Witam Podsylam Ciekaw jestem Panstwa recepty na poprawe. Sedecznie pozdrawiam Jerzy Korupcja, łapówka, przekupstwo Z roku na rok Polska uznawana jest za coraz bardziej skorumpowany kraj Smarowana gospodarka Komentarz: Okazja czyni złodzieja Milion dolarów na koncie w Szwajcarii oferował inwestor dyrektorowi prywatyzowanego przedsiębiorstwa za pomoc w tej transakcji. Urzędnicy państwowi biorą od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy dolarów za załatwienie kontraktu czy koncesji. Według Banku Światowego, polskie firmy przeznaczają na łapówki do 2,5 proc. rocznych przychodów - do tylu się przyznają. Wysoko postawiony, były urzędnik resortu obrony odpowie przed sądem na zarzut przyjęcia 45 tys. zł łapówki przy zawieraniu kontraktu na dostawę kilkunastu armat przeciwlotniczych wyprodukowanych w Zakładach Mechanicznych w Tarnowie. Łapówkę wręczono w imieniu pewnej firmy zarejestrowanej na Karaibach, która pośredniczyła w finansowaniu transakcji. Niedawno zielonogórska prokuratura wysłała do sądu akt oskarżenia przeciwko poznańskiej adwokat, która usiłowała przekupić sędziego. Proponowała mu "wszystkie pieniądze świata" za korzystny wyrok w sprawie 13 osób z kierownictwa Elektromisu oskarżonych o liczne przestępstwa gospodarcze. Dyrektor Zarządu Inwestycji Szkół Wyższych w Lublinie przebywa od października 2000 r. w więzieniu. Prokuratura zarzuca mu, że w zamian za wybór firmy rozbudowującej jedną ze szkół przyjął łapówkę w postaci luksusowego mercedesa za 52 tys. marek. Ci, co biorą i co dają W raportach Transparency International, pozarządowej organizacji walczącej z korupcją, za najmniej skorumpowane uznaje się najbardziej rozwinięte państwa Europy i Ameryki Północnej. Jednak Peter Eigen, założyciel i przewodniczący TI zwraca uwagę na masową skalę przekupstwa jaką międzynarodowe korporacje z tych państw stosują w krajach rozwijających się. Wprawdzie obecnie, gdy 34 państwa OECD przyjęły antykorupcyjną konwencję uznającą przekupstwo zagranicznego urzędnika za przestępstw kryminalne (nie wszystkie ją ratyfikowały) nie umieszcza się już oficjalnie kosztu łapówek wręczanych za granicą w sprawozdaniu finansowym firmy, ale nadal przecież istnieją różnego rodzaju budżety promocyjne. Prezesi firm i szefowie działów odpowiedzialnych za wyniki przetargów jeżdżą na organizowane przez uczestników przetargów konferencje i pokazy, zwykle w atrakcyjnych miejscach, wygrywają cenne nagrody w wewnętrznych konkursach. - Na świecie tak, jak i w Polsce, występuje problem granicy wartości pewnych upominków reprezentacyjnych, jak również tzw. kosztów promocji, marketingu bezpośredniego, organizowania różnych atrakcyjnych wyjazdów nie tylko dla klientów firmy, ale też bardzo często dla dziennikarzy. Dla wielu urzędników, pracowników państwowych firm zaproszenie do ośrodka nad ładne jezioro to już jest forma łapówki, choć dla kontrahenta to może być zwyczajna sprawa - stwierdza mec. Jan Stefanowicz, ekspert Transparency International i niedawno założonej Polskiej organizacji antykorupcyjnej Manus Puris. Zdaniem mec. Stefanowicza, międzynarodowe korporacje wykorzystują niską pozycję urzędników czy menedżerów publicznych podmiotów z krajów trzeciego świata czy z Europy Środkowej i Wschodniej, którzy przy małych zarobkach decydują o sprawach wartych dziesiątki czy setki milionów dolarów. - Na zachodzie też jest oczywiście korupcja, ale dzięki większej przejrzystości na styku gospodarki prywatnej i publicznej przypadków takich jest mniej. Jeśli coś się zdarza, to wielkie afery. U nas na porządku dziennym jest drobna masówka - uważa Stefanowicz. Julia Pitera, znana z tropienia korupcji radna Rady Warszawy, która w tym tygodniu została prezesem Transparency International Polska, podkreśla, że właśnie taka masowa drobna korupcja jest najbardziej uciążliwa dla większości obywateli i firmom utrudnia działalność gospodarczą. Według