Co robiÄ w niedzielÄ
JACEK ÅAKOWSKI
MoÅna by zamknÄÄ supermarkety w ÅwiÄta, ale z zupeÅnie innych powodÃw
W rosnÄcym sporze o niedzielny handel mamy zderzenie dwÃch szafujÄcych faÅszywymi argumentami fundamentalizmÃw:
liberalnego i katolickiego. W istocie ten spÃr dotyczy nie tyle niedzieli i handlu, bezrobocia, drobnych sklepikarzy, frekwencji w
koÅcioÅach i zyskÃw korporacji, ale sensownego wykorzystania czasu i rozumnego uÅoÅenia Åycia.
WÅrÃd argumentÃw padajÄcych w tym sporze niewiele jest takich, ktÃre wytrzymajÄ choÄby najÅagodniejszÄ krytykÄ. Zwolennicy mÃwiÄ gÅÃwnie o prawie personelu do wypoczynku w niedzielÄ, o naruszaniu przykazaÅ i obronie drobnych sklepikarzy. Wypoczynek jest zasÅonÄ dymnÄ w
sposÃb oczywisty. Trudno by byÅo powiedzieÄ, dlaczego zdaniem SolidarnoÅci prawo kasjerek do wolnej niedzieli miaÅoby byÄ lepsze od prawa kelnerek, bileterek albo taksÃwkarzy. Bez restauracji czy taksÃwek teÅ moÅna by siÄ obejÅÄ w niedzielÄ, a jednak nikt nie postuluje, by im zakazaÄ pracy.
Trudno teÅ wykazaÄ, dlaczego otwarty w niedzielÄ sklep (niewaÅne, maÅy czy duÅy) ma bardziej naruszaÄ BoskÄ wolÄ niÅ otwarte kino, restauracja czy wesoÅe miasteczko. Bo przecieÅ nie chodzi o ânieczystoÅÄâ handlu, skoro parafialne sklepiki czÄsto otwarte sÄ tylko w
niedzielÄ i od wiekÃw nikomu nie przeszkadzajÄ jarmarki towarzyszÄce odpustom.
Nie bardzo rÃwnieÅ wiadomo, skÄd bierze siÄ przekonanie, Åe skoro ludzie nie pÃjdÄ w niedzielÄ do supermarketu, to zrobiÄ wiÄksze zakupy w lokalnym sklepiku. Raczej Åatwo jest zgadnÄÄ, Åe ci, ktÃrzy kupujÄ w supermarkecie,
Åeby zaoszczÄdziÄ czas albo pieniÄdze, zamiast w niedzielÄ pojadÄ tam pewnie w sobotÄ (nikt przecieÅ nie spÄdza dwÃch dni na robieniu zakupÃw), a jak ktoÅ czegoÅ w sobotÄ zapomni, to w niedzielÄ uzupeÅni zapasy w lokalnym
sklepiku tak samo, jak by je uzupeÅniÅ w poniedziaÅek czy wtorek. Po jednÄ buÅkÄ czy butelkÄ wÃdki nikt przecieÅ nie bÄdzie wÄdrowaÅ kilometrami.
Raczej zÅudne wydaje siÄ przekonanie, Åe ludzie, ktÃrzy w niedzielÄ nie bÄdÄ siÄ wÅÃczyli po supermarkecie, chÄtniej stawiÄ
siÄ w parafialnym koÅciele. Msza Åw. trwa mniej wiÄcej godzinÄ i jak ktoÅ chce, to moÅe jÄ odbyÄ przed albo po zakupach.
SÅabo brzmiÄ argumenty obroÅcÃw niedzielnego handlu, ktÃrzy mÃwiÄ przewaÅnie o wzroÅcie bezrobocia, spadku konsumpcji, a wiÄc i koniunktury, oraz o zasadzie wolnoÅci gospodarczej. JeÅeli zakaz bÄdzie dotyczyÅ tylko duÅych
sklepÃw, to zatrudnienie raczej wzroÅnie, niÅ zmaleje, bo ludzie pewnie trochÄ wiÄcej kupiÄ w lokalnych sklepikach, gdzie wydajnoÅÄ pracy jest znaczÄco niÅsza, wiÄc do uzyskania podobnego utargu potrzeba wiÄcej pracownikÃw. ByÄ
moÅe niektÃre supermarkety rzeczywiÅcie zwolniÄ jakÄÅ czÄÅÄ personelu. Jest jednak bardziej prawdopodobne, Åe personel niepotrzebny w niedzielÄ bÄdzie konieczny w soboty i piÄtkowe wieczory, kiedy ruch zapewne radykalnie siÄ
zwiÄkszy.
ByÄ moÅe â choÄ i to nie jest pewne â w pierwszym okresie obroty czÄÅci supermarketÃw rzeczywiÅcie spadnÄ, jeÅli menedÅerowie nie poradzÄ sobie z sobotnimi kolejkami przy kasach. Ale to nie
znaczy, Åe ludzie, ktÃrzy nie zrobiÄ zakupÃw w niedzielÄ, nie zrobiÄ ich wcale i tym sposobem zniszczÄ koniunkturÄ. Z powodu zamkniÄcia sklepÃw raczej nie bÄdziemy mniej jedli ani pili. Podobno
moÅemy kupiÄ trochÄ mniej niepotrzebnej ÅywnoÅci. To by chyba nie byÅo najgorsze, bo zwolniona siÅa nabywcza gdzieÅ przecieÅ wypÅynie.
