> Stanisław Michalkiewicz 
> MICHNIK W... GACIACH? 
> 
> Sejmowa Komisja Śledcza przygotowuje sprawozdanie, a właściwie
> sprawozdania, bo każdy członek pisze własne. Formalną przyczyną są
> różnice w ocenie zebranego materiału dowodowego, ale każdy rozumie, że
> żaden z posłów nie chce stracić takiej okazji do pokazania się z jak
> najlepszej strony.
> 
> Jak czytamy w Piśmie Świętym, ?z obfitości serca usta mówią?, zwłaszcza
> przed wyborami, które mogą zostać przyspieszone. Jedni piszą swoje
> raporty szybciej, inni wolniej. Akurat na początku marca ukończył swój raport
> poseł Jan Maria Rokita, więc ?Rzeczpospolita? mogła opublikować go już 2
> marca, poświęcając nań całe kolumny druku.
> 
> Najważniejszym elementem raportu przygotowanego przez posła Rokitę jest
> stwierdzenie, że spółka Agora, niezależnie od propozycji Rywina, zawarła z
> premierem Millerem porozumienie o korzystnym dla siebie podziale rynku
> medialnego. W uzasadnieniu tego oskarżenia poseł powołuje się na
> udokumentowane przez Komisję okoliczności i czyni to nader przekonująco.
> Co więcej, teza z raportu posła Rokity znakomicie wyjaśnia przyczyny, dla
> których ani premier Miller, ani prezydent Kwaśniewski nie zawiadomili
> formalnie prokuratury o całej sprawie, zaś minister Sprawiedliwości i
> prokurator generalny Grzegorz Kurczuk, chociaż o całej sprawie wiedział, to
> nic nie robił, bo - według oficjalnego tłumaczenia - czekał na zakończenie
> ?śledztwa dziennikarskiego?, jakie rzekomo prowadziła ?Gazeta Wyborcza?.
> Wyjaśnia to też przyczynę, dla której Michnik zdecydował się opublikować
> wyniki owego - pożal się Boże - ?dziennikarskiego śledztwa? dopiero 27
> grudnia, a więc w pół roku po nagraniu rozmowy z Rywinem. Dlaczego? Bo
> zorientował się, że został wykiwany. Dlaczego w takim razie tak uporczywie
> głosił, że Miller jest w tej sprawie poza wszelkim podejrzeniem? Tego już
> raport Rokity nie wyjaśnia ani nawet nie próbuje, ale ja stawiam tezę, że
> prawdopodobnie z tej samej przyczyny, dla której po spenetrowaniu
> archiwów MSW nie kandydował już potem na posła, dla której konsekwentnie
> występował przeciwko jakiejkolwiek lustracji i dla której udelektował gen.
> Kiszczaka, naczelnego ubeka stanu wojennego, tytułem ?człowieka honoru?,
> ale dopiero całkiem niedawno. Być może nie nabrał w związku z tym
> pewności, czy tytuł ten przyjął się już gen. Kiszczakowi, czy jeszcze nie i stąd
>ta przezorność, nawet podczas ataku.
> 
> Z raportu Rokity wyłania się taki oto obraz sytuacji: wystąpiły
> nieporozumienia między dwiema bandami, próbującymi zdominować rynek
> mediów elektronicznych w Polsce. Nie tylko dlatego, by ciągnąć zyski z
> reklam, ale również dlatego, by zyskać monopol na mentorowanie narodowi
> tubylczemu w warunkach tzw. integracji europejskiej. Uchwycenie takiego
> monopolu jeszcze przed formalnym Anschlussem zapewniało monopoliście
> dobrą pozycję polityczną, z możliwością przejęcia z czasem również
> formalnej władzy w ramach tej autonomii, jaka zostanie pozostawiona
> państwom członkowskim UE. Przykład włoskiego premiera Berlusconiego z
> pewnością działał mobilizująco. Jedna banda pretendentów do rządu dusz
> reprezentowała interesy środowiska, które w uproszczeniu można określić
> jako nomenklaturowo-ubeckie. Interes tego środowiska polega na
> podtrzymaniu gwarancji zachowania dotychczasowych wpływów w
> instytucjach państwowych (przede wszystkim w wojsku i tajnych służbach, za
> pośrednictwem których można skutecznie oddziaływać na instytucje
> ?oficjalne?) oraz nabytków uzyskanych kosztem mienia publicznego w ramach
> tzw. uwłaszczenia nomenklatury. Posiadanie monopolu, a przynajmniej
> dominującej pozycji na rynku mediów elektronicznych niewątpliwie sprzyja
> tym podstawowym interesom. Banda druga - to spółka Agora, nieformalnie
> reprezentująca na terenie Polski interesy lobby żydowskiego, które nie traci
> nadziei na zrealizowanie swoich roszczeń majątkowych, szacowanych na
> 30-60 mld dolarów. Realizacji tych roszczeń, a następnie zagwarantowaniu
> możliwości spokojnego korzystania z przejętego w ten sposób majątku
> również sprzyjałoby posiadanie monopolu, a przynajmniej znacznych
> wpływów na rynku mediów elektronicznych w Polsce. W tej sytuacji musiało
> dojść do zderzenia i doszło.
