Jerzy Przystawa

Głos na puszczy
(Komentarz wygłoszony w KRR w dniu 16.04.2002)

Wczoraj, 15 kwietnia, telewizyjne dzienniki doniosły, że Instytut Pamięci Narodowej w 
Szczecinie wszczął śledztwo w sprawie śmierci syna i synowej Mariana Jurczyka. 5 
sierpnia 1982 w nieznanych do dzisiaj okolicznościach, w dwóch różnych  miejscach 
Szczecina, mniej więcej o tej samej porze, mieli popełnić samobójstwo dwudziestoletni 
syn Marian Jurczyka, Adam, oraz jego żona Dorota. Byli kilka miesięcy po ślubie, 
Dorota była w ciąży. Na wieść o śmierci córki zmarł na zawał jej ojciec. W tym czasie 
Marian Jurczyk przebywał w więzieniu w Strzebielinku. Marian Jurczyk nigdy nie 
uwierzył w samobójczą śmierć swoich dzieci. W tym przekonaniu utwierdzali go zresztą 
przesłuchujący go bezustannie funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, pocieszając go, 
ze "gdyby nie jego postawa, to jego dzieci najprawdopodobniej żyły by bezpiecznie".

Marian Jurczyk to jedna z tzw. legend "Solidarności". W sierpniu 1980 roku stanął na 
czele strajku w Stoczni Szczecińskiej. To on podpisywał, w imieniu strajkujacych 
Porozumienia Szczecińskie, zawarte niezależnie od Porozumień Gdańskich. Ciekawą i 
wartą zapamiętania sprawą jest fakt, że w Porozumieniach Gdańskich, które podpisywał 
Lech Wałęsa i które potem stały się obowiązujące dla całego Związku, zawarty był 
zapis, że Solidarność uznaje kierowniczą rolę partii komunistycznej. Tymczasem 
stoczniowcy 
Szczecina, na czele z Marianem Jurczykiem, nie zgodzili się na uznanie 
kierowniczej roli partii i w Porozumieniach Szczecińskich takiej klauzuli nie ma. 
Wydaje się, że ten fakt w decydujący sposób zaważył na dalszej karierze Mariana 
Jurczyka. Na I Krajowym Zjeździe Solidarności w Gdańsku, we wrześniu 1981, Marian 
Jurczyk miał poparcie największej liczby delegatów i zanosiło się, że to on, a nie 
Lech Wałęsa zostanie przewodniczącym Związku! Zwolennikom "finlandyzacji Polski", 
prekursorom Okrągłego Stołu, akceptującym kierowniczą rolę PZPR, groziła katastrofa. 
Zawiesili obrady, a całonocne "lobbowanie" Kuronia, Frasyniuka, Michnika i innych 
doprowadziło do wyboru Lecha Wałęsy. Jurczyk uznany został za oszołoma, antysemitę, 
człowieka, któremu w przyzwoitym towarzystwie nie powinno podawać się ręki.

I tak już zostało. Po śmierci dzieci Marian Jurczyk spędzi jeszcze dwa lata w 
więzieniu. Po wyjściu z więzienia pozostaje bez pracy, za to jest poddany dozorowi 
policyjnemu i nieustannemu policyjnemu nękaniu.

W 1989 roku Marian Jurczyk, legalnie wybrany przewodniczący Zarządu Regionu Pomorza 
Zachodniego, człowiek który przez 3 lata był w śledztwie i więzieniu za działalność w 
Związku Solidarność , nie zgadza się ponownie wstępować do związku, w którym prawnie 
zajmuje miejsce w najwyższych władzach, odmawia zgody na ponowną rejestrację, nie 
zgadza się na "grubą kreskę" i Okrągły Stół.
Zawiązuje Porozumienie na rzecz Demokratycznych Wyborów w NSZZ Solidarność, do 
którego, nota bene, przystępuje większość przebywających w kraju członków Komisji 
Krajowej Związku. Porozumienie domaga się, aby ci, którzy przez lata podziemnej walki 
o Polskę i Solidarność, nie zostali szachrajstwem 
rejestracyjnym pozbawieni należnych im praw lecz mogli  wziąć udział w wyborach nowych 
władz. Niestety, ani Marian Jurczyk ani wielu innych działaczy tego Porozumienia, 
którzy nie ugięli się przed dyktatem i nie dali się przekupić, nie zostali nawet 
wpuszczeni na sale obrad nowej Solidarności. Jurczyk zostaje skazany na margines życia 
publicznego i politycznego.

