http://goniec.net/teksty.html#kumor
Polityki można się nauczyć
Kultury politycznej, umiejętności publicznego debatowania nie
wysysa się z mlekiem matki - jest to rezultat wieloletnich
codziennych doświadczeń. Taki parlamentaryzm brytyjski nie
powstał sobie ot tak, z dnia na dzień na mocy dekretu, lecz
zrodził się w następstwie ewolucji politycznych obyczajów.
Zasady debaty publicznej nie wzięły się z kosmosu, lecz
wypracowane zostały przez pokolenia.
Polacy rzadko potrafiš się "ładnie różnić" i ze swadš
przekonywać.
Nasze rozpolitykowanie częściej sprowadza się do koturnowego
monologowania, niż do prezentacji rzeczowych argumentów z myślš
o przekonaniu przeciwnika.
Rzadko też słuchamy, co inni do nas mówiš; wolimy wykrzyczeć
swoje i... patrzeć, kto klaszcze.
Ciężko też znosimy krytykę, zazwyczaj "bierzemy rzecz do
siebie", reagujemy obrazš, zamykamy się niczym dotknięta
patykiem ostryga i co najwyżej wyrzucamy przez syfon trochę
szlamu na otoczenie.
W życiu publicznym nie potrafimy budować konsensusu, dostrzegać
tych, z którymi jest nam po drodze. 
Można te niedostatki próbować tłumaczyć cechami narodowego
charakteru, pieniactwem "braci szlachty", zrywaniem sejmów,
jednak przyczyna jest bardziej banalna. Nie potrafimy ze sobš
rozmawiać, bo nie mieliśmy się gdzie tego nauczyć, bo została
przerwana polska tradycja debaty.
W czasach peerelu, od przedszkola skłaniano co bardziej
"rozdyskutowanych" do zamykania jadaczki. 
Nie było społeczeństwa obywatelskiego, więc nie było wolnych
instytucji;  nawet stowarzyszenie hodowców kanarków ciężko było
założyć, zaś organizacje społeczne czy polityczne trzeba było
sobie wybić z głowy.
Dzieci nie uczyły się dyskusji w domu, bo to było niebezpieczne
i przy dzieciach wszystkiego się nie mówiło... Efekt był więc
taki, jak na zebraniu z kol. kaowcem w "Rejsie" Piwowskiego...
Kiedy nowomowa wišzała ludziom języki, zamykajšc w oparach
idiotyzmu i otępienia.
Co z tego, że byliśmy "rozpolitykowani", skoro nie przekładało
się to na realnš działalność politycznš i sprowadzało do rozmów
w kuchni przy wódce, herbacie czy piwie. Jak to się modnie mówi,
"nie było przełożenia" na realnš działalność politycznš czy
społecznš. Ludzie mówili głupoty, ale nic od tego nie zależało.
Można więc było pleść bez opamiętania.
PRL zamroził polskie życie społeczne, stšd dzisiaj, po
odmrożeniu, często okazuje się, że głowy nam zdrętwiały i wielu
rzeczy trzeba uczyć się od poczštku.
Nie chodzi, broń Boże, o to, abyśmy w głupawym samozadowoleniu
przestali dostrzegać dzielšce nas różnice i całowali się na
pokaz, idzie o to, abyśmy potrafili dostrzec argumenty stojšce
za uczciwš opiniš przeciwnika; zastanowili się, dlaczego ten czy
ów  myśli, tak jak myśli, i ustalili, czy jego poglšdy mogš
mieć  z naszymi jakieś wspólne pole. Może się okazać, że w
oparciu o tę wspólnš część możemy razem działać. W ten sposób
debata służy budowaniu społecznej siły. Chodzi o to, abyśmy
stajšc w obliczu krytyki czy poglšdów, z którymi się nie
zgadzamy, nie strzelali od razu z biodra i nie odsšdzali
przeciwnika od czci i wiary, lecz usiłowali podjšć z nim
dyskusję i wyważyć racje.
Ludzie sš różni. Mamy odmienne doświadczenia, co innego nas w
życiu "bierze" i co innego w nas "gra", jednak od tego jest
słowo, by nas łšczyło, budowało instytucje i tworzyło państwo.
Wystarczy szanować cudze zdanie; wystarczy dostrzec wspólny
interes, zobaczyć, że w gruncie rzeczy "pod spodem" chodzi nam o
to samo. 
Debata jest jedynš drogš budowania wspólnoty. Dziś w Polsce, po
prawej stronie politycznego spektrum, mamy stan patologicznego
rozdrobnienia.
Jednym z tego powodów jest sztubacki brak politycznych
umiejętności. Czas to zmienić, czas nauczyć się mšdrze
debatować.
Andrzej Kumor

Odpowiedź listem elektroniczym