> 
> Atutem spółki Agora w tym konflikcie była możliwość wywołania klangoru w
> Europie i poza nią, i Agora użyła tej broni, zmuszając Millera do symulowania
> intencji kompromisu niby to z ?nadawcami prywatnymi?. Oczywiście o
> żadnych ?nadawców? nie chodziło i kiedy, już po zaszantażowaniu Millera
> Rywinem, zarysowała się szansa na kompromis tylko z Agorą, porzuciła ona
> wszelkie pozory i otwarcie walczyła o ?swoje?. Widocznie jednak i Miller, i
> środowisko nomenklaturowo-ubeckie doszło do wniosku, że klangor nie jest
> już taki straszny (czy aby nie z powodu widocznego konfliktu między ?twardym
> jądrem? UE a Stanami Zjednoczonymi?) i że Michnik to papierowy tygrys, bo
> do żadnego kompromisu na razie nie doszło. Przeciwnie - walka trwa nadal,
> czego dowodem jest poprawka, jaką do ustawy telewizyjnej posłanka
> Jakubowska zgłosiła przed dwoma tygodniami (!) jeszcze raz i w brzmieniu
> takim samym, jak wtedy, gdy Michnik nagrywał Rywina.
> 
> Wydaje się, że w tym momencie środowisko nomenklaturowo-ubeckie ma
> trafną intuicję. Najważniejszym bowiem atutem Michnika była możliwość
> urządzenia klangoru.
> 
> Skuteczność tego klangoru jednakże zależy od tego, jaka jest pozycja
> Michnika w oczach polskiej opinii publicznej. Wprawdzie antylustracyjna
> histeria w 1992 r. poderwała zaufanie do intencji redaktora ?GW?, ale nadal
> sporo ludzi obdarzało go szacunkiem z uwagi na jego opozycyjną przeszłość.
> Na ten szacunek liczył Michnik, publikując 27 grudnia 2002 r. opowieść, jak
> to przyszedł do niego Rywin, a on go nagrał. Rzucił na szalę swoją reputację
> w przekonaniu, że nikt nie odważy się na takie świętokradztwo, by
> potraktować go ?prądem?. I tu się chyba pomylił, bo ani przeciwna banda nie
> zamierzała walczyć z nim na klęczkach, ani też poseł Rokita nie zamierzał
> poświęcać swojej życiowej szansy dla podtrzymywania gasnącego kultu
> Michnika. Przedstawiając w swoim raporcie oskarżenie Agory o zawarcie z
> Millerem porozumienia o charakterze wprost korupcyjnym, Rokita odziera
> Michnika z resztek nimbu, jakim ten próbował jeszcze osłaniać swoje
> wstydliwe zakątki. Stając się częścią skorumpowanego establishmentu
> pozbawił się najważniejszego elementu swej potęgi: autorytetu, do którego
> mógłby się odwołać. Raport Rokity czyni z Michnika postać groteskową, bo
> cóż to za autorytet w gaciach, a może nawet już bez?
> 
> Otrzymawszy taki potężny cios, Michnik broni się słabo i nieudolnie. Idzie w
> zaparte, oskarżając Rokitę o kolportowanie ?fantazji i fikcji?. Ale to nie są
> żadne ?fantazje? ani ?fikcje?, tylko udokumentowany godzina po godzinie, a
> niekiedy nawet minuta po minucie, rzeczywisty przebieg wypadków. Tego nie
> można już ani zbyć szmoncesem, ani unieważnić zaporowym: ?może jeszcze
> oskarży mnie, że byłem kapo w Oświęcimiu!? To jest żałosne widowisko, bo
> Michnik jest zbyt inteligentny, żeby nie wiedzieć, że już przegrał. Nie tylko
> zresztą on. Jego porażka jest fragmentem większej całości. To łamie się
> układ okrągłego stołu. 
> 
>  Stanisław Michalkiewicz
>

Odpowiedź listem elektroniczym