Socjalizm najlepiej likwidować zaczynając od gospodarki.

Wolności polityczne nie znajdujące oparcia
w rzeszach niezależnych, samodzielnych i odpowiedzialnych
obywateli o moralności ukształtowanej przez gospodarkę
rynkową, nieuchronnie stają się fikcją - socjalizm nie zamienia
się wtedy w kapitalizm tylko w oligarchizm.

Pozdrawiam
Janusz Baczyński

===============
http://www.wprost.pl/ar/?O=61310&C=57

Cud nad Żółtą Rzeką
Tygodnik "Wprost", Nr 1124 (13 czerwca 2004)


Jak chiński smok uczy łapać myszy rosyjskiego niedźwiedzia

W grudniu premiera Wen Jiabao przyjmowano w Waszyngtonie niemal w cesarskim
stylu, miesiąc później Paryż świętował chiński Nowy Rok na cześć
goszczącego tam prezydenta Hu Jintao. Prezydent Jacques Chirac przy okazji
zganił Tajwan za "nieodpowiedzialny" pomysł zorganizowania w marcu
referendum w sprawie niepodległości wyspy, a przywódcę Chińskiej Republiki
Ludowej pochwalił za priorytetowe potraktowanie praw człowieka. W połowie
lutego Chris Patten, komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych i były
brytyjski gubernator Hongkongu, cieszył się w Pekinie, że dzięki
przełomowej umowie, wprowadzającej ułatwienia wizowe i podróżne dla
obywateli ChRL, turyści stamtąd zaczną wkrótce masowo odwiedzać Europę. W
maju premiera Chin przyjmowano w Berlinie, Rzymie, Londynie i w siedzibie
UE w Brukseli. Teraz przyszedł czas na Warszawę.

Bogaćcie się, a będziecie wolni
Z dwóch największych państw Eurazji: Rosji i Chin, to pierwsze ma o wiele
większe szanse na demokrację - twierdziła jeszcze kilka miesięcy temu
większość analityków. Ze względu na tempo zmian w Państwie Środka, których
motorem jest gospodarka, dzisiaj nikt już nie ma takiej pewności.
Podczas gdy w Chinach - po masakrze na placu Tiananmen w 1989 r. -
brutalnie tłumiono wszelkie dążenia do wolności, Rosja przeżywała karnawał
demokracji. Po upadku ZSRR zaczął funkcjonować wyłoniony w wolnych wyborach
parlament, na Kremlu zasiadał obieralny prezydent, pojawiła się wolna
prasa, niezależne, przynajmniej deklaratywnie, sądownictwo. Dziś jednak
widać, że system wielopartyjny w Rosji jest bardzo fasadowy. W realnym
życiu liczą się prezydent i szefowie regionalnej administracji. Świat
fascynował się niekonwencjonalną prezydenturą Borysa Jelcyna, ale niemal
przeoczył, że to za jego rządów w 1993 r. uchwalono konstytucję, która
koncentrowała władzę centralną w rękach głowy państwa, spychając na
margines organizacje przedstawicielskie odbierając siłę i niezależność
takim fundamentom demokracji, jak partie czy sądy.
Tak naprawdę jednak to w Chinach dokonywały się zmiany rynkowe. Deng
Xiaoping, ojciec chińskich reform, rozpoczął w 1978 r. liberalizację
gospodarki w przekonaniu, że po szaleństwach maoistowskiej rewolucji
kulturalnej dla kraju nie ma innej drogi. Przeprowadził dekolektywizację
rolnictwa, otworzył kraj na kapitał zagraniczny, zezwolił na zakładanie
prywatnych firm. "Chiny przez tysiąc lat żyły w biedzie. Nadszedł czas na
życie w dostatku. Nieważne, czy kot jest biały, czy czarny, byle łapał
myszy" - powtarzał Deng. Rewolucyjność tego hasła polegała nie tylko na
odejściu od niektórych kanonów komunistycznej doktryny, ale także na
zanegowaniu tradycji, która nakazywała Chińczykowi podporządkowywać własną
pomyślność dobru cesarza. Zachęta do bogacenia się wyzwalała inicjatywę
jednostek i stwarzała przesłanki do samodzielnego spojrzenia na politykę.
Deng zadbał jednak o to, by samodzielność nie przekroczyła wyznaczonych
granic. Kiedy w 1989 r. studenci na placu Tiananmen wzywali do demokracji i
walki z korupcją, 85-letni wówczas patriarcha skierował przeciwko nim
czołgi.

