http://www.fidelitas.pl/index2.php?sort=norm&tryb=cala&id=218 na
podstawie
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030903/publicystyka/publicystyka_a_2.html

"Nowa Ewangelizacja" nie wypaliła? 

Dzisiejsza "Rzeczpospolita" przynosi warty odnotowania artykuł
poświęcony dechrystianizacji Europy. 

 Znikające symbole 
 
Z oficjalnych map Wielkiej Brytanii znikną niedługo symbole
kościołów, które nie są już miejscem kultu religijnego. Czeka to
1600 świątyń, do których przestali chodzić wierni. 
Przedstawiciele Kościołów, historycy i archeolodzy usiłowali
protestować: "Wymazywanie kościołów z map to pozbywanie się
części wspólnego dziedzictwa narodowego i kulturowego". Rząd
brytyjski był nieugięty: "Jeżeli świątynia nie ma znaczenia
nawigacyjnego i nie jest używana do celów religijnych, to nie ma
potrzeby zaznaczać jej na mapie" - tłumaczył na łamach dziennika
"The Times" rzecznik instytucji kartograficznej. "To samo -
dodał - dzieje się z dawnymi stacjami kolejowymi". 
Inny pomysł na to, co zrobić z opustoszałymi kościołami, mają
Niemcy. Minister budownictwa w rządzie krajowym Północnej
Nadrenii-Westfalii Michael Vesper z partii Zielonych
zaproponował, by odsprzedać je wspólnocie muzułmańskiej.
Propozycja nie wyszła na razie poza sferę pomysłu, ale wkrótce
problem stanie się palący. Jak wynika ze studium opracowanego
przez Uniwersytet w Dortmundzie, w najbliższym czasie jedna
trzecia z 35 tysięcy budynków kościelnych w Niemczech
(katolickich i protestanckich) nie będzie użytkowana z powodu
ogromnego odpływu wiernych. 
Zaczynając swój pontyfikat Jan Paweł II mówił o nowej wiośnie
Kościoła. Dziś wydaje się jednak, że to, co dla papieża stanowi
największą wartość - godność osoby, świętość życia ludzkiego od
chwili poczęcia do naturalnej śmierci, centralna rola rodziny
opartej na trwałym i monogamicznym małżeństwie kobiety i
mężczyzny - dla coraz większej liczby ludzi jest pustym słowem. 
Ze wszystkich badań socjologicznych wynika, że Europejczycy
przywiązują coraz mniejszą wagę do wiary i do chrześcijaństwa.
Również prawa poszczególnych państw w coraz mniejszym stopniu
opierają się na zasadach zgodnych z chrześcijańskim systemem
wartości. I dzieje się tak nawet w krajach tradycyjnie
kojarzonych z katolicyzmem. Może nie powinna więc dziwić niechęć
do wpisania odniesienia do chrześcijańskich korzeni w preambule
do konstytucji europejskiej. 
 
Coraz mniej religijni 
 
- Chrześcijaństwo wciąż odgrywa ważną rolę w sensie kulturowym -
tłumaczy Adam Szostkiewicz, publicysta tygodnika "Polityka". -
Żeby zrozumieć historię Europy i kultury europejskiej, nie
sposób pominąć chrześcijaństwa. Ale ponieważ coraz mniej ludzi,
zwłaszcza w młodszym pokoleniu, chce zrozumieć historię, nie
wszyscy też interesują się kulturą, na naszych oczach rośnie
armia ludzi - liczona w dziesiątkach, a może nawet setkach
milionów Europejczyków - dla których chrześcijaństwo jest
martwe. Nie dotyczy ich nie tylko jako punkt odniesienia w
sensie etycznym, ale i szerzej. Znajomość chrześcijaństwa
sprowadzają do kilku prostych ikon. Wciąż czytelny jest na
przykład znak krzyża i kultura masowa chętnie tym znakiem
operuje, często jednak do celów całkowicie sprzecznych z
pierwotnymi.  Z badań Tadeusza Szawiela, socjologa z
Uniwersytetu Warszawskiego, wynika, że w latach 90. ubiegłego
wieku spadała zarówno liczba wierzących, jak i praktyk
religijnych. Proces ten będzie, jego zdaniem, pogłębiał się,
gdyż wskazują na to badania religijności ludzi młodych. Nawet w
Polsce - co wykazał inny socjolog, ksiądz prof. Krzysztof
Pawlina - w ciągu ostatnich kilkunastu lat odsetek młodych
deklarujących się jako osoby wierzące zmniejszył się o 20
procent.  Największy spadek religijności zaobserwowano w
Wielkiej Brytanii - w ciągu 9 lat o 12 procent. Liczba praktyk
religijnych najbardziej spadła natomiast w Irlandii (od 1990 do
1999 roku o 24 procent), uważanej - obok Polski - za najbardziej
katolicki kraj w Europie. Irlandczycy i tak nie wypadają źle -
przynajmniej raz w tygodniu do kościoła chodzi tam 57 procent
wierzących (tylko o dwa procent mniej niż w Polsce, gdzie ludzie
są najbardziej przywiązani do uczestnictwa w cotygodniowej
mszy). W innych krajach jest znacznie gorzej. Jedynie co czwarty
Hiszpan jest osobą praktykującą, w Belgii zaś do kościoła
regularnie chodzi 12 proc. wierzących. W praktykach religijnych
nigdy nie uczestniczy 60 procent Francuzów i 58 procent Czechów. 
 