Pomimo tego w wyborach parlamentarnych roku 1997 uzyskuje mandat senatora województwa 
szczecińskiego, a w wyborach samorządowych 1998  zostaje wybrany radnym Sejmiku 
Wojewódzkiego, a jego bliscy współpracownicy zdobywają mandaty radnych Miasta 
Szczecina. W efekcie Miarian Jurczyk zostaje prezydentem Szczecina. Jako prezydent 
Szczecina Marian Jurczyk doprowadza do unieważnienia przetargów, w których firmom 
niemieckim sprzedaje się grunty w środku miasta. Jako senator Marian Jurczyk występuje 
na forum Senatu z żądaniem reformy systemu wyborczego i wprowadzenia jednomandatowych 
okręgów wyborczych w wyborach parlamentarnych i samorządowych. Jest to jedyny głos 
senatorski popierający Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Marian 
Jurczyk organizuje spotkania i konferencje, jako jedyny prezydent 
wielkiego miasta w Polsce, który zdecydowanie i konsekwentnie opowiada się za taką 
reformą prawa wyborczego.



Tego wszystkiego jest za dużo dla naszych rodzimych zwolenników tolerancji, demokratów 
i Europejczyków. Można tolerować wszystko, ale nie coś takiego! Miasto Szczecin 
odgrywa nie byle jaką rolę w tej części Europy, to tam przewidziane są pierwsze po 
drugiej stronie Odry koszary dla sojuszniczych i zaprzyjaźnionych jednostek 
Bundeswehry. To w Szczecinie najlepiej może się realizować odwieczna przyjaźń 
polsko-niemiecka. Jest rzeczą wprost niemożliwą, żeby jakiś oszołom, w rodzaju 
Jurczyka, rządził takim ważnym miastem. Jednomandatowe okręgi wyborcze śnią się jako 
koszmarny sen naszym parlamentarzystom, którzy budzą się zlani potem z przerażenia, że 
ktoś mógłby wymagać od nich odpowiedzialności za słowa i czyny!Pojawia się więc 
postulat o konstytucyjnej niedopuszczalności godzenia mandatu senatora z pełnieniem 
funkcji prezydenta miasta. Jak długo funkcje takie łączył słuszny i europejski 
prezydent Wrocławia, Bogdan Zdrojewski, wszystko było w 
porządku. Kiedy prezydentem Szczecina wybrany został niesłuszny i nieuropejski Marian 
Jurczyk, takie połączenie od razu zaczęło godzić w konstytucję. Trzeba jednak było 
przeprowadzić procedurę legislacyjną, która takie łączenie funkcji czyniła by 
niemożliwym.

Prostszym i skuteczniejszym sposobem na wykończenie Jurczyka okazało się znalezienie 
jakichś teczek i przeprowadzenie za zamkniętymi drzwiami dowodu, że Marian Jurczyk był 
współpracownikiem SB! Suto, jak widać, nagradzanym za swoje usługi, o czym dobitnie 
świadczą wieloletnie darmowe wakacje w więzieniach i spartańska prostota, z jaką 
rozwiązano jego problemy rodzinne! (Słowa spartańska prostota są tutaj na miejscu: jak 
mnie uczono w szkole, w Sparcie niechciane i nieprzydatne dzieci zrzucano ze skały, a 
tutaj - przez okno!). Szybko więc przeprowadzono postępowanie lustracyjne, w wyniku 
którego Marian Jurczyk został okryty niesławą, pozbawiony mandatu senatora, funkcji 
prezydenta miasta i objęty zakazem piastowania funkcji publicznych przez 10 lat.

