Witam A co myslicie o..... Jerzy =============================================== Adam Krzemiński Polska schizofrenia ...ciąg dalszy Cztery debaty Interesującą ilustracją tego spóźniania się „nadbudowy” wobec uciekającej „bazy” jest zredagowana przez Pawła Śpiewaka i wydana przez PWN antologia polskich debat z lat dziewięćdziesiątych – Spór o Polskę. Już sam ich dobór jest znamienny. To dość reprezentatywny wybór czterech segmentów naszych publicznych debat ostatniej dekady. Pamięć i rozliczenie z komunizmem, kształt polskiego katolicyzmu, polski nacjonalizm ze szczególnym zwróceniem uwagi na antysemityzm oraz – dość niestety wąsko pojęte – problemy przemian społecznych i ewolucji polskiej tożsamości pod wpływem powrotu kapitalizmu. Autor antologii stwierdza, że „musiał zrezygnować z wielu ważnych tematów”. Tak się niestety stało, że akurat z „debat modernizacyjnych”, ustrojowych (na temat konstytucji), wielkich rewizji historycznych dowodzących uwalniania się polskiego społeczeństwa od mitologicznych bajek „ku pokrzepieniu serc” i uczenia się realnej historii, zwłaszcza w wymiernych i konkretnych stosunkach dwustronnych polsko-ukraińskich czy polsko-niemieckich. Zwłaszcza pominięcie tych ostatnich jest „czarną dziurą” tej dokumentacji, ponieważ sprawy niemieckie były w tym dziesięcioleciu kluczowe. Piszę to nie dlatego, że sam jestem w nie zaangażowany, ale dlatego, że są one alfą i omegą naszego wchodzenia do UE, a także właściwym probierzem naszej modernizacji. Nie nasz stosunek do PRL i dekomunizacji, nie nasz stosunek do Kościoła i nawet nie nasz stosunek do Żydów – to są niezmiernie ważne i konieczne, ale rozrachunki z przeszłością. Natomiast sprawy polsko-niemieckie są rozrachunkiem z dniem wczorajszym, dzisiejszym i jutrzejszym. Rzecz polega na tym, że przesunięcie Polski na Zachód i zbliżenie jej na kilkadziesiąt kilometrów do Berlina diametralnie zmieniło cały układ współrzędnych polskiej tożsamości. Polska w jednej trzeciej znajduje się na byłych terenach niemieckich, gdzie wytwarzająca się dziś tożsamość regionalna wciąż potyka się o niemieckie dziedzictwo, od pozostałości materialnych, po stosunek do wypędzeń, a także – co najmniej wirtualnego – powrotu Niemców do świadomości Polaków mieszkających na tych terenach. W Warszawie, Krakowie, Lublinie można pisać sążniste eseje o moralności ultymatywnej, porównywać PZPR z NSDAP i głosić „zasadę tabu”. W Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu trzeba na co dzień sobie odpowiedzieć, czy boję się Niemców, czy odwrotnie, nie tylko się nie boję, ale – jak mówił Jan Józef Lipski – jestem depozytariuszem niemieckiego dziedzictwa kulturalnego i odkrywam dla siebie realia tej „polsko-niemieckiej wspólnoty interesów”, o której w roku 1989 mówili ministrowie Krzysztof Skubiszewski i Hans-Dietrich Gernscher. Ponieważ tego segmentu w antologii nie ma, więc nie ma również istoty polskiej zmiany paradygmatu w polityce zagranicznej. Nie ma gwałtownego sporu o „plan Stolpego”, o polsko-niemiecką strefę przygraniczną, nie ma polsko-niemieckiej „wojny papierowej” z 1998 roku, nie ma polskiego kultu Kohla i nie ma konstytutywnego dla polskiej prawicy antyniemieckiego wektora polskiej samowiedzy. To nie są tylko polityczne szczególiki. To głaz, o który wciąż rozbija się polskie widzenie Europy i który w latach dziewięćdziesiątych kruszyli właśnie zwolennicy modernizacji kraju, podważając wiele z fundamentalnych wyobrażeń o filozofii polskich dziejów przy ogromnym oporze katolickiej prawicy. czerwiec 2001 r.