Kryzys powołań 
 
Ze spadkiem religijności ściśle wiąże się spadek powołań
kapłańskich. W Europie Zachodniej mówi się wręcz o kryzysie.
Jedynie w Polsce i we Włoszech seminaria zapełniają się
kandydatami.  W Irlandii w ciągu ostatnich 10 lat trzeba było
zamknąć siedem z ośmiu istniejących w tym kraju seminariów
duchownych. W Hiszpanii w 28 diecezjach nie zgłosił się ani
jeden młody człowiek, który chciałby zostać księdzem. Dane te
podał w czasie lipcowej konferencji w Konstancinie ks. Reiner
Birkenmaier, koordynator Europejskiego Centrum Powołaniowego. 
- Wszystko to może oznaczać, że Kościół traci wiernych -
przyznaje ksiądz Grzegorz Ryś, historyk Kościoła. - Ale to może
też oznaczać, że Kościół potrzebuje nowej formy duszpasterstwa.
Dla Kościoła jest to zawsze powód do poważnej refleksji nad tym,
jak docierać do ludzi, jak autentyczne jest to, co robi i jak
dalece jest dostosowane do języka współczesnego człowieka, do
jego wrażliwości. Trzeba jednak pamiętać, że duszpasterstwo
Kościoła nie jest nastawione wyłącznie na krótki sukces -
zastrzega. 
 
Archaiczne zasady 
 
Postępująca sekularyzacja wcale nie dziwi natomiast historyka
idei Jacka Bartyzela. Jego zdaniem Europa dawno straciła
chrześcijański charakter. - Można wyróżnić dwa momenty
przełomowe: reformację oraz oświecenie i rewolucje - mówi.
Wskutek reformacji chrześcijaństwo przestało być jednością,
przestała istnieć christianitas. Oświecenie doprowadziło do
utraty przez chrześcijaństwo uprzywilejowanej roli w kulturze.
Wskutek rozmaitych rewolucji zaś przestało istnieć państwo
chrześcijańskie. - Żyjemy w postchrześcijańskiej Europie -
dodaje Bartyzel.  Choć proces ten toczy się od dawna, trudno
oprzeć się wrażeniu, że w ciągu ostatnich kilkudziesieciu lat
nabrał tempa. Jeszcze trzydzieści parę lat temu w Hiszpanii,
Portugalii i we Włoszech nie do pomyślenia był na przykład
rozwód. Włosi legalnie rozwodzą się dopiero od 1970 roku, a
Hiszpanie od 1978 r. Ostatnim krajem europejskim, który
zalegalizował rozwody, była Irlandia. Stało się to w 1997 roku.
Tuż przed referendum na ten temat (zwolennicy wygrali ułamkiem
procentu) Jan Paweł II prosił irlandzkich katolików, by modlili
się o zachowanie nienaruszalności małżeństwa i rodziny. Prymas
Irlandii kardynał Cahal Dalay argumentował: prawo zezwalające na
rozwód jest antyrodzinne i antykościelne. Rozwód jest złem
moralnym i społecznym. Legalizacja zachęci ludzi do separacji i
w efekcie rozbitych rodzin będzie coraz więcej.  Z badań
przeprowadzonych przez brukselskie biuro statystyczne Eurostat
wynika, że w Europie Zachodniej w ciągu ostatnich 20 lat liczba
rozwodów wzrosła dwukrotnie. Z małżeństw zawartych w 1960 roku
do 1998 rozpadło się 14 proc., a ze związków zawartych między
1980 a 1998 r. nie przetrwało 28 proc. Najczęściej rozwodzili
się Duńczycy, Finowie, Szwedzi i Brytyjczycy. W krajach tych
rozpada się około 40 proc. małżeństw.  Ponieważ w Europie
Zachodniej kolejne nowelizacje zmierzają raczej do upraszczania
procedur rozwodowych, niż zachęcają do trwania w monogamicznym
związku, jakże archaicznie musiał zabrzmieć apel papieża do
katolickich adwokatów i sędziów. Jan Paweł II prosił ich, by -
powołując się na klauzulę sumienia - odmawiali uczestniczenia w
rozprawach rozwodowych. Wzbudził powszechną konsternację i
naraził się na zarzut, że demokratycznym społeczeństwom usiłuje
narzucać prawo religijne. 
 
