http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040529&id=my41.txt
> Długi marsz > > Z roku na rok Chiny stają się głównym rywalem Stanów Zjednoczonych w > polityce światowej. Wiele wskazuje na to, że już niebawem amerykańskie > supermocarstwo będzie musiało przynajmniej podzielić się hegemonią nad > Wschodnią Azją. Zdaniem wielu analityków, to właśnie w tym regionie > rozgrywa się batalia o polityczny kształt świata w XXI wieku. > Gospodarcza, polityczna i wojskowa rywalizacja Chin i USA jest obecnie, > według ekspertów, najważniejszym procesem geopolitycznym. Świadczą o > tym przyjęte na ostatnich zjazdach Komunistycznej Partii Chin wytyczne, > które nawiązują bezpośrednio do amerykańskich planów w sferze > gospodarczej i militarnej. Z drugiej strony, mówią o tym sami amerykańscy > politycy. Podsumowując nieudaną batalię Białego Domu o legalizację agresji > USA na Irak, doradczyni prezydenta USA ds. bezpieczeństwa, jednym > zdaniem doskonale streściła priorytety amerykańskiej geopolityki: "Francję > ukarać, Niemcy zignorować, Rosji wybaczyć, skupić się na Chinach". > > Początek drogi > Zgodnie z przyjętą w 2000 r. przez chińskich komunistów strategią, celem > polityki zagranicznej Chin jest osiągnięcie w latach 2020-2030 dominującej > pozycji na świecie. Z pewnością elementem długofalowej i zakrojonej na > szeroką skalę ofensywy Chin, której zadaniem jest ustanowienie politycznej > hegemonii Pekinu w Azji Wschodniej, było podpisanie w październiku 2003 r. > przez Chiny i kraje należące do Stowarzyszenia Państw Azji > Południowo-Wschodniej (ASEAN) porozumienia pod nazwą "Strategiczne > partnerstwo". Kładzie ono podwaliny pod bliższą współpracę > polityczno-wojskową państw azjatyckich w obszarze od Indonezji na południu > po Chiny i Półwysep Koreański na północy. Wielu ekspertów nie ma > wątpliwości, że porozumienie to jest wymierzone przeciwko dominacji Stanów > Zjednoczonych w tym regionie. Władze w Pekinie dążą do wypracowania > takiej sytuacji, aby żadna ważna decyzja polityczna w Azji > Południowo-Wschodniej nie mogła być podjęta bez ich aprobaty. Z pewnością > dalekosiężnym celem chińskiej polityki jest również rozbicie pierścienia > amerykańskich baz wojskowych wokół Chin, wydatnie wzmocnionego po > terrorystycznych atakach z 11 września 2001 r. Przybliżyłoby to Państwo > Środka do ustanowienia swojej polityczno-militarnej hegemonii w całym > regionie. > Na płaszczyźnie gospodarczej drogą ku temu ma być ekonomiczna integracja > całego regionu. Obecnie chińskie władze opracowały swego rodzaju > harmonogram, zgodnie z którym najpierw miałaby powstać strefa wolnego > handlu w Azji Południowo-Wschodniej, do której weszłaby również Japonia, a > następnie strefa wolnego handlu obejmująca całą Azję Wschodnią. > Utworzenie wschodnio-azjatyckiej wspólnoty z jej własnymi instytucjami w > rodzaju Azjatyckiego Funduszu Walutowego czy Organizacji Współpracy Azji > Wschodniej, w których instytucjonalnie nie mogłyby uczestniczyć Stany > Zjednoczone, niewątpliwie wzmocniłoby pozycję Chin w całym regionie. > > Dobra mina do złej gry > Chociaż w oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli Białego Domu nie widać > zaniepokojenia, to w rzeczywistości poczynania Pekinu przyprawiają > amerykańskich strategów o ból głowy. Amerykański ekspert ds. polityki > zagranicznej James Steinberg z Brookings Institution uważa, że ekipa > prezydenta George'a W. Busha zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. - > Większość obserwatorów patrzy na te poczynania Chińczyków w kategoriach > gry o sumie zerowej. Kiedy ich potęga rośnie, nasza automatycznie kurczy > się. Jeśli kraje Azji Południowo-Wschodniej będą miały lepsze stosunki z > Chinami, będą mniej chętne do okazywania nam pomocy. Słabsze będzie > poparcie dla utrzymywania przez nas baz wojskowych - stwierdził Steinberg. > Niepokoje Amerykanów są w pełni uzasadnione, ponieważ Pekin swoją coraz > bardziej finezyjną dyplomacją zaczyna odnosić sukcesy. Odchodząc > całkowicie od ideologicznej siermiężności, chińscy przywódcy całkowicie > zmienili język swoich