Panu Blaszczakowi i jego kompanom, ktorzy go pod wlos laduja, a on to
wzial za dobra monete.
Slonia oblazly mrowki, wiec wytarzal sie, powycieral traba i po dlugim
wysilku pozbyl sie wszystkich z wyjatkiem jednej
siedzacej mu na czole, do ktorej nie mogl dosiegnac (ten mrowek to byl
Pan Blaszczak :).
Pozostale niedobitki mrowek (Ochudzki, Brodacz oraz Sendek) zebraly sie
przed sloniem i podnoszac glowy zaczely do niego krzyczec: "Janusz,
Janusz, zadus tego skurwysyna!!!".
Czy cos z tego Pan Blaszczak zrozumial?
Janusz J.