http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040626/plus_minus_a_17.html
POLSKA W UNII Nadrabiany dystans LESZEK BALCEROWICZ Osiem z dziesięciu nowych państw członkowskich Unii Europejskiej ma za sobą okres transformacji, której tempo i zakres były bezprecedensowe. W krajach pokomunistycznych gdziekolwiek spojrzeć - na pieniądz, na rynki, na strukturę własności, sektor bankowy, handel zagraniczny, opiekę zdrowotną, ochronę środowiska czy edukację - wszędzie widać instytucje, które zbudowano od zera. W wielu transformujących się krajach uporano się z sięgającą niebotycznych poziomów inflacją - w 1989 roku w Polsce wynosiła ona 251 proc. - i wszystkie one mają teraz w pełni wymienialne waluty. W produkcji i zatrudnieniu dominują firmy prywatne, choć w 1989 roku w Polsce tworzyły one 23,1 proc. produktu krajowego brutto, a w Czechach - zaledwie 4 proc. Kraje te potrafiły również - po rozwiązaniu w 1991 r. Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG) - szybko przeorientować swój handel zagraniczny ze Wschodu na Zachód. Zwielokrotniły się możliwości kształcenia, zmalało zanieczyszczenie powietrza i wody, a oczekiwana długość życia w niektórych regionach sięgnęła już niemal poziomu zachodnioeuropejskiego. Zlikwidować lukę Od samego początku lat 90. perspektywa członkostwa w Unii Europejskiej była czynnikiem przyspieszającym zmiany instytucjonalne w tych państwach. Teraz jednak przed nowymi krajami Unii - reprezentującymi 20 proc. ludności powiększonej Wspólnoty, ale tylko 5 proc. jej PKB - stoi nie mniej trudne zadanie: osiągnięcia bardzo szybkiego tempa wzrostu, tak szybkiego, by stało się możliwe zlikwidowanie gospodarczej luki, jaka istnieje między nimi a czołowymi krajami UE. Pomoże w tym oczywiście samo członkostwo. Wynikająca z tego zwiększona wiarygodność kraju spowoduje nasilenie napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI), a unijne fundusze strukturalne wesprą dalszą budowę systemu instytucji oraz inwestycje w infrastrukturę i ochronę środowiska. Kierując się danymi empirycznymi, trudno wątpić w pozytywny dla gospodarki efekt napływu FDI. Sprzyjają one transferowi nowoczesnej techniki, a do wzrostu gospodarczego przyczyniają się w stopniu relatywnie większym niż inwestycje krajowe. FDI uzupełniają działalność rodzimych firm, zatem ich napływ powoduje większy wzrost inwestycji w gospodarce, niżby to wynikało z samej wartości tych środków. Badania empiryczne potwierdzają też korzystny wpływ unijnych funduszy strukturalnych na tempo wzrostu. W Grecji, Portugalii i Irlandii środki z tych funduszy przyczyniły się do zwiększenia tempa wzrostu średnio o 0,4 - 0,9 punktu procentowego rocznie (w przypadku Hiszpanii było to 0,3 - 0,5 pkt proc.), pomagając państwom biedniejszym w doganianiu bogatszych. Członkostwo w Unii daje szansę na sukces w tym pościgu, ale tak naprawdę wyniki gospodarcze każdego z krajów będą zależeć od jakości jego polityki, a także od tego, czy te elementy polityki unijnej, które najbardziej sprzyjają wzrostowi gospodarczemu, będą w przyszłości wzmocnione czy osłabione. Z tego właśnie względu niektóre zadania powinny być przez członków UE - zarówno starych, jak i nowych - uznawane za priorytet. Obrona paktu stabilizacji i wzrostu W długim okresie wysoki deficyt budżetowy prowadzi albo do kryzysu, albo do zwolnienia tempa wzrostu gospodarczego. Ale nawet w krótkim okresie istnieje korelacja między dużym deficytem budżetowym, powolnym wzrostem gospodarczym i wysoką inflacją oraz zniekształceniami na rynku walutowym. Co więcej, deficyt budżetowy oraz inflacja powodują "wypychanie" inwestycji i ograniczają wzrost wydajności. Umacnianie jednolitego rynku Korzyści z istnienia jednolitego rynku są oczywiste m.in. dlatego, że stał się on bardziej atrakcyjny dla zagranicznych inwestorów. Badania wskazują, że w przypadku ponad 60 proc. firm, które eksportują do więcej niż pięciu krajów UE, to właśnie rynek