Panie Januszu!
Co pan uwaza pod pojeciem socjalizm....?
Widzi pan przed sama pierwsza wojna, rodzina Rotchschildow neimieckich powolala do zycie Institut fur Weltwierschaft..znalazl tam zatrudnienie mlody ekonomista z Rosji nazywajacy sie Wassilij Leontief.
Pracowal tam do roku 1929, a do 1931 pracowal dla rzadu chinskiego w Nankinie, po tym znalazl prace jako ekonimosta professor na Harwardzie.
Jako taki sluzyl jako doradca w rzadzie aministracji FDR, na odpowiedzialnych stanowiskach odpowiedzialnego za Land Lease, czy w odpowiednich komorkach OSS- poprzedniczki CIA...w 1941 roku oglosil prace pt The structure of the American Economy 1919-1928 rozszerzajac ja pozniej do roku 1939.... w 1954 roku napisal Plan- Top Secret zreszta.... pod nazwa Silent Weapons for Quiet Wars... w roku 1973 zostal nagrodzony Noblem...za caloksztalt:-))))
W numerze z wrzesnia 1988- Scientific America, znajdzie pan jego artykol pt: The World Economy in the Year 2000".... niech pan przeczyta:-))))) i takze niech pan zapozna sie z ta praca poprzednia juz ja mozna czytac:-))) i zobaczy pan ,ze komunizm , socjalizm, maoizm. to warianty tego samego planu dla Weltwirschaft....Globalnej Ekonomii Swiata.....
Jak pan do tego zauwazy , jesli pan zechce zauwazyc , ze we wszystkich proletariackich partiach , ruchach i miedzynarodowkach ludzie pracy wnosili i wynosili krzesla na zebrania....moze i w koncu pan sam zrozumie, ze ci co utrzymywali Karola Marksa..placili mu za cos, na czym im zalezalo:-))))
Panem Keda z Tygodnika Wprost..niech sie pan nei przejmuje...ot pisze co wie:-)))) a jak widac niewiele wie:-))))))
RomanK





RomanK





From: "Janusz Baczynski" <[EMAIL PROTECTED]>
Reply-To: [EMAIL PROTECTED]
To: Multiple recipients of list prawica <[EMAIL PROTECTED]>
Subject: Prawica:  Chinska droga do kapitalizmu
Date: Sat, 12 Jun 2004 20:21:28 +0200

Socjalizm najlepiej likwidować zaczynając od gospodarki.

Wolności polityczne nie znajdujące oparcia
w rzeszach niezależnych, samodzielnych i odpowiedzialnych
obywateli o moralności ukształtowanej przez gospodarkę
rynkową, nieuchronnie stają się fikcją - socjalizm nie zamienia
się wtedy w kapitalizm tylko w oligarchizm.

Pozdrawiam
Janusz Baczyński

===============
http://www.wprost.pl/ar/?O=61310&C=57

Cud nad Żółtą Rzeką
Tygodnik "Wprost", Nr 1124 (13 czerwca 2004)


Jak chiński smok uczy łapać myszy rosyjskiego niedźwiedzia

W grudniu premiera Wen Jiabao przyjmowano w Waszyngtonie niemal w cesarskim
stylu, miesiąc później Paryż świętował chiński Nowy Rok na cześć
goszczącego tam prezydenta Hu Jintao. Prezydent Jacques Chirac przy okazji
zganił Tajwan za "nieodpowiedzialny" pomysł zorganizowania w marcu
referendum w sprawie niepodległości wyspy, a przywódcę Chińskiej Republiki
Ludowej pochwalił za priorytetowe potraktowanie praw człowieka. W połowie
lutego Chris Patten, komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych i były
brytyjski gubernator Hongkongu, cieszył się w Pekinie, że dzięki
przełomowej umowie, wprowadzającej ułatwienia wizowe i podróżne dla
obywateli ChRL, turyści stamtąd zaczną wkrótce masowo odwiedzać Europę. W
maju premiera Chin przyjmowano w Berlinie, Rzymie, Londynie i w siedzibie
UE w Brukseli. Teraz przyszedł czas na Warszawę.

