Burza w sprawie stóp procentowych i kursów walutowych oraz gwałt na Prawie Parytetu
Bezkarność spekulantów
Od czasu kiedy rząd Leszka Millera rozpoczął krytykę polityki Rady Polityki Pieniężnej 
w oficjalnym publicznym dyskursie, w najróżniejszych artykułach publicystycznych oraz 
w wystąpieniach telewizyjnych i radiowych pojawiły się dwa tematy, które - jak dotąd - 
rzadko były przedmiotem ożywionych publicznych debat: temat wysokości stóp 
procentowych i temat kursów walutowych.
W debacie biorą udział nie tylko dziennikarze i publicyści, ale przede wszystkim 
politycy wszystkich opcji politycznych, uczeni eksperci i profesorowie. Z natłoku 
wzajemnie sprzecznych argumentów trudno się zorientować, kto w tym sporze ma rację i 
komu o co chodzi, ale uważny obserwator jakieś wnioski, mimo wszystko, wyciągnąć może. 
Na przykład szeroka opinia publiczna mogła się w końcu dowiedzieć, że wbrew temu, co 
wszystkim Polakom podawano do wierzenia, przez co najmniej ostatnie 10 lat, kurs 
wymiany złotówek na dolary nie kształtuje jakaś niewidzialna i tajemnicza ręka wolnego 
rynku, jakieś żywiołowe i niekontrolowane fluktuacje na rynkach walutowych, ale że 
stosunek złotego do walut zachodnich ustala jak najbardziej Prezes Narodowego Banku 
Polskiego. Według ostatnich enuncjacji Premiera i jego Ministra Finansów, kurs ten 
jest zawyżony, co utrudnia, lub wręcz uniemożliwia eksport polskich towarów. Według 
tych samych autorytetów publicznych, wysokie stopy procentowe zabijają inwestycje, a 
co za tym idzie, uniemożliwiają aktywną walkę z bezrobociem i tworzenie nowych miejsc 
pracy.
Oczywiście, Leszek Balcerowicz i jego eksperci twierdzą, że wręcz przeciwnie: stabilny 
kurs polskiego pieniądza przyciąga zagranicznych inwestorów, a wysokie stopy 
procentowe zachęcają do lokowania pieniędzy w polskich bankach, a zatem wszystko 
byłoby świetnie, gdyby tylko rząd był bardziej udolny i prowadził właściwą politykę.
Stopy procentowy i kursy walutowe są ze sobą związane
Nie wdając się w ocenę jakości wysuwanych argumentów, ani nie próbując rozstrzygać, 
kto ma w tych sporach rację, warto zwrócić uwagę, że oba te problemy - (1) wysokość 
stóp procentowych i (2) kurs wymiany walut - dyskutowane są zupełnie niezależnie od 
siebie, zupełnie tak, jakby nie było między nimi żadnego związku. Zarówno uczeni 
profesorowie i eksperci, jak zaangażowani politycy jak i czujni i błyskotliwi 
publicyści mówią i piszą o tych sprawach całkiem oddzielnie, tak jakby tymi dwoma 
podstawowymi parametrami polityki finansowej państwa można było manipulować bez 
związku jednego z drugim. Tymczasem taki związek istnieje, a nawet, co więcej, posiada 
on matematycznie ścisłą postać i w świecie finansów jest znany pod angielską nazwą 
Interest Rate Parity Relationship (IRP), co na język polski pozwolę sobie 
przetłumaczyć jako
Prawo Parytetu Stóp Procentowych
Nie uciekając się do wzorów matematycznych, prawo to sformułować możemy tak:
Jeżeli w dwóch krajach, np. w Polsce i USA, przez jakiś czas obowiązuje różnica stóp 
procentowych, to kurs wzajemnej wymiany walut tych krajów nie może być stały, lecz 
musi się zmieniać w odpowiedniej relacji do tej różnicy. Jeśli przy różnicy stóp 
procentowych kurs wymiany pozostaje stały, to otwiera to drogę do tzw. arbitrażu, 
czyli do pozbawionego ryzyka bogacenia się na czystej spekulacji finansowej. [zob. 