wewnętrzny pomógł im w zwiększeniu sprzedaży transgranicznej. Wynika z nich również, że 80 proc. konsumentów uważa, iż utworzenie jednolitego rynku spowodowało, że pojawił się większy wybór towarów, a 67 proc. sądzi, iż poprawiła się jakość towarów. Od utworzenia w 1992 roku unijnego rynku wewnętrznego transgraniczny handel towarami zwiększył się na nim o jedną trzecią. Stało się to dzięki zastosowaniu dwóch głównych zasad: wzajemnego uznawania przepisów, co umożliwia przedsiębiorstwom stosowanie reguł obowiązujących w ich własnym kraju, oraz odwoływania się do dyrektyw unijnych, za pomocą których następuje harmonizacja przepisów narodowych. Ale zasada wzajemnego uznawania nie sprawdza się w odniesieniu do produktów stosunkowo bardziej złożonych, a wprowadzanie unijnych dyrektyw w odniesieniu do takich towarów, jak: materiały konstrukcyjne, maszyny czy urządzenia ciśnieniowe, wydaje się problematyczne. A na skutek przepisów, które tłumią konkurencję, ceny nowych samochodów (przed opodatkowaniem) w poszczególnych krajach członkowskich różnią się - nawet do 70 proc. Usługi jeszcze częściej niż towary napotykają bariery na wewnętrznym rynku Unii. Na przykład nowa dyrektywa energetyczna nakazuje wprowadzenie od lipca 2004 roku możliwości wyboru dostawcy prądu przez odbiorców przemysłowych; w przypadku gazu ma to nastąpić w lipcu 2007 roku. Dyrektywa pomija jednak stworzenie takiej możliwości gospodarstwom domowym, tymczasem w 2001 roku dostawcę energii elektrycznej mogły one wybierać tylko w pięciu krajach UE, a dostawcę gazu - jedynie w trzech. Jeśli chodzi o mobilność siły roboczej, to praktyka nie nadąża za teorią. W latach 1992 - 2002 tylko 4 proc. ludności Unii przekroczyło jej wewnętrzne granice w związku z pracą czy emeryturą. W tym samym czasie tylko 8 proc. unijnych studentów odbyło część studiów w innym kraju Wspólnoty. Przyspieszenia wymaga też integracja unijnych rynków finansowych, zapoczątkowana w 1999 roku planem działań w sprawie usług finansowych (FSAP). Według Komisji Europejskiej, utworzenie jednolitego europejskiego rynku kapitałowego spowoduje obniżenie o 0,5 proc. kosztów pozyskiwania kapitału akcyjnego przez firmy z krajów UE, a o 0,4 proc. zmaleją koszty ponoszone przez nie przy finansowaniu się długiem. Wprowadzenie jednolitego rynku kapitałowego spowodowałoby także w "starej" Unii zwiększenie PKB o około 1,1 proc. w ciągu piętnastu lat oraz wzrost zatrudnienia o 0,5 proc. Jednak do 2002 roku wprowadzono w życie tylko 31 z 42 postanowień FSAP. Szybkie wejście do strefy euro Dla nowych członków UE jak najszybsze wejście do strefy euro (Europejskiej Unii Gospodarczej i Walutowej) stanowi strategię najlepszą z możliwych, ponieważ zmobilizuje to ich do dokończenia reform strukturalnych, niezbędnych do wypełnienia kryteriów z Maastricht dotyczących inflacji, stóp procentowych, deficytu budżetowego i długu publicznego. Ich spełnienie byłoby oczywiście korzystne dla wzrostu gospodarki w długim okresie, podobnie jak eliminacja ryzyka kursowego, kosztów zabezpieczania się przed nim czy kosztów transakcyjnych w handlu zagranicznym. Nowe kraje członkowskie są już mocno zintegrowane z gospodarką Unii, zaś między nimi a krajami należącymi do EMU zaznacza się zbieżność cyklu koniunkturalnego. Dalsza integracja UE doprowadzi prawdopodobnie do synchronizacji cyklów koniunkturalnych w tych krajach; będzie to proces podobny do synchronizacji szoków podażowo-popytowych, jaka nastąpiła w UE w latach 90. Z tego właśnie względu koszty związane z odejściem od niezależnej polityki pieniężnej i od płynnego kursu wymiany nie będą znaczne. W każdej ze wspomnianych tu dziedzin nowe kraje muszą przejść jeszcze długą drogę, żeby osiągnąć pełną integrację z Unią. Ale w wielu z tych dziedzin również sama Unia ma jeszcze dużo do zrobienia. Leszek Balcerowicz jest prezesem Narodowego Banku Polskiego. Był wicepremierem polskiego rządu i autorem programu polskich reform.
