Magdo,
Pozwolilas sobie zacytowac JWG jako motto swojego postingu:
At 12:51 AM 4/28/99 , you wrote:
>"Mielibysmy doskonale wychowane dzieci, gdyby ich rodzice byli
>dobrze wychowani."
> - Johann Wolfgang Goethe
>
>[...]
Ja natomiast pozwole sobie napisac taka rzecz; wszystko to prawda, ale czy
mozna by dodac po drugiej czesci powiedzenia "...., gdyby i ich rodzice
byli dobrze wychowani". Mozna prawda. W takim razie obawiam sie, ze mozna
by bylo ciagnac az do czasow jaskiniowcow, jezeli nie dluzej.
Innymi slowy maslo maslane-:))).
Ale gdzies musi byc poczatek konca i niestety, chocby z wlasnego
doswiadczenia chcialbym wskazac palcem lata szescdziesiate, ktore oprocz
dzieci kwiatow, Woodstocku, Wietnamu, czy piesni protestow, stworzyly takze
jakby nowa generacje rodzicow, podchodzacych jakby z lekka reka do spraw w
sumie powaznych, czyli wydania na swiat zupelnie nowej generacji- vide
dzisiejsze mutanty(nie wszystkie oczywiscie). Skutki tego ogladamy bez
wzgledu na kontynenty i kraje.
I nie chodzi tu o takie czy inne postepowania nauczycieli, szkol, czy
innych strozow PC, nie chodzi takze o stosunki wewnatrz rodzinne, choc sa
one nie bagatelne. Chodzi o totalny marazm, brak jakiejkolwiek
odpowiedzialnosci, brak wszelkiej moralnosci, szacunku czy prawdziwej
tolerancji, jaki ogarnal prawie wszystkie spoleczenstwa, a czego naprawic
tak szybko sie nie da.
Nie pomoga ani lamenty Clintona, ani wolania o przywrocenie godnosci
statusu rodzinnego. Chodzi o pobudzenie w takim stopniu spoleczenstwa, aby
wlasnie ono powiedzialo glosne NIE przeciwko influencji wszelkich
administracji wobec religii, rodziny i poszanowania prawa.
Krocej; jest potrzebna rewolucja spoleczenstw, indywidualnie, kazde we
wlasnym kraju, bez udzialu roznych guru, leaderow, wodzow, czy innych
nawiedzonych. Nie wierze- a mam na to pewne dowody, aby wszyscy obecni tak
mlodzi jak i starzy byli kompletnie wyzuci ze "staroswiecko- bigockich
nawykow", jak to sie ostatnio wyrazila kolejna zwolenniczka "nowego
porzadku swiatowego", czyli Liza Minelli, bedac na przepustce z Betty Ford
Clinic.
Serdecznie,
Wilhelm Glowacki
>
> Wplywu rodziny na dziecko nie da sie zanegowac i powaznym
>bledem jest jego bagatelizowanie. Wydaje mi sie, ze mamy tu do
>czynienia z jeszcze jedna, kolejna cuchnaca spuscizna komuny,
>komuny krzyczacej haslami: rodzice do fabryk, a dzieci pod
>opieke "spoleczenstwa". Troche tak bylo to pomyslane.
>
[...]
>
>Magdalena Nawrocka
>