lektury (1) i (2)]
Pod rządami Balcerowicza
W Polsce od czasów “Pierwszego Balcerowicza”, a więc od 1989 roku prawo 
parytetu stóp procentowych jest ciągle i systematycznie gwałcone, w wyniku czego 
jedyne prawdziwe “interesy” jakie się w Polsce i na Polsce robi, są to 
interesy spekulacyjne. To właśnie złamanie tego prawa stanowi podstawę prawie 
wszystkich głównych, a do dzisiaj niewyjaśnionych, afer gospodarczych takich przede 
wszystkim jak afera FOZZ, Art-B i wiele 
innych. Skuteczność i “wydajność” tych spekulacji jest tym większa, im 
większa jest różnica stóp procentowych i im dłużej utrzymywany jest niezmieniony kurs 
wymiany.
W Polsce na początku roku 1990 Zarządzeniem Prezesa NBP [ zob. (3)] oprocentowanie 
lokat bankowych zostało wyznaczone jako 36% na miesiąc. To oprocentowanie ulegało 
potem zmianom, ale możemy przyjąć bez większej pomyłki, że średnio nie było ono 
mniejsze niż 80% w stosunku rocznym. W tym czasie stopy procentowe w bankach 
zachodnich nigdzie nie przekraczały 10%, możemy więc przyjąć, że różnica oprocentowań 
wynosiła średnio 70% w stosunku rocznym.
W tym samy czasie kurs wymiany złotego do dolara został ustalony jako 1 USD do 10.000 
złotych i taki stosunek był utrzymywany przez ponad dwa lata. W tym czasie opinię 
publiczną utrzymywano w przeświadczeniu, że był to niesłychany sukces polityki 
Balcerowicza, który w ten sposób pokonał szalejącą inflację i stworzył “twardą, 
wymienialną złotówkę”. Oczywiście, warto pamiętać, że ta złotówka nie była ani 
“twarda” ani “wymienialna”, gdyż swobodnie wymieniać można było 
złotówki na dolary jedynie w kantorach, co więcej, że rozkwit i powstanie tych 
kantorów nie był pomyślany dla ułatwienia życia obywatelom, lecz że były to swoistego 
rodzaju “transformatory pieniędzy”, odgrywające istotną rolę w spekulacjach 
finansowych.
Jak to działało (i nadal działa!)
Aby zrozumieć, co się naprawdę działo, spróbujmy prześledzić następujący przykład.
l Wyobraźmy sobie, że mamy w USA Ciocię, która gotowa byłaby pożyczyć nam na rok jeden 
milion dolarów. Ciocia w Ameryce trzyma swoje pieniądze w banku, więc żeby Ciocia nie 
poniosła straty, umawiamy się, że po roku oddamy jej te sumę z odpowiednim procentem, 
powiedzmy 10%, a więc oddamy jej 1.100.000 USD.
l Pożyczone dolary szybko wymieniamy, w kantorze oczywiście, na złotówki, i dostajemy 
za nie 10 miliardów starych polskich złotych.
l Te 10 miliardów złotych zanosimy do jednego z banków profesora Balcerowicza, który 
gwarantuje nam lokatę na 80% na rok. Po roku czasu bank nam wypłaca 10 miliardów plus 
80%, czyli 18 miliardów złotych.
l Ponieważ kurs wymiany w tym czasie się nie zmienił, więc udajemy się do kantorów, 
gdzie kupujemy 1.800.000 dolarów.
l Oddajemy Cioci 1.100.000 i w ten sposób zarobiliśmy “na czysto” 700.000 
dolarów, nie wstając z łóżka i nie kiwając palcem.
