> Panie Adamie, oczywiscie ze przyklad Solidarnosci i wchodzenie jej w spor
> zbiorowy z rzadem stanowi swgo rodzaju paradoks, ale trzeba pamietac o
> jednym, ze decyzje o wejsciu w spor zbiorowy z rzadem zapadaja we wladzach
> centralnych ZZ, ktore majac powod takiego wejscia w spor dzialaja wedle
> ustawy o rozwiazywaniu sporow zbiorowych i w takim momencie obydwie strony
> sporu musza dzialac zgodnie z prawem. Jezeli nawet koledzy z rzadu nie
> dzialaja zgodnie z prawem, jest to wystarczajacy powod by zwiazek po
> pierwsze skierowal sprawe do sadu, a po drugie jest to powodem do
> radykalizacji dzialan, w tym do strajku wlacznie. Tak wiec niewazne czy po
> stronie rzadowej zasiadaja koledzy byli zwiazkowcy czy nie pewne procedury
> obowiazuja. Czy to Solidarnosc czy inny zwiazek zawodowy bedzie postepowal
> tak samo. A byli zwiazkowcy na stolkach ministerialnych juz nie sa
> zwiazkowcami i nimi raczej nie beda, tak wiec koledzy kolegami a konkretne
> sprawy do zalatwienia ida wlasnym torem.
>
panie Stanis3awie:
w tej sytuacji dla mnie byloby tylko jedno wyjscie- najpierw odejsc z rzadu
a dopiero potem spor zbiorowy - daloby to przecietnym ludziom do myslenia ze
osoby w danym zwiazku naprawde szanuja ich a nie licza tylko na stolki
pozdrawiam i milego dnia
Adam