On 27 Apr 99 at 12:13, Katarzyna Zajac wrote:
> Sa lepsze sposoby spedzania wolnego czasu.
>
> Pan Linda nie jest (stanowczo) w moim typie.;-) To ulubieniec Andrzeja
> Szszsz. Szczytem jego artyzmu jest na przyklad taki dialog:
>
> - Obejmij mnie... Obejmij...
> - ......
> - ... Nie rekaaaami ...
Tak? No to dobra. To zobaczymy, co kto lubi. Akurat "Polityka"
urzadza kolejny plebiscyt, tym razem na film XX wieku, w kategorii
polskiej i zagranicznej. Myslalem ostatnio nad swoja polska
"dycha".
To bardzo trudny wybor. Trzeba wylonic 10 tytulow sposrod
wielu. Czyli przyporzadkowac im "1", podczas gdy reszcie "0",
do tego to sie sprowadza, nie ma kompromisu.
Postanowilem starac sie nie byc snobem i potraktowac rzecz
osobiscie, ale tez troszke reprezentatywnym byc- cos trzeba
wszak dac z Wajdy, cos Kieslowskiego...Aha- i nie silic sie
na cos, czego nie ogladalem, lub nie w calosci (to juz odpada "Ziemia
obiecana", "Faraon", "Potop"...)
Z okresu przedwojennego nic nie daje, bo bez przesady, szkoda
dziesiatki ;) Potem mamy tzw. szkole polska. "Popiol i diament"
prawde mowiac troche po mnie splynal, zreszta "ksiazka byla
lepsza" (tak powiedziala krowa zujac tasme filmowa ;) i z tego
okresu wybieram "Zezowate szczescie" Munka.
Wajde spostponowalem? Alez nie, to wielki rezyser i nie potrafi
wlasciwie robic zlych filmow. Dwa jego dziela wprowadzam:
"Czlowieka z marmuru", za oryginalny pomysl, to sie znakomicie
wpisuje w styl i blichtr lat 70-tych, a jest przeciez tak
dokladnie pod prad...Oraz "Korczaka", bo to bardzo piekny,
bardzo wzruszajacy obraz, przed ktorym dlugo sie bronilem,
ale w koncu skapitulowalem.
Rowniez dlugo bronilem sie przed filmami Kieslowskiego.
Wlasciwie dopiero jak Go zabraklo...Dajemy "Przypadek",
to i Linda od razu z glowy ;) Mamy zatem 4.
Jaka jest definicja filmu kultowego? Najprosciej: film
kultowy to taki, z ktorego cytaty nadaja sie do sypania
nimi w roznych sytuacjach. Za kultowy nr 1 uchodzi
w Polsce rzecz jasna "Rejs" Piwowskiego, ale ja wybieram
cos, z czym zaprzyjaznilem sie znacznie blizej: "Misia"
Stanislawa Barei. Inna definicja: film kultowy to taki,
w ktorym gra Stanislaw Tym ;) Uff, polowa.
Co jeszcze musi byc? Ano bezwzglednie "Nadzor" Wieslawa
Saniewskiego, bardzo wazny dla mnie film w latach 80-tych,
widzialem go z 5 razy, takze bardzo to osobisty wybor.
Ewa Blaszczyk gra wiezniarke osadzona w wiezieniu dla kobiet.
Rzecz jak tak dzisiaj sobie pomysle o konfrontacji
beznadziei i nadziei.
Rownie osobista historia z "Ostatnim dzwonkiem" Magdaleny
Lazarkiewicz...a wiec mamy i reprezentantke plci pieknej.
Ten film za piosenki, za Jacka Wojcickiego i taki
nierzeczywisty moze troche, ale przyjemny obraz mlodziezy
konca lat 80-tych. Wtedy sam sie jeszcze zaliczalem.
Coraz trudniej na cos sie zdecydowac, a wszystko inne
odrzucic. Niech bedzie zatem "Zazdrosc i medycyna",
na podstawie powiesci Michala Choromanskiego, w rezyserii
Janusza Majewskiego. Film o- patrz tytul. Lapicki, Dmochowski,
Krzyzewska, ale dla mnie przede wszystkim Wlodzimierz Borunski,
kuzyn Tuwima zreszta, jako zydowski krawiec. Genialna rola.
I co? No dobra, pojde na latwizne: bardzo dobra robota cechuje
filmy Juliusza Machulskiego, sa to swietne komedie, a wiec
wybieram "Kilera", bo chyba bardziej sie smialem niz na "Seksmisji".
No i w obu jest Stuhr, ale tylko tu Pazura.
Last but not least: no dobra. "Ogniem i mieczem" Hoffmana.
> Ja juz wole Marka Kondrata, ale w rolach teatralnych (w tv), w "Zakletych
> rewirach", "Pulkowniku Kwiatkowskim", a nade wszystko w "CK Dezerterach".
> Bo Czarek Pazura tez taki jakis nowoczesnie klykciowaty ;-)
A ja dalem cos z Kondratem? No pewnie. Zagral w dwoch ostatnich
wymienionych przeze mnie filmach, role epizodyczne, ale zawsze.
> Ot chaltura.
To podaj cos lepszego ;)
>
> Katarzyna
Andrzej