Zwróćmy uwagę, że gdyby w tym czasie było przestrzegane Prawo Parytetu Stóp 
Procentowych, to taki interes byłby w ogóle niemożliwy! Albowiem Prawo Parytetu 
wymaga, żeby przy takiej różnicy stóp procentowych, kurs wymiany dolara na złote rósł 
w ciągu roku i na koniec roku 1 USD kosztować powinien nie 10.000 złotych ale około 20 
tysięcy i to chodzenie do kantorów i banków żadnego zysku by nie przyniosło. Stało się 
jednak inaczej i zysk był gwarantowany.
Oscylator: spekulacja wyrafinowana
Ale w ten sposób opisaliśmy jedynie “zysk prosty” i “spekulację 
prostą”. Tymczasem pogwałcenie prawa parytetu otwierało drogę do zysków bardziej 
wyrafinowanych i dużo większych.
Wyobraźmy sobie bowiem, że lokując 10 miliardów złotych w NBP, udało nam się, metodą 
wręczania czekoladek lub koniaków, uzyskać “kwit gwarancyjny”, a więc 
zaświadczenie, że oto Narodowy Bank Polski wypłaci nam na koniec roku 18 miliardów 
złotych, czyli równowartość 1.800.000 dolarów USA.
Z kwitem na taką kwotę moglibyśmy pojechać np. do Luksemburga czy Wiednia i tam, w 
zaprzyjaźnionym banku, pod zastaw tego kwitu, uzyskać kredyt. 
Powiedzmy, że negocjacje przebiegły pomyślnie i jakiś bank zachodni (albo jakaś inna 
Ciocia) pożycza nam 1.800.000 USD! Jeśli to jest znowu pożyczka na 10%, to po roku 
trzeba będzie oddać 1.980.000 USD.
Teraz możemy operację powtórzyć: pojechać do Polski, wymienić szybko dolary na 
złotówki, uzyskując z wymiany 18 miliardów złotych. Lokując te 18 miliardów na 80% na 
rok, powinniśmy z banku otrzymać 18 mld plus 80% czyli 32,4 miliarda złotych.
Teraz to wszystko policzmy:

Oddać I Cioci:
1.100.000 USD
Oddać II Cioci:
1.980.000. USD
Razem do oddania:
3.080.000 USD

Wypłata I Lokaty:
18.000.000.000 zł
Wypłata II Lokaty:
32.400.000.000 zł
Razem z polskich banków:
50.400.000.000 zł


Wymieniamy to w kantorach na 5.040.000 USD. Oddając “ciociom” 3.080.000 USD 
zostaje nam na czysto: 1.960.000 USD.
Każdy może teraz sobie policzyć, jaki zysk osiągnęlibyśmy, gdybyśmy, zamiast czekać i 
kasować te pieniądze na koniec roku, poszukali Trzeciej Cioci i wzięli z Drugiej 
Lokaty kwit na równowartość trzech milionów dolarów! Itd., itd. Gdyby tak udało nam 
się “oscylować” pomiędzy kolejnymi “ciociami” i kolejnymi bankami 
- powiedzmy - raz na miesiąc, to w ciągu dwunastu miesięcy z jednego miliona dolarów 
moglibyśmy “wyciągnąć” nawet i 100 milionów dolarów! Takie oto możliwości 
stworzyło pomysłowym i sprytnym (i ustosunkowanym!) ludziom pogwałcenie Prawa Parytetu 
Stóp Procentowych przez zamrożenie kursu dolara i “utwardzenie złotówki”.
Te możliwości zostały wykorzystane, ponieważ w Polsce (i za granicą!) nie brakuje 
ludzi sprytnych i pomysłowych. Najlepiej opisane są osiągnięcia Art-B, a w książce 
“Kto się boi Art-B?” Bagsik i Gąsiorowski sami chwalą się, że ten 
“oscylator” przyniósł im, w ciągu jednego roku, zysk 18.000 procent! Swego 
wynalazku nie nazwali jednak “oscylatorem”, ta nazwa przyjęła się później, 
ale “B.G. Moneytron”, a więc, tłumacząc na polski: “Bagsika i 
Gąsiorowskiego Akcelerator Pieniędzy”.