W ostatecznym rachunku ludzie jednak wydadzÄ swoje pieniÄdze i moÅe wydadzÄ je trochÄ sensowniej. ByÄ moÅe nawet stworzÄ nowÄ koniunkturÄ w przygasÅych, bardziej wyrafinowanych
branÅach. A jeÅli nawet nowy popyt jednak nie powstanie, to dziÄki zaoszczÄdzonym pieniÄdzom wzrosnÄ oszczÄdnoÅci, co zwiÄkszy potencjaÅ kredytowy bankÃw i przyczyni siÄ do wzrostu
inwestycji. Co wiÄcej, moÅe siÄ okazaÄ, Åe ograniczenie niedzielnego handlu otworzy pole dla nowych inwestycji w handlu, bo przecieÅ czasu na handlowanie bÄdzie jednak mniej, a liczba konsumentÃw i
towarÃw przez nich kupowanych nie ulegnie zasadniczej zmianie.
Wreszcie â jeÅeli chodzi o wolnoÅÄ gospodarczÄ â jako dobro publiczne to po pierwsze istnieje ona realnie tylko wÃwczas, gdy utrzymuje siÄ rÃwnowaga miedzy wielkimi i maÅymi aktorami rynku, a â sÄdzÄc z obaw i sprzeciwÃw najwiÄkszych firm
handlowych â ograniczenia mogÄ siÄ przyczyniÄ do umocnienia tracÄcych pozycjÄ maÅych przedsiÄbiorcÃw. Po drugie zaÅ wÅaÅnie po to jest paÅstwo, by wolnoÅÄ (takÅe gospodarczÄ) ograniczaÄ, tam gdzie jest ona sprzeczna z interesem
ogÃÅu. Nie istnieje i nigdy nie istniaÅo Åadne spoÅeczeÅstwo, ktÃre by takich ograniczeÅ sobie nie narzucaÅo. WiÄc jaki jest ten âinteres ogÃÅuâ?
Z przeglÄdu argumentÃw dosyÄ dobrze widaÄ, Åe w istocie rzeczy w caÅej tej awanturze Åadnej stronie nie chodzi â niestety â o Åaden publiczny interes, Åe mamy tu proste zderzenie dwÃch ideologii i dwÃch grup interesÃw. Z jednej strony kupcy, ktÃrzy kierujÄ siÄ niepewnÄ rachubÄ, Åe coÅ na
tym zyskajÄ, i fundamentaliÅci katoliccy kierujÄcy siÄ wiarÄ, Åe niedziela â âjak dawniejâ â zawsze powinna byÄ ÅwiÄta dla kaÅdego. Z drugiej â korporacje handlowe kierujÄce siÄ niepewnÄ rachubÄ, Åe stracÄ czÄÅÄ obrotÃw, i fundamentaliÅci rynkowi kierowani
wiarÄ, Åe na rynku kaÅdy przedsiÄbiorca powinien mÃc robiÄ, co mu siÄ podoba, a suma egoizmÃw jakimÅ cudownym sposobem zbuduje ogÃlnÄ szczÄÅliwoÅÄ.
Gdzie w sporze o niedzielÄ jesteÅmy my, czyli ogÃÅ? Wbrew pozorom sprawa jest powaÅna i warto chwilÄ siÄ nad niÄ
zastanowiÄ. Bo rezygnacja z niedzielnego handlu moÅe nas zmieniÄ bardziej niÅ to siÄ na pierwszy rzut oka wydaje. SÄk w tym, Åe nie
jest pewne, w jakim kierunku ta zmiana pobiegnie. Zatem: co naprawdÄ mamy do stracenia, a co do zyskania?
MoÅemy straciÄ prawo robienia wiÄkszych zakupÃw w niedzielÄ. To znaczy, Åe bÄdziemy je robili w sobotÄ albo w tygodniu po pracy. Czy to jest duÅa strata? Na poczÄtku to pewnie bÄdzie pewien problem, bo w sklepach zrobi siÄ gÄÅciej. Ale â jeÅli tak bÄdzie â to szybko powstanÄ nowe. A to znaczy, Åe zwiÄkszy siÄ konkurencja z wszystkimi tego skutkami. Od czasu do czasu byÄ moÅe nie bÄdziemy teÅ mogli wziÄÄ jakichÅ nadgodzin albo po prostu zostaÄ dÅuÅej w biurze, bo coÅ trzeba bÄdzie bardzo pilnie kupiÄ, a sobotÄ bÄdziemy juÅ mieli zajÄtÄ. Na poczÄtku to oczywiÅcie bÄdzie wywoÅywaÅo napiÄcia, ale z czasem i my, i nasi szefowie zaczniemy siÄ uczyÄ, Åe wydÅuÅanie czasu pracy musi mieÄ swoje granice, bo kiedyÅ trzeba przecieÅ zrobiÄ zakupy. To by nie byÅo najgorsze, bo w Polsce ogÃlnie pracuje siÄ zbyt dÅugo i za maÅo wydajnie, a skÄdinÄd wiadomo, Åe skracanie czasu pracy jest ÅrÃdÅem wzrostu wydajnoÅci. MoÅemy