niej najbardziej korupcjogenne obszary to wydawanie wszelkiego rodzaju zezwoleń, decyzji administracyjnych, np. tych związanych z koncesjami na sprzedaż alkoholu czy z budownictwem. - Na niektóre decyzje czeka się rok, półtora; inwestor ma kredyt w banku, umówionych wykonawców, ale wciąż nie ma pozwolenia na budowę. Zdesperowany gotów jest zrobić bardzo wiele, aby takie pozwolenie uzyskać - wyjaśnia Julia Pitera. Według niej, protesty okolicznych mieszkańców, które wstrzymują uzyskanie zezwoleń na budowę, często są "zagrywką" urzędników oczekujących na odpowiednią propozycję od inwestora. Deklaracje na pokaz - Korupcja to nie jest jakiś nalot na całości systemu polityczno-gospodarczego, ale jego integralna część - podkreśla Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha i członek zarządu TI Polska. Według niego, strukturalnej korupcji sprzyja np. silne zmonopolizowanie gospodarki (np. monopol telekomunikacyjny) i utrzymywanie enklaw, które rządzą się swoimi prawami. Sprzyjają jej też procedury, które uniemożliwiają skuteczną kontrolę nad wybranym przedstawicielem (radnym czy posłem). Według Transparentcy International, jedną z najbardziej narażonych na korupcję grup zawodowych są urzędnicy państwowi. Za resorty najbardziej narażone na korupcję uważa się Ministerstwo Skarbu Państwa (proces prywatyzacji) oraz Ministerstwo Gospodarki (koncesje i pozwolenia). Dlatego ich pracownicy obowiązkowo składają co roku oświadczenia majątkowe - podobnie zresztą jak parlamentarzyści i radni. Według Lucyny Świerkowskiej, wicedyrektora Departamentu Kadr i Szkoleń w Ministerstwie Skarbu Państwa, zgodnie z ustawą antykorupcyjną, resort co roku sprawdza ponad tysiąc oświadczeń majątkowych swoich pracowników i prezesów spółek, w których skarb ma ponad 50 proc. udziałów. Według niej, w ciągu ostatnich kilku lat nie było, ani jednego przypadku skazania jakiegoś pracownika resortu za korupcję. Przyznaje jednak, że w resorcie co jakiś czas "kręcą" się prokuratorzy. Korupcji w swoim resorcie nie wykryło też Ministerstwo Gospodarki. Departament Administracji Obrotem Towarami i Usługami wprowadził jednak zakaz kontaktowania się interesantów z pracownikami merytorycznymi. - Oświadczenia majątkowe to bardziej demonstracja, że walczymy z korupcją, niż skuteczne przeciwdziałanie temu zjawisku - uważa Tomasz Staniszewski, dyrektor Departamentu Prawnego w Najwyższej Izbie Kontroli (NIK), który nie nie wierzy zbytnio w badanie wiarygodności oświadczeń. - Nikt nie pyta o deklaracje majątkowe urzędników czy radnych, nikt tego nie sprawdza - uważa Julia Pitera. Zdaniem dyr. Staniszewskiego, przydałaby się nie tylko skuteczna kontrola oświadczeń majątkowych, ale też zaostrzone sankcje w razie ich niezłożenia albo zatajenia istotnych informacji. Trzeba byłoby też wprowadzić dodatkowe uprawnienia, np. dla Urzędu Kontroli Skarbowej, co pomogłoby wykryć niedeklarowane "nagłe skoki" majątkowe. Trudno o wyroki Niedawno NIK opublikował obszerny raport dotyczący zagrożenia korupcją. Tomasz Staniszewski podkreśla, że ok. 45 proc. doniesień NIK kończyło się aktami oskarżenia w prokuraturze. Jednak jeśli nawet po zakończonej kontroli izba kieruje wniosek do prokuratury w sprawach, gdzie może zachodzić podejrzenie korupcji, to zazwyczaj kończy się to zawieszeniem, umorzeniem lub odmową wszczęcia postępowania. Jak przyznaje dyr. Staniszewski, izba ma niewielkie możliwości wykrycia konkretnych przypadków korupcji. Wiadomo, że odbywa się to w kameralnych warunkach i bez żadnych dokumentów. - Wiadomo natomiast, gdzie są sfery największego zagrożenia korupcją na styku interesów rządowych czy samorządowych z prywatnymi, gdy urzędnik mówi do interesanta: nie przekonał mnie pan, niech pan mnie przekonuje - dodaje Tomasz Staniszewski. Część spraw trafia jednak do sądu. Podczas kontroli prywatyzacji TP SA, NIK ustaliła, że komisja przetargowa naruszyła ustawę