Bogaćcie się, a będziecie wolni
Z dwóch największych państw Eurazji: Rosji i Chin, to pierwsze ma o wiele
większe szanse na demokrację - twierdziła jeszcze kilka miesięcy temu
większość analityków. Ze względu na tempo zmian w Państwie Środka, których
motorem jest gospodarka, dzisiaj nikt już nie ma takiej pewności.
Podczas gdy w Chinach - po masakrze na placu Tiananmen w 1989 r. -
brutalnie tłumiono wszelkie dążenia do wolności, Rosja przeżywała karnawał
demokracji. Po upadku ZSRR zaczął funkcjonować wyłoniony w wolnych wyborach
parlament, na Kremlu zasiadał obieralny prezydent, pojawiła się wolna
prasa, niezależne, przynajmniej deklaratywnie, sądownictwo. Dziś jednak
widać, że system wielopartyjny w Rosji jest bardzo fasadowy. W realnym
życiu liczą się prezydent i szefowie regionalnej administracji. Świat
fascynował się niekonwencjonalną prezydenturą Borysa Jelcyna, ale niemal
przeoczył, że to za jego rządów w 1993 r. uchwalono konstytucję, która
koncentrowała władzę centralną w rękach głowy państwa, spychając na
margines organizacje przedstawicielskie odbierając siłę i niezależność
takim fundamentom demokracji, jak partie czy sądy.
Tak naprawdę jednak to w Chinach dokonywały się zmiany rynkowe. Deng
Xiaoping, ojciec chińskich reform, rozpoczął w 1978 r. liberalizację
gospodarki w przekonaniu, że po szaleństwach maoistowskiej rewolucji
kulturalnej dla kraju nie ma innej drogi. Przeprowadził dekolektywizację
rolnictwa, otworzył kraj na kapitał zagraniczny, zezwolił na zakładanie
prywatnych firm. "Chiny przez tysiąc lat żyły w biedzie. Nadszedł czas na
życie w dostatku. Nieważne, czy kot jest biały, czy czarny, byle łapał
myszy" - powtarzał Deng. Rewolucyjność tego hasła polegała nie tylko na
odejściu od niektórych kanonów komunistycznej doktryny, ale także na
zanegowaniu tradycji, która nakazywała Chińczykowi podporządkowywać własną
pomyślność dobru cesarza. Zachęta do bogacenia się wyzwalała inicjatywę
jednostek i stwarzała przesłanki do samodzielnego spojrzenia na politykę.
Deng zadbał jednak o to, by samodzielność nie przekroczyła wyznaczonych
granic. Kiedy w 1989 r. studenci na placu Tiananmen wzywali do demokracji i
walki z korupcją, 85-letni wówczas patriarcha skierował przeciwko nim
czołgi.

"Długi marsz" do wolności?
Następcy Deng Xiaopinga - Jiang Zemin, a od 2002 r. Hu Jintao -
kontynuowali politykę otwarcia w gospodarce oraz - równocześnie - obrony
szańców rządzącej ideo-logii. Główne atrybuty państwa totalitarnego:
monopol partii, system policyjny, kontrola informacji - choć wciąż obecne -
coraz bardziej kontrastują ze zmieniającym się otoczeniem, zamożniejszym i
lepiej wykształconym społeczeństwem mającym w dobie Internetu dostęp do
niezależnych źródeł informacji.
Partia nie może tego ignorować. Hu Jintao łączy dziś deklaracje o
konieczności utrzymania jej kierowniczej roli z apelami do jej członków o
umacnianie państwa prawa, doskonalenie demokratycznych procedur, wciąganie
obywateli do uczestnictwa w polityce aż po - uwaga! - zapewnienie im prawa
do przeprowadzenia demokratycznych wyborów. W marcu parlament chiński
zrezygnował z jednego z głównych filarów komunizmu, aprobując zmiany w
konstytucji, które po raz pierwszy od czasu przejęcia władzy przez
Komunistyczną Partię Chin w 1949 r. sankcjonują nienaruszalność własności
prywatnej i stawiają ją na równych prawach z własnością publiczną. Do
ustawy zasadniczej wprowadzono też bardziej ogólnikową formułę, że "państwo
respektuje i chroni prawa człowieka". Czyżby "długi marsz" - w postaci
transformacji gospodarczej - miał zaprowadzić Państwo Środka do demokracji?