Siła apeli papieża 
 
- Zachód odrzuca argument, że są sprawy, o których nie można
decydować w głosowaniu - tłumaczy Szostkiewicz. - W Europie
prawa nie zmienia się na wniosek najbardziej nawet szanowanego
przedstawiciela Kościoła. Nowelizację przepisów musi poprzedzać
dyskusja w parlamencie. Ale to nie oznacza wcale, że papieskie
apele nie mają sensu. Jan Paweł II zwraca się do wierzących i to
od nich zależy siła jego apeli. Zdaniem publicysty "Polityki",
choć nieraz nie widać spektakularnych sukcesów, to nie można
czynić z tego zarzutu ani papieżowi, ani Kościołowi. Europa
przeżywa bowiem transformację - wiele elementów tradycji, która
przez wieki była żywa, zaczyna tracić żywotność. W to miejsce
pojawiają się nowe wartości: indywidualizm i filozofia, że każdy
ma prawo do wyboru własnego sposobu życia. Bardziej surowy w
ocenie jest Bartyzel - jego zdaniem Watykan przestał panować nad
Kościołem.  Od wielu lat papież nie traci żadnej okazji, by
przypomnieć o niezbywalnym prawie człowieka do życia od chwili
poczęcia. Kiedy więc w ciągu ostatnich dziesięciu lat do władzy
we Włoszech dwukrotnie dochodziła prawicowa koalicja Silvia
Berlusconiego, włoscy biskupi mieli nadzieję, że będzie można na
nowo rozpocząć debatę na temat aborcji. Tym bardziej że
skłaniali się ku temu członkowie wchodzących w skład koalicji
rządzącej niedużych partii chadeckich i Sojuszu Narodowego. Nic
z tego jednak nie wyszło. Za każdym razem rozpętywała się burza,
w sukurs ruszali politycy liberalni i ucinali jakąkolwiek próbę
dyskusji. Ostatnio nawet włoscy hierarchowie stracili wiarę, by
przepisy dotyczące przerywania ciąży można było zmienić.
Zwłaszcza że - jak wskazują badania - prawie 64 procent Włochów
uważa, iż ustawa legalizująca przerywanie ciąży z 1978 roku nie
powinna być zmieniana. 
Taka tendencja panuje zresztą w zdecydowanej większości krajów
europejskich, w których ustawy aborcyjne zaczęły być wprowadzane
od połowy lat 70. Ostatnimi państwami, w których aborcja wciąż
jest zakazana, są Irlandia i Malta, a polskie prawo
dopuszczające przerywanie ciąży pod pewnymi warunkami uważane
jest za szalenie restrykcyjne.  Najwcześniej aborcję
zalegalizowała Wielka Brytania - w 1967 roku, w ślad za nią
poszły Dania (1973), Szwecja (1974),Francja i Austria (1975).
Najpóźniej - w 1990 roku - ustawę legalizującą przerywanie ciąży
przyjęła Belgia i stało się to w dramatycznych okolicznościach.
Król Baudouin, żarliwy katolik, nie mogąc w zgodzie z własnym
sumieniem podpisać ustawy, abdykował. Rząd przyjął jego
abdykację, a po dwóch dniach parlament przywrócił władcę na
tron. Czy wtedy ktoś przypuszczał, że zaledwie 12 lat później
Belgia, jako pierwszy kraj katolicki, znajdzie się w awangardzie
postępu i zalegalizuje eutanazję oraz małżeństwa homoseksualne? 
 