o zamówieniach publicznych - w rezultacie koszty doradztwa zostały zawyżone o ponad 27 mln zł. Zdaniem izby, podczas prywatyzacji majątku gmin często zdarza się, iż np. po unieważnieniu bez podania przyczyn przetargu prywatyzacyjnego spółki sprzedawane są preferowanym nabywcom po cenie niższej niż wcześniej wynegocjowana. W przypadku Poczty Polskiej NIK wykazał zaś, że dyrektorzy zawierali ewidentnie niekorzystne dla firmy umowy. Leasingowano niepotrzebne urządzenia, których często nawet nigdy nie rozpakowywano. W PKP doszło np. do poręczania przez prezesa spółki weksli spółek córek, wbrew dyspozycjom rady PKP. Spółki te wchodziły potem w różne powiązania gospodarcze i personalne z firmami prywatnymi. We wszystkich tych przypadkach, według NIK, działania osób podejmujących decyzje mogły mieć lub miały charakter korupcjogenny. Walką z korupcją zajmuje się też w Polsce Bank Światowy. Niedawno działająca przy jego wsparciu - na prośbę polskiego rządu - Antykorupcyjna Grupa Robocza opracowała "Założenia strategii przeciwdziałania korupcji w Polsce". Wstyd i pieniądze Tylko w nielicznych i bardzo ewidentnych przypadkach skorumpowani urzędnicy trafiają za kratki. Jeszcze rzadziej tracą majątki zdobyte dzięki łapówkom. Małgorzata Dukiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, nie przypomina sobie, aby w ostatnim czasie stosowano w sprawach związanych z korupcją jakieś środki zabezpieczenia majątkowego (np. przymusową hipotekę na willi urzędnika). Jeśli nawet jakiś urzędnik albo prezes państwowej firmy nie dopełnia swych obowiązków, doprowadzając do dużych strat, to pokrywają je podatnicy. Jan Stefanowicz zwraca uwagę na ograniczoną odpowiedzialność skarbu państwa, a co za tym idzie, jego funkcjonariuszy za skutki złych decyzji. W Polsce tylko właściwy minister może pozwać funkcjonariusza swojego urzędu, np. dyrektora departamentu, którego sam akceptował i który jest np. jego kolegą partyjnym. Przed wojną spełniała tę rolę Prokuratoria Generalna, która dochodziła odszkodowań od urzędników skarbu państwa za szkody i straty spowodowane niedopełnieniem obowiązków. W ciągu ostatnich kilku lat nie dochodzono żadnego odszkodowania dla skarbu państwa. Czy to znaczy że urzędnicy nie wydali żadnych błędnych decyzji, nie spowodowali szkód majątkowych w sposób zawiniony? Anita Błaszczak, Artur Morka Komentarz Okazja czyni złodzieja Gdy półtora roku temu w raporcie Banku Światowego pojawiła się informacja o tym, ile kosztowało "przepchnięcie" przez Sejm jakiejś ważnej dla czyichś interesów ustawy, posłowie poczuli się głęboko urażeni. Domagano się śledztwa i ujawnienia szczegółów. Sprawa walki z korupcją szybko awansowała do deklaracji partyjnych i haseł przedwyborczych. Co z tego w praktyce wynika? Niestety niewiele. Dawanie i przyjmowanie łapówek, szczególnie w gospodarce - alarmują przedstawiciele międzynarodowych organizacji zajmujących się śledzeniem korupcji w świecie - to już standard zawierania większych transakcji w Polsce. Z ich ocen wynika, że korupcja staje się dniem powszednim pracy administracji i funkcjonowania naszej gospodarki. Brak skuteczności w walce z korupcją wynika stąd, że częściej mówi się o jej skutkach niż o przyczynach. Rozwiązania widzi się m.in. w składaniu deklaracji majątkowych i w surowym karaniu osób, które wzbogaciły się dzięki łapówkom. To wszystko prawda, ale walka z korupcją wymaga sięgnięcia głębiej, do jej korzeni. Nie bez powodu mówi się przecież, że okazja czyni złodzieja. Okazją tą jest coraz bardziej skomplikowane i nieprzejrzyste prawo regulujące wtrącanie się administracji w procesy gospodarcze. Im więcej tych ingerencji, tym więcej okazji do korupcji. Są one tym łatwiejsze, że administracja często sama tworzy prawo. O tym, ile ma w tym swobody, decydują ci, którzy tworzą ustawy - posłowie i senatorowie. Pamiętajmy o tym, wrzucając kartkę do urny wyborczej. Krzysztof Bień