wypowiedzi. Roi się w nich od stwierdzeń, takich jak: > "potrzeba międzynarodowego współdziałania", "dialog w sprawach spornych", > "zacieśnianie współpracy", "bezpieczeństwo", "pokój", "stabilność" etc. Jak > chińscy dyplomaci rozumieją te pojęcia, to inna sprawa. Wyjątkiem jest tutaj > Tajwan, w stosunku do którego Pekin używa agresywnej retoryki, wręcz > jawnych gróźb. Jednak Pekin sprawy Tajwanu nie traktuje w kategoriach > polityki międzynarodowej, lecz jako kwestię wewnętrzną i stąd ten wyjątek. > Niemniej zmiana retoryki przynosi już efekty, czego przykładem był > październikowy szczyt Forum Współpracy Gospodarczej Azji i Regionu > Pacyfiku (APEC) w stolicy Tajlandii - Bangkoku. Znamienne było, że > przywódcę ChRL Hu Jintao podejmowano tam z równie wielką pompą, jak > prezydenta Busha. Zdaniem niektórych, amerykański prezydent wypadł wręcz > blado i tylko przez grzeczność Hu Jintao nie został głównym aktorem tego > spektaklu. > Chińczycy zrozumieli, że ich propaganda w polityce międzynarodowej nie > może już bazować na antyamerykańskich resentymentach, jak to było > jeszcze 20 lat temu. Stąd w Bangkoku Hu Jintao starał się występować w roli > mediatora, świadomego jednocześnie swego gospodarczego i politycznego > znaczenia. Zaoferował m.in. swoje pośrednictwo w rozwiązaniu konfliktu > między rządzącą dyktaturą a opozycją w Birmie. Jednak największe > polityczne korzyści może przynieść Pekinowi zażegnanie konfliktu narosłego > wokół północnokoreańskiego programu atomowego. Tylko Chiny, jako > najbliższy sojusznik Korei Północnej, mają szansę nakłonić ten kraj do > rezygnacji ze swoich nuklearnych ambicji. > > Biały Dom kontratakuje > Jednak do ostatecznego sukcesu, jakim byłoby wydatne zniwelowanie > wpływów Ameryki w regionie, jest jeszcze daleka droga. Po atakach z 11 > września 2001 r. USA zacieśniły współpracę polityczno-wojskową z niektórymi > państwami Azji Południowo-Wschodniej. Można nawet powiedzieć, że USA > zdecydowanie wzmocniły swoją militarną i polityczną pozycję w Azji. I chociaż > agresja na Irak i niepowodzenia Amerykanów w tym kraju popsuły wizerunek > Ameryki w oczach azjatyckich społeczeństw, wydaje się, że generalnie nie jest > ona postrzegana jako wróg w państwach wschodniej i południowej Azji. > Państwa te bardziej obawiają się hegemonii przytłaczających swoim ogromem > Chin niż odległych Stanów Zjednoczonych. I chociaż niektóre kraje regionu > rozdrażnione są czasami aroganckimi poczynaniami USA w Azji Wschodniej, > to jednocześnie nie uważają przyjaźni z Chinami za jedyną alternatywę. Są > zainteresowane nie tyle pozbyciem się Amerykanów, co stworzeniem dla nich > przeciwwagi, aby mogła powstać korzystna dla wszystkich równowaga sił. > Ameryka ma więc jeszcze w Azji sporo atutów. Nawet jeśli jest postrzegana > przez państwa azjatyckie jako hegemon, to jest to odbierane jako > hegemonia, nazwijmy to, miękka, podczas gdy Chiny mają reputację kraju > bezwzględnie łamiącego tzw. prawa człowieka. > Realność marzeń Pekinu o integracji Azji Wschodniej pod swoim > przewodnictwem przekreśla chwilowo polityczna zależność Japonii i Korei > Południowej od Stanów Zjednoczonych. Ponadto stosunki Chin z Japonią > psuje ekspansywna polityka handlowa Państwa Środka w państwach Azji > Południowo-Wschodniej, w których do niedawna dominował biznes japoński. > > Przez Phenian do celu > Niemniej Pekin dąży do poprawy swoich stosunków z Japonią i Koreą > Południową poprzez umiejętne zaangażowanie w sprawę rozwiązania > konfliktu narosłego wokół północnokoreańskiego programu nuklearnego. > Wielkim sukcesem Chin było szersze umiędzynarodowienie rokowań poprzez > włączenie do nich także Japonii, zresztą ku jej dużemu zadowoleniu. > Zdaniem Hugh White'a, dyrektora australijskiego Instytutu Polityki > Strategicznej w Canberze, wielonarodowy charakter tych rokowań jest swoistą > zapowiedzią przyszłej struktury budowania bezpieczeństwa w regionie "z > Chinami w samym jego środku". Jego zdaniem, celem Pekinu jest > rozwiązanie kryzysu koreańskiego, a następnie, w dalszej perspektywie, > zredukowanie amerykańskiej obecności wojskowej