Katolicy za eutanazją 
 
Mimo kategorycznego sprzeciwu Watykanu coraz więcej krajów
przyznaje parom homoseksualnym prawa równe małżeństwu, fakt, że
z błogosławieństwem niektórych Kościołów protestanckich. Podczas
ostatniej pielgrzymki do Chorwacji papież wzywał do ochrony
rodziny opartej na małżeństwie kobiety i mężczyzny. Małżeństwo i
rodzina są największą wartością ludzką - mówił. Przypominał, że
rodzina wymaga szczególnej uwagi państwa: "Według zamysłu Boga
rodzina to wspólnota życia oparta na małżeństwie, to znaczy na
stałym i wiernym związku mężczyzny i kobiety, złączonym węzłem
publicznie wyrażanym i wyznawanym". Słowa Jana Pawła II
nagradzano burzliwymi oklaskami. Zaledwie kilka tygodni później
władze Chorwacji uznały, że po trzech latach wspólnego życia
para homoseksualistów będzie traktowana jak konkubinat. 
Homoseksualiści mogą zawierać "małżeństwa" w Danii (od 1989 r.),
Norwegii (1993), Szwecji (1994), Holandii (2001) i Belgii
(2003). Francuski Pakt Solidarności Obywatelskiej (PACS) z 1999
r. nadaje status prawny parom niezwiązanym węzłem małżeńskim.
Obejmuje to również osoby tej samej płci. Homoseksualiści mogą
legalizować swe związki w Niemczech, a także w Katalonii, jednym
z autonomicznych regionów Hiszpanii oraz w kilku miastach
włoskich. W Portugalii pary homoseksualne mogą korzystać z
takich samych ulg podatkowych, jakie mają kobieta i mężczyzna
żyjący w konkubinacie. W Holandii i Szwecji homoseksualne
"małżeństwa" mogą adoptować dzieci.  Jak bardzo nauka Kościoła
rozmija się z opiniami wiernych, widać również w przypadku
akceptacji prawa do eutanazji. Jej zwolennicy przekonują, że nie
jest ona niczym innym, jak humanitarnym gestem pomagającym
nieuleczalnie chorym w uwolnieniu się od cierpień. Argumenty
Watykanu, iż narusza ona godność jednostki, widać niezbyt
trafiają do przekonania, zwłaszcza że eutanazję popiera 72 proc.
Belgów (od 2002 roku eutanazja jest legalna), 67 proc.
Hiszpanów, 45 proc. Polaków, nie wspominając o Holendrach. W
Holandii (eutanazja legalna od 2000 roku) za prawem do skrócenia
życia na życzenie chorego jest 90 proc. ludzi. Taką postawę
popiera ponad 80 proc. holenderskich katolików. 
 
Metoda miłości 
 
- Na Soborze Watykańskim II Kościół przyjął warunki prowadzenia
dyskursu na zasadach innej koncepcji świata i człowieka niż ta,
którą sam wyznaje - tak pogłębiającą się sekularyzację tłumaczy
Jacek Bartyzel. Jego zdaniem do Soboru Kościół mówił, że państwo
powinno być urządzone zgodnie z zasadami wynikającymi z
Ewangelii, które filozofia chrześcijańska uważa za zasady
dobrego porządku. Na Soborze zaś, a zwłaszcza w konstytucji
"Gaudium et spes", Kościół zaakceptował fakt, że państwo i
społeczeństwo są urządzone według zasad wymyślonych przez
oświeceniowych teoretyków umowy społecznej. - Kiedyś -
przypomina Bartyzel - Kościół mówił: państwo powinno być
podporządkowane prawu Bożemu. Teraz Kościół zgadza się, że
podstawą są prawa człowieka, ale niech będą one respektowane.
Spór idzie tylko o to, co jest prawem człowieka: czy zabicie
dziecka przez kobietę, czy odwrotnie, czy prawo do eutanazji,
czy odwrotnie.  - Co innego, gdy prawo naturalne, też
nietraktowane jako ostateczne, jest odniesieniem do prawa
Boskiego. Wtedy nie ma możliwości dowolnej interpretacji -
podkreśla Bartyzel. Ksiądz Ryś widzi to inaczej: - Od XIX wieku
Europa jest różnorodna tak pod względem filozoficznym, jak i
religijnym. W Europie żyje dziś o wiele więcej ludzi wyznających
islam niż kiedykolwiek w historii. Rodzi się zatem pytanie, w
jakim stopniu demokracja, która też w jakiejś mierze jest
zakorzeniona w chrześcijaństwie, ma polegać na tym, aby narzucać
swój światopogląd całym formacjom społecznym i politycznym?
Kościół nie jest od przekształcania instytucji politycznych.
Kościół głosi człowiekowi Chrystusa Zmartwychwstałego, a
człowiek, który spotkał się z Chrystusem, ma potem ochotę
przekształcać świat. Właściwą metodą do tego zaś jest metoda
miłości, a nie machinacje polityczne. 

BEATA ZUBOWICZ

Odpowiedź listem elektroniczym