiane sa na komedie, czy raczej pastisze, a wiec formy karykaturalne. Znikly sprawy wielkie, ludzie wielcy, piekny jezyk. Malosc, brud i wulgaryzmy bija z ekranów i z polskich scen. Czy taka ma byc Polska i Polacy?
Wyobrazmy wiec sobie teatr. Jest ciemno, cisza, jak makiem zasial. Publicznosc siedzi wypelniajac miejsca po ostatnie brzegi. Podnosi sie kurtyna i na scenie widzimy mnóstwo postaci, które na twarzach maja zalozone maski. Nie wiadomo, co ludzie ci czuja, co mysla, co zamierzaja zrobic. Sa maski mlode i stare, róznorodne, ale kazda ukrywa prawde przed otoczeniem. Gdy normalnie po twarzy czlowieka poznac mozna, co w zyciu przeszedl, z czym sie zzyma i boryka, to maski nie ujawniaja nawet rabka ludzkiej tragedii i tajemnicy. Dziesiatki masek wypelniaja scene, scene zycia, scene dziejów, scene teatru.
Ale oto jedna postac nie ma maski. Jest samotna, z twarzy jej bije szczerosc i cierpienie. Wielkie cierpienie. Cierpienie Narodu. Chce podejsc blizej i przemówic, ale maski zastepuja jej droge. Az wreszcie przebija sie i ze sceny padaja mrozace w zylach krew slowa:
„Warcholy, to wy! – Wy, co lizecie obcych wrogów podloze,
czolgacie sie u obcych rzadów i calujecie najezdzcom lapy, uznajac
w nich prawowitych wam królów.” Jest cisza, która
poteznieje z kazdym slowem. Nawet maski oniemialy i stoja nieruchome. „Wy
holota, którzy nie czuliscie dumy nigdy, wobec biedy i nedzy, której
nieszczescie potracaliscie sytym brzuchem bezczelników i piescia
slugi. Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciagacie
dlon chciwa po pieniadze – po lupiez pieniezna, zdarta z tej ziemi, której
zloto i miód nalezy jej samej i nie wolno ich grabic. Warcholy,
to wy, co sie nie czujecie Polska i zywym poddanstwa i niewoli protestem.
Wy slugi! Drzyjcie, bo wy bedziecie
nasze slugi i wy bedziecie psy, zaprzegniete do naszego rydwanu,
i zginiecie! I pokryje wasza podlosc NIEPAMIEC!”
Cisza na scenie, moze tylko od strony widowni te mocne slowa trafily do czyjegos sumienia, a ktos obok uslyszal ciche westchnienie, a moze jek. Wciaz brzmi jeszcze w powietrzu ostatnia fraza: „I pokryje wasza podlosc NIEPAMIEC!”, jakby chcialy przypomniec, zapamietajcie, wasza podlosc, pokryje niepamiec.
Kto wypowiada te slowa? Imie jego Konrad. W jakiej sztuce? „Wyzwolenie”. Kto natchnal Konrada? Stanislaw Wyspianski. A bylo to przed prawie stu laty.
Kto dzis powie nam prosto w oczy takie slowa? Kto nas obudzi? Kto oprzytomni? Czy pozostaly juz tylko maski, maski w polityce, maski w mediach, maski w szkolach? A Konrad mówil: „Wy chcecie zyc i nie ma podlosci, której byscie do reki nie wzieli i nie przyswoili sercu. Wy chcecie zyc i juz trawicie bloto i brud, i juz was nie zadusza zgnilizna i jad; ale jadem i zgnilizna nazywacie wiew swiezy od pól i lak, i lasów. Wy chcecie zyc i plwac na wszystka reke, która was i podlosc wasza odslania... Która was odgaduje!! Klamcy!!!”
Taka byla scena polska przed stu laty. Odwazna i szczera az do bólu. Wielka. Tworzyli ja ludzie wielcy i rodzila ludzi wielkich. I dlatego stala sie Polska.
A dzis? Nie bedzie Polski i nie bedzie Polaków, jesli plawic sie bedziemy w malosci i zaklamaniu.
Dlatego musimy wracac do naszych arcydziel, aby sie oczyszczac. Niech
przemówia do nas chocby z zaswiatów, niech mówia szczerze,
do bólu. Wtedy bedzie Polska.
Janusz Januszewsski