Prześcignąć Niemcy Na przełomie roku 2003 i 2004 amerykańska grupa inwestycyjna Carlyle, zarządzająca aktywami wartości 17,5 mld USD, ogłosiła, że rezygnuje z planów wejścia do Rosji, uznając za priorytet Chiny. W 2002 r. Chiny przyjęły najwięcej w skali świata inwestycji zagranicznych o wartości prawie 53 mld USD. W Rosji kapitał zagraniczny zainwestował dwanaście razy mniej niż w Chinach, Moskwa poniosła też ogromne straty z powodu rozpadu gospodarczych i handlowych powiązań z byłymi republikami ZSRR i państwami Europy Środkowej i Wschodniej. Liberalizację chińskiej gospodarki ułatwiły znacznie mniej scentralizowane niż u sąsiada z północy struktura władzy i system planowania, a także stawianie w większym stopniu na tworzenie nowych firm prywatnych lub półprywatnych niż na prywatyzację państwowych. Chiński cud gospodarczy dotyczy przede wszystkim sektora niepaństwowego, w którym już pod koniec 1995 r. pracowało 190 mln ludzi, tj. dwie trzecie całej siły roboczej w przemyśle, wytwarzając 66 proc. PKB. Pod względem gospodarczych osiągnięć kontrast między obu krajami jest uderzający. W pierwszym dziesięcioleciu po 1989 r., produkt krajowy brutto Chin wzrósł ponaddwukrotnie - z 300 mld USD do 700 mld USD, podczas gdy w Rosji spadł niemal o połowę - z 700 mld USD do 400 mld USD. Na początku tego okresu PKB Rosji stanowił więcej niż dwukrotność chińskiego, pod koniec był o jedną trzecią niższy. W ostatnim dziesięcioleciu średnie tempo wzrostu w Chinach wynosiło 9,3 proc. i było najwyższe wśród liczących się państw. W ciągu najbliższych czterech lat Chiny, dziś szóste w światowej lidze, mogą gospodarczo prześcignąć Niemcy, a do 2015 r. Japonię.

Ofensywa uśmiechów
Dla europejskiego obserwatora zmiany systemowe w Chinach mogą postępować w
żółwim tempie i przybierać czasem dziwne formy. Są jednak konsekwentne,
stałe i postępują w przewidywalnym kierunku. Chiny wprawdzie nie wytyczyły
dla siebie żadnej konkretnej, demokratycznej mety, ale jeśli kapitaliści,
których jest coraz więcej (bogacąca się chińska klasa średnia oceniana jest
dziś na 250 mln osób) mogą wstępować do partii liczącej teraz około 70 mln
członków, to jak długo pozostanie ona komunistyczna? Pekin, który ma
ambicje odgrywania czołowej roli w regionie, prowadząc "ofensywę uśmiechów"
wobec państw Azji i Pacyfiku, nie ukrywa też, że wzorce widzi dla siebie w
takich krajach sukcesu, jak Korea Południowa czy Singapur. To oznaczałoby,
że nad Żółtą Rzeką raczej nie można się spodziewać liberalnej demokracji na
zachodnią modłę (dowodzi tego poskramianie demokratycznych zapędów w
wychowanym na brytyjskich wzorcach Hongkongu), ale nie będzie tam również
autorytaryzmu w stalinowskim stylu.
Rosja Putina po okresie rozczarowania przemianami, które przyniosły chaos
zamiast dobrobytu, zdaje się naśladować model chiński. Kładzie nacisk na
gospodarkę. Najpierw niech kot łapie myszy, a później się pomyśli, jakiego
ma być koloru.

Waldemar Keda

_________________________________________________________________ Stop worrying about overloading your inbox - get MSN Hotmail Extra Storage! http://join.msn.click-url.com/go/onm00200362ave/direct/01/



Odpowiedź listem elektroniczym