W taki oto sposób, przez zamrożenie kursu dolara przy wysokich stopach procentowych, 
stworzona została do okazja do nieograniczonego arbitrażu, a co za tym idzie do 
nieograniczonego drenażu finansów publicznych.

Kto mógł na tym skorzystać?
Co było potrzebne, aby móc wykorzystać tę niebywała okazję? Dwa elementy:
(1) Trzeba było wiedzieć, że kurs dolara zostanie utrzymany przez dłuższy czas przy 
wysokich stopach procentowych. Innymi słowy, trzeba było mieć dostęp do sekretów 
polityki finansowej państwa.
(2) Trzeba było mieć dostęp do przyzwoitego kredytu (potrzebna była 
“ciocia”, która pożyczy pierwszy milion dolarów lub pierwszy miliard 
złotych; mniejszych sum nie bierzemy pod uwagę).
Odpowiedź na postawione wyżej pytanie brzmi: z możliwości opisanego wyżej arbitrażu 
(oscylatora, moneytronu) skorzystać mógł każdy, kto posiadał odpowiednią informację i 
miał łatwy dostęp do kredytu.
Najlepszą, najbardziej hojną i wydajną “ciocią” okazał się być FOZZ (Fundusz 
Obsługi Zadłużenia Zagranicznego). “Operatorzy” FOZZ-u (jego dyrektor 
generalny przede wszystkim) i jego partnerzy biznesowi otrzymali do dyspozycji z 
Budżetu Państwa kwotę ok. miliarda dolarów, z którą mogli robić praktycznie wszystko, 
co im przyszło do głowy. Na dodatek, przy minimalnych obowiązkach księgowych, a nawet 
wręcz bez księgowania, gdyż przykrywkę tych operacji wykonywanych szyto-kryto, 
albowiem za pretekst służyła tu sprawa wykupu polskich weksli dłużnych na tzw. wtórnym 
rynku. Ponieważ z punktu widzenia prawa międzynarodowego operacje takie były 
nielegalne, więc ta nielegalność stanowiła uzasadnienie do utajniania operacji i braku 
zapisów księgowych. Jednakże prawdziwe “interesy” operatorzy FOZZ 
przeprowadzali w sposób wyżej opisany: wykorzystując różnice stóp procentowych i stały 
kurs dolara.
Istnieją wszelkie podstawy, by sądzić, że drobiazgowe, trwające 9 lat i kosztujące 
Skarb Państwa miliony dolarów śledztwo w sprawie FOZZ poszło w niewłaściwa stronę, a 
znajdujący się w Sądzie Okręgowym w Warszawie akt oskarżenia w ogóle tym aspektem 
sprawy się nie zajmuje. Zakładając dobrą wolę prokuratorów i śledczych w tej sprawie, 
przyjąć wypada, że wynika to z braku odpowiedniego wykształcenia i nieznajomości 
przedstawionego tu prawa parytetu stóp procentowych. Prokuratorzy zajęli się 
rachunkami księgowymi i badali, czy udzielone kredyty zostały w odpowiednim czasie 
spłacone, czy pożyczane pieniądze oddane... Jak wiemy, ten trop doprowadził do 
ujawnienia, że nie rozliczone zostały jakieś kwoty (razem na około 400 milionów 
złotych, czyli niewiele ponad 100 milionów dolarów). Akurat mniej więcej tyle, ile 
Bagsik i Gąsiorowski wywieźli w czasie swojej słynnej ucieczki z Polski. Jednakże 
istota sprawy nie polegała na tym, czy “ciocia” odzyskała pożyczony milion 
dolarów w całości i w terminie: tylko głupiec próbowałby oszukiwać taką dobrą 
“ciocię”, która umożliwia robienie takich fantastycznych interesów. Drenaż 
finansów publicznych i rabunek Polski polegał na tym co działo się pomiędzy 
pożyczeniem pieniędzy i ich oddaniem?
