http://mazowsze.k-raj.com.pl/108507305214748.shtml
> "Słowa, którymi władam, powietrzem są tylko, a jednak cieszę
> nimi słuchających". Taki napis umieścił ktoś w piątym wieku przed
> Chrystusem na greckiej wazie. Skromność i duma w jednym. Słowa
> "powietrzem są tylko", a jednak... Niestety od tamtych,
> starożytnych czasów wiele się zmieniło i kiedy w 15-lecie
> "Gazety Wyborczej" pan red. Adam Michnik pisze "o swoich błędach,
> wyborach i decyzjach" ("Polska na zakręcie, "Gazeta" na zakręcie" -
> "GW" z 8 maja), to od razu widać, że jego skromność jest znana
> na całym świecie, stąd też samokrytycznie wali się w cudze piersi,
> aż dudni, niczym w pustej beczce po śledziach. Ale bo też był po
> temu najwyższy czas. Na aferze z Rywinem red. Michnik złamał
> sobie, a w każdym razie zwichnął cały autorytet moralny, więc teraz
> uwija się jak w ukropie, żeby uratować, co jeszcze jest do uratowania.
> "Jesteśmy dziś wściekli" - stwierdza redaktor naczelny "Gazety
> Wyborczej" i zastanawia się, dlaczego. Przecież - powiada - "jesteśmy
> świadkami cudu". Cud polegał na tym, że Bóg spełnił wszystkie
> prośby, zanoszone w modlitwach przed 20 laty, czyli w orwellowskim
> roku 1984. A prosiliśmy o "wolność w miejsce dyktatury", o
> "demokratycznie wybrany parlament", żeby nie było cenzury, a
> były "otwarte granice i wolny rynek", żeby Polska "przestała być
> państwem satelickim", żeby "wyszły z Polski sowieckie wojska",
> no i żeby Polska wstąpiła do NATO i Unii Europejskiej.
> "I oto dobry Pan Bóg wysłuchał tych nierealistycznych modlitw.
> Ofiarował Polakom to, o czym marzyli" - stwierdza Michnik. Jak na
> redaktora naczelnego wielkiego dziennika jest zadziwiająco mało
> spostrzegawczy. Prawie tak samo, jak Stefan Michnik, w czasach
> stalinowskich sędzia wojskowy, posyłający
> ludzi na śmierć, bo "niewiele rozumiał".
> Czy rzeczywiście mamy do czynienia z cudem, czy tylko z jego
> karykaturą? A więc, czy rzeczywiście mamy "wolność w miejsce
> dyktatury"? Im więcej dowiadujemy się o okrągłym stole i jego
> kulisach, a przecież najważniejszego pewnie nie wiemy, tym więcej
> podstaw do przypuszczeń, że zamiast autentycznej wolności
> politycznej mamy potiomkinowską, fasadową namiastkę: skotłowanemu
> ludowi przedstawia się alternatywę, niczym w ruskiej
> stołówce; może jeść albo nie jeść. Redaktor "GW" chyba zdaje
> sobie z tego sprawę, bo wychwalając gen. Kiszczaka, pisze tak:
> "sprawował kontrolę nad aparatem bezpieczeństwa i mógł zdecydować
> o fiasku Okrągłego Stołu, inspirując dowolne prowokacyjne
> działania agentury W DOWOLNYM CZASIE" (podkr. SM). No, gen.
> Kiszczak nie miał najmniejszych powodów do wywracania okrągłego
> stołu. To już raczej lęki pana red. Michnika, "że mu zdobycze
> zabrać mogą". A co z "demokratycznie wybranym parlamentem"?
> Jeśli potraktować poważnie ogłoszony niedawno w "Rzeczpospolitej"
> raport o agenturalnej podszewce naszej demokracji i naszego
> parlamentaryzmu, to i tu musimy zarzucić Michnikowi brak
> spostrzegawczości. On zresztą wcale nie taki gapa; on tylko
> tak udaje. Przecież do dzisiaj nie dowiedzieliśmy się, co
> właściwie robił w 1989 i 1990 r. w archiwach MSW, czego
> szukał, co znalazł, jaki z tego zrobił czy do dziś robi -
> użytek... Próba lustracji była dla niego niczym kropla kwasu
> na otwartą ranę. "Nie potrafię jednak zrozumieć polityków,
> którzy żerując na tej potrzebie (odwetu na ludziach dawnego
> reżimu - SM) rozpoczęli zimną wojnę domową, której rezultatem
> były żenujące oskarżenia o agenturalność formułowane wobec
> dwóch demokratycznie wybranych prezydentów i wobec ludzi,
> którzy przecież dobrze zasłużyli się Polsce". No, nie
> tylko Polsce. Bułgarii też. Kiedy tamtejszy prezydent Żelew,
> dawny "dysydent śniadaniowy" zablokował lustrację, Michnik
> specjalnie przyjechał do Sofii, by w tamtejszej telewizji
> oskarżyć zwolenników ujawnienia agentury o "neofaszyzm".