na Półwyspie Koreańskim. > Teza White'a wymaga pewnego doprecyzowania, a mianowicie - rozwiązanie > kryzysu koreańskiego ma być środkiem do celu, jakim jest zredukowanie > liczebności lub nawet pozbycie się amerykańskich wojsk z Półwyspu > Koreańskiego. Pekin doskonale zdaje sobie sprawę, że w znacznej mierze to > w jego rękach leży sprawa rozwiązania tego kryzysu. > > Tajwan - sprawa wewnętrzna > Czy elementem tej rywalizacji będą również tarcia wokół Tajwanu? Jeśli > nawet, to w mniejszym stopniu. Z punktu widzenia Chin, Tajwan jest ich > wewnętrzną sprawą i poza Stanami Zjednoczonymi chyba podobnie widzą ją > także przywódcy większości państw Azji Wschodniej. W Europie inkorporacyjne > stanowisko Pekinu w sprawie Tajwanu podzielają Francja i silnie > zaangażowane gospodarczo w Chinach - Niemcy. Wyłączenie konfliktu wokół > Tajwanu z szerokiego kontekstu międzynarodowego i ograniczenie go do > sporu na linii Pekin - Waszyngton wydaje się być wielkim sukcesem Chin > kontynentalnych. > Takie ustawienie sporu powoduje, że Pekin może bez większych przeszkód > forsować swoje integracyjno-hegemonistyczne koncepcje na szerokim > azjatyckim forum. Tym bardziej że już nikt, nawet Stany Zjednoczone (dzięki > Chinom Biały Dom jest w stanie sfinansować monstrualny deficyt budżetowy), > nie ma odwagi wytykać władzom w Pekinie bezwzględnego łamania praw > człowieka, którego jaskrawym przykładem jest zainicjowana ćwierć wieku > temu ludobójcza "polityka jednego dziecka". > Obserwując ostatnie zgrzyty w stosunkach chińsko-amerykańskich w > kontekście Tajwanu można odnieść nieodparte wrażenie, że w dalszej > politycznej perspektywie Biały Dom liczy się z wydaniem Tajwanu na pastwę > Pekinu. W miarę rosnącej potęgi Chin Tajwan staje się coraz bardziej > kłopotliwym sojusznikiem Ameryki w regionie. Oczywiście dla spokoju > sumienia własnych obywateli Waszyngton będzie starał się uzyskać jakieś > gwarancje zachowania ustrojowego status quo na Tajwanie. W każdym razie > władze w Taipej obronę niezależności wyspy będą musiały wziąć we własne > ręce. > > Daleko do celu > Obserwując rozwój sytuacji w Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, > widzimy, że zainicjowany w 1934 r. przez twórcę komunistycznego państwa w > Chinach Mao Tse Tunga tzw. Długi Marsz trwa. Najpierw doprowadził on do > powstania komunistycznych Chin. W kolejnym etapie władze w Pekinie dążą > do poddania swojej jurysdykcji wszystkich chińskich terytoriów włącznie z > suwerennym obecnie Tajwanem. Po wcieleniu kilka lat temu Hongkongu i > Makao zamiary te częściowo już zrealizowano. > Następnym etapem będzie wyparcie Amerykanów z zajmowanych przez nich > pozycji w Azji Wschodniej i ustanowienie w tym regionie własnej dominacji. > Trudno obecnie stwierdzić, czy Pekin przewiduje w ramach tego procesu > ekspansję terytorialną. Na płaszczyźnie demograficznej już się ona > dokonuje. Wewnątrz państwa chińska ludność kolonizuje Tybet i > zdominowaną przez muzułmańską ludność prowincję Sinciang. Z kolei poza > granicami kraju Chińczycy zasiedlają rosyjską Syberię. Na kierunku chińskiej > ekspansji leży również Mongolia. Obawiając się Chin, władze w Ułan Bator już > nawiązały ścisłą współpracę polityczną i wojskową ze Stanami Zjednoczonymi. > Poza tym Pekin jest zaangażowany w kilka sporów terytorialnych ze swoimi > sąsiadami (Japonią, Koreą Południową, Tajwanem, Filipinami, Wietnamem, > Indiami). > Można powiedzieć, że w swoim marszu do dominacji nad Azją Wschodnią > Chiny są w sferze politycznej na początku drogi, a w sferze ekonomicznej > nieco dalej. Nie mniej tak naprawdę nie wiadomo, czy zainicjowany 70 lat > temu Długi Marsz nie zakończy się przedwcześnie. Największym zagrożeniem > dla chińskich planów jest podjęta pod koniec lat 70. ubiegłego wieku > ludobójcza "polityka jednego dziecka". Ekonomiści i demografowie > ostrzegają, że jeśli władze w Pekinie natychmiast nie odejdą od ludobójczego > programu, to już za dwie, trzy dekady Chiny staną w obliczu wielkiej > katastrofy demograficznej, której konsekwencje trudno jest obecnie > przewidzieć. > Krzysztof Warecki