"Długi marsz" do wolności?
Następcy Deng Xiaopinga - Jiang Zemin, a od 2002 r. Hu Jintao -
kontynuowali politykę otwarcia w gospodarce oraz - równocześnie - obrony
szańców rządzącej ideo-logii. Główne atrybuty państwa totalitarnego:
monopol partii, system policyjny, kontrola informacji - choć wciąż obecne -
coraz bardziej kontrastują ze zmieniającym się otoczeniem, zamożniejszym i
lepiej wykształconym społeczeństwem mającym w dobie Internetu dostęp do
niezależnych źródeł informacji.
Partia nie może tego ignorować. Hu Jintao łączy dziś deklaracje o
konieczności utrzymania jej kierowniczej roli z apelami do jej członków o
umacnianie państwa prawa, doskonalenie demokratycznych procedur, wciąganie
obywateli do uczestnictwa w polityce aż po - uwaga! - zapewnienie im prawa
do przeprowadzenia demokratycznych wyborów. W marcu parlament chiński
zrezygnował z jednego z głównych filarów komunizmu, aprobując zmiany w
konstytucji, które po raz pierwszy od czasu przejęcia władzy przez
Komunistyczną Partię Chin w 1949 r. sankcjonują nienaruszalność własności
prywatnej i stawiają ją na równych prawach z własnością publiczną. Do
ustawy zasadniczej wprowadzono też bardziej ogólnikową formułę, że "państwo
respektuje i chroni prawa człowieka". Czyżby "długi marsz" - w postaci
transformacji gospodarczej - miał zaprowadzić Państwo Środka do demokracji?




Prześcignąć Niemcy
Na przełomie roku 2003 i 2004 amerykańska grupa inwestycyjna Carlyle,
zarządzająca aktywami wartości 17,5 mld USD, ogłosiła, że rezygnuje z
planów wejścia do Rosji, uznając za priorytet Chiny. W 2002 r. Chiny
przyjęły najwięcej w skali świata inwestycji zagranicznych o wartości
prawie 53 mld USD. W Rosji kapitał zagraniczny zainwestował dwanaście razy
mniej niż w Chinach, Moskwa poniosła też ogromne straty z powodu rozpadu
gospodarczych i handlowych powiązań z byłymi republikami ZSRR i państwami
Europy Środkowej i Wschodniej. Liberalizację chińskiej gospodarki ułatwiły
znacznie mniej scentralizowane niż u sąsiada z północy struktura władzy i
system planowania, a także stawianie w większym stopniu na tworzenie nowych
firm prywatnych lub półprywatnych niż na prywatyzację państwowych. Chiński
cud gospodarczy dotyczy przede wszystkim sektora niepaństwowego, w którym
już pod koniec 1995 r. pracowało 190 mln ludzi, tj. dwie trzecie całej siły
roboczej w przemyśle, wytwarzając 66 proc. PKB.
Pod względem gospodarczych osiągnięć kontrast między obu krajami jest
uderzający. W pierwszym dziesięcioleciu po 1989 r., produkt krajowy brutto
Chin wzrósł
ponaddwukrotnie - z 300 mld USD do 700 mld USD, podczas gdy w Rosji spadł
niemal o połowę - z 700 mld USD do 400 mld USD. Na początku tego okresu PKB
Rosji stanowił więcej niż dwukrotność chińskiego, pod koniec był o jedną
trzecią niższy. W ostatnim dziesięcioleciu średnie tempo wzrostu w Chinach
wynosiło 9,3 proc. i było najwyższe wśród liczących się państw. W ciągu
najbliższych czterech lat Chiny, dziś szóste w światowej lidze, mogą
gospodarczo prześcignąć Niemcy, a do 2015 r. Japonię.

Ofensywa uśmiechów
Dla europejskiego obserwatora zmiany systemowe w Chinach mogą postępować w
żółwim tempie i przybierać czasem dziwne formy. Są jednak konsekwentne,
stałe i postępują w przewidywalnym kierunku. Chiny wprawdzie nie wytyczyły
dla siebie żadnej konkretnej, demokratycznej mety, ale jeśli kapitaliści,
których jest coraz więcej (bogacąca się chińska klasa średnia oceniana jest
dziś na 250 mln osób) mogą wstępować do partii liczącej teraz około 70 mln
członków, to jak długo pozostanie ona komunistyczna? Pekin, który ma
ambicje odgrywania czołowej roli w regionie, prowadząc "ofensywę uśmiechów"
wobec państw Azji i Pacyfiku, nie ukrywa też, że wzorce widzi dla siebie w
takich krajach sukcesu, jak Korea Południowa czy Singapur. To oznaczałoby,
że nad Żółtą Rzeką raczej nie można się spodziewać liberalnej demokracji na
zachodnią modłę (dowodzi tego poskramianie demokratycznych zapędów w
wychowanym na brytyjskich wzorcach Hongkongu), ale nie będzie tam również
autorytaryzmu w stalinowskim stylu.
Rosja Putina po okresie rozczarowania przemianami, które przyniosły chaos
zamiast dobrobytu, zdaje się naśladować model chiński. Kładzie nacisk na
gospodarkę. Najpierw niech kot łapie myszy, a później się pomyśli, jakiego
ma być koloru.

Waldemar Kedaj

Odpowiedź listem elektroniczym