> To już jakiś antylustracyjny internacjonalizm! W tych warunkach
> opowieści o "demokratycznie wybranym" parlamencie brzmią
> wyłącznie humorystycznie. Cenzurę powoli się przywraca, nie
> bez ochotniczego udziału środowiska "Gazety Wyborczej".
> Wysiłki te zostały uwieńczone recepcją do polskiego systemu
> prawnego tzw. europejskiego nakazu aresztowania na
> podstawie oskarżenia np. o "rasizm" lub "ksenofobię". Co
> do granic, to rzeczywiście; "keine Grenze, w górę ręce", ale
> fakt; otwarte. Nie da się tego niestety powiedzieć o rynku.
> Taki on "wolny", jak za Hilarego Minca, którego ideał
> gospodarczy wymagał doprowadzenia planu do każdego stanowiska
> pracy. Mówienie o "wolnym rynku" w sytuacji, gdy ponad 200
> obszarów działalności gospodarczej objętych jest ścisłą
> reglamentacją - dowodzi naprawdę małej spostrzegawczości.
> Wyszły z Polski sowieckie wojska? Oj, ale chyba nie wszystkie?
> Gdyby było inaczej, afera "Olina" byłaby chyba już wyjaśniona,
> nieprawdaż? Wiesław Kaczmarek nie wysyłałby też alarmowych
> SMS-ów do ministra skarbu w sprawie Orlenu. W innych
> okolicznościach red. Michnikowi może by to nie przeszkadzało,
> ale kiedy zimny czekista Putin rozbiera w Rosji do naga
> żydowskich baronów finansowych i naftowych, to kierowana przez
> "Żyda Roku 1991" gazeta bije na alarm. Tak wygląda ten
> "cud" w zbliżeniu, więc może lepiej nie mieszać do tego
> "dobrego Pana Boga", kiedy widać, że czynni byli tu raczej szatani.
> Zwykli ludzie mogą być na taki widok "wściekli", choćby
> z irytacji na własną naiwność, dzięki której re d. Michnik
> i wspierana przez niego "partia zagranicy", przez co najmniej
> 10 lat korzystała z dobrego fartu, kosztem tubylczych "Irokezów".
> Skąd jednak "wściekłość" w środowisku? Wprawdzie "cud", szyty
> grubymi nićmi, już się pruje; taki Andrzej Celiński obcujący
> ongiś z Tadeuszem Mazowieckim, a nawet z samym prof. Geremkiem,
> teraz musi mlaskać się po Krakowie z lesbijkami, ale przecież
> to i owo się udało. Nie mówię nawet o rozpoczęciu wydawania
> "GW" "bez jednej złotówki", bo komuna też miała swój Peweks i
> FOZZ, ale np. o tym, że "dzisiaj, dzięki Bogu, Kościół przemawia
> innym głosem. Dzisiaj Kościół mówi o pluralizmie, dialogu i
> tolerancji. (...) To bardzo dobrze". No naturalnie, jakże by
> inaczej; najlepiej wytresowani przedstawiciele Kościoła wprost
> skaczą przed panem redaktorem z gałęzi na gałąź, ale czy to
> jest powód do "wściekłości"?
> To nie jest powód. Powód jest ten, że pan red. Michnik
> potrzebuje zatrzeć wspomnienie po aferze z Rywinem, która
> zwichnęła mu autorytet moralny i ze swoja "wściekłością"
> nastręcza się nam do obrony Polski przed rządami koalicji
> złożonej z "populizmu, postkomunizmu i post-nacjonal-katolicyzmu".
> Ten "populizm", a nawet "postkomunizm" można by jeszcze
> wybaczyć, ale tego "post-nacjonal-katolicyzmu" - przenigdy!
> Skorzystamy, czy raczej poradzimy szczepionkę przeciw wściekliźnie?
>
> Stanisław Michalkiewicz