Jak oszacować straty?
Jak oszacować straty, jakie Polska poniosła w wyniku tych machinacji i jak znaleźć 
udziałowców tego procederu?
Odpowiedź na te pytania nie wymaga trudu i nie ma konieczności wysyłania ekip 
prokuratorów w najodleglejsze zakątki Ziemi. Odpowiedź znajduje się w NBP i w innych 
bankach w Polsce. Można postawić dwie hipotezy, których prawdopodobieństwo słuszności 
jest bliskie jeden.
(1) Wszystkie lokaty bankowe na sumy powyżej 100.000 USD (czytaj: jednego miliarda 
starych złotych) to były lokaty spekulacyjne, drenujące finanse Polski.
(2) Wszystkie kredyty na kwoty przekraczające jeden miliard starych złotych i nie 
wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem (banki nie mogą udzielać 
kredytów w celach spekulacyjnych, każdy kredyt musiał mieć jakieś “rzeczowe” 
uzasadnienie) to kredyty spekulacyjne, a więc przestępcze.
W procederze drenowania finansów Polski uczestniczyli zarówno rabusie 
“rodzimi” (krajowi, polscy), jak i zagraniczni. Na świecie pełno jest 
arbitrażystów, których jedynym zadaniem jest wyszukiwanie okazji do arbitrażu i za to 
otrzymują wysokie uposażenia. Jawne złamanie parytetu stóp procentowych, jakie miało 
(i nadal ma) miejsce w Polsce, stwarzało okazję, której trudno było się oprzeć. Był to 
zresztą schemat powielany w wielu miejscach na świecie i w różnych krajach, przede 
wszystkim w tzw. krajach trzeciego świata. Jednym z bardziej głośnych przykładów jest 
casus Argentyny [zob. (5)]. Można się zasadnie obawiać, że w tym rankingu Polska 
wysuwa się na niechlubne pierwsze miejsce, gdyż nigdzie (o ile mi wiadomo) odstępstwa 
od prawa parytetu stóp procentowych nie były bardziej rażące i mechanizm rabunku nie 
pracował z większą wydajnością.
Obecna burza wokół stóp procentowych i kursów walutowych powinna wszystkim uzmysłowić, 
ze ten zabójczy mechanizm działa nadal - tyle, że ze znacznie ograniczoną wydajnością. 
Różnice stóp procentowych są teraz znacznie mniejsze, a więc finanse publiczne są 
drenowane spekulacyjnie, ale już znacznie wolniej i łagodniej. Bez zmiany kursu 
wymiany tamę temu procederowi mogłoby postawić tylko zrównanie stóp procentowych w 
Polsce z tymi, jakie obowiązują za granicą.

JERZY PRZYSTAWA
(1) Baxter, A. Rennie: Financial Calculus, Cambridge University Press, Cambridge, 1996
(2) J. Przystawa, M. Wolf: Physica A, 285 (2000), 220-226
(3) Zarządzenie Prezesa NBP nr 18/89 z 20 grudnia 1989, Dz. Urz. NBP.89.7.15
(4) A. Kwiatkowska, T. Rudomino: Kto się boi Art-B?, Polska Oficyna Wydawnicza BGW, 
Warszawa 1997
(5) M. Dakowski, J. Przystawa: Via bank i FOZZ, Antyk, Warszawa, 1992
Polecamy lekturę wyżej wymienionych pozycji. Tytuł - red.





_________________________________________________________________
Get your FREE download of MSN Explorer at http://explorer.msn.com/intl.asp.

Odpowiedź listem elektroniczym