Zniesławiony, sponiewierany, pozbawiony godności i publicznych funkcji Marian Jurczyk 
od dwóch lat czeka na rozpatrzenie jego skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, w 
której domaga się unieważnienia wyroku Sądu Lustracyjnego. Może sobie czekać, nie ma 
przecież nic do roboty. Co innego Sąd Najwyższy. Ten ma huk roboty i nie może się 
spieszyć. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że prokurator Instytutu Pamięci Narodowej ma już 
dowody, że tragedia Jurczyków nie była wypadkiem ani samobójstwem, że była to 
zbrodnia, za którą odpowiedzialne są służby specjalne PRL.

Występując w dniu 1 lipca 1998 w Senacie, w debacie nad ordynacją wyborczą do 
samorządu terytorialnego, Marian Jurczyk, krytykując obłudną rolę AWS, która przed 
wyborami obiecywała wyborcom jednomandatowe okręgi wyborcze, a po wyborach likwidowała 
okręgi jednomandatowe nawet tam, gdzie one poprzednio były, tj, w gminach do 40 
tysięcy mieszkańców, tak kończył swoje przemówienie:


Mamy tutaj klasyczny wręcz przykład,  jak duże ugrupowanie polityczne, zdobywające w 
wyborach największą ilość głosów, po wyborach staje się zakładnikiem swojego dużo 
mniejszego i słabszego partnera, w tym wypadku Unii Wolności, który pod groźbą 
zerwania koalicji
wymusza na swoim silniejszym partnerze ustępstwa w sprawach najbardziej nawet 
zasadniczych i pryncypialnych}. Dla zachowania władzy, choćby tylko koalicyjnej, 
trzeba oszukiwać swój elektorat, trzeba stosować dialektyczne sztuczki i pokrętną 
sofistykę, aby zaskoczonym wyborcom teraz tłumaczyć, że to co jest najbardziej 
sprzeczne z głoszonymi do tej pory zasadami, to jest
właśnie nic innego  jak tych zasad praktyczna realizacja! Po prostu DIALEKTYKA, ta 
sama, w objęciach której żyliśmy przez pół wieku.

Ta sytuacja ukazuje nam jaskrawo cały ABSURD, całe zło ordynacji proporcjonalnej: 
wyborcy, ich oczekiwania, ich zapatrywania są niczym, są tylko mięsem wyborczym, a 
liczą się tylko partyjne interesy, liczy się tylko możliwość zachowania i sprawowania 
władzy. I sytuacja jest absolutnie typowa: tak jest zawsze i wszędzie tam, gdzie 
obowiązuje ten złowrogi system, dialektycznie nazywany proporcjonalnym, choć z 
proporcją i proporcjonalnością nie ma nic wspólnego. System, który daje małej 
koalicyjnej partii wpływ na rządy zupełnie niewspółmierny i nie proporcjonalny do 
uzyskanego poparcia społecznego.

I teraz taki absurdalny system chce się narzucić wszystkim szczeblom 
samorządu terytorialnego, a na otarcie łez i jako argument dla żonglerki słownej, 
pozostawiając możliwość wyborów w okręgach jednomandatowych w gminach do 20 tysięcy 
mieszkańców.


Stawiam wniosek, aby Wysoki Senat zażądał wprowadzenia poprawki do 
proponowanej nam ordynacji wyborczej stwierdzającej, że wybory do wszystkich trzech 
szczebli samorządu terytorialnego odbywają się w okręgach 
jednomandatowych i usunięcia wszystkich zapisów, które są z tą zasadą sprzeczne.

Niestety, jak wiemy, był to głos wołającego na puszczy.





_________________________________________________________________
MSN Photos is the easiest way to share and print your photos: 
http://photos.msn.com/support/worldwide.aspx

Odpowiedź listem elektroniczym