From: Waldemar Dworakowski <[EMAIL PROTECTED]>
Reply-To: [EMAIL PROTECTED]
To: Multiple recipients of list prawica <[EMAIL PROTECTED]>
Subject: Prawica: Pomordowani zadaja odpowiedzi dlaczego rzadza Polska ich >mordercy
Date: Thu, 28 Oct 2004 01:40:37 +0200
http://mazowsze.kraj.com.pl/109889626458749.shtml
> ZWYKLI MĘCZENNICY - artykuł Antoniego Zambrowskiego Wysłane środa, >27,
października 2004 przez Krzysztof Pawlak
>
> Zygmunta Krzemińskiego poznałem na posiedzeniu Rady Parafialnej >kościoła pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Po
>zwolnieniu z internowania w więzieniu w Białołęce zostałem zaproszony >do udziału w jej pracach przez naszego nowego proboszcza księdza
prałata >Bronisława Piaseckiego, dawnego sekretarza Prymasa Tysiąclecia księdza >kardynała Stefana Wyszyńskiego. Zygmunt był lektorem w
kościele, stąd >jego członkostwo w Radzie. Po jakimś czasie dowiedziałem się od niego, >że pod pseudonimem "Kmicic" prowadzi on
podziemne wydawnictwo i związaną >z nim strukturę "Solidarności", którą założył po ogłoszeniu stanu >wojennego z członków
swej rodziny i najbliższych kolegów z pracy. Jego >starszy syn Gerard był uczniem klasy maturalnej Liceum >Ogólnokształcącego im. Mikołaja
Reya i do kolportażu drukowanych przez >ojca ulotek dobrał m.in. kolegę szkolnego Emila Barchańskiego. Później >Emil zawiesił swą
działalność w grupie "
Kmicica", gdyż w innej grupie zajmowano się bardziej spektakularnymi >akcjami. Pomalowano czerwoną farbą pomnik
Feliksa Dzierżyńskiego na >placu Bankowym, wówczas noszącym nazwę placu Dzierżyńskiego Wykonano >tę akcję w
nocy, ale rano Emila przed szkołą ubecy zabrali z domu do >siedziby SB w Pałacu Mostowskich. Na przesłuchaniu był
bity, ale dość >krótko i po przesłuchaniu zwolniony do domu. Opowiedział o tym >"Kmicicowi", gdy
spotkał go przypadkiem 3 maja 1982 roku na wielkiej >manifestacji solidarnościowej na Starym Mieście, rozpędzonej
brutalnie >przez ZOMO.
> Wkrótce po tym nowy przywódca zaprosił Emila do wspólnego drukowania >prasy podziemnej w konspiracyjnym lokalu. Emil
spóźnił się na spotkanie >i ku swemu zdumieniu ujrzał w wyznaczonym miejscu radiowóz oraz kilku >cywilów i
umundurowanych milicjantów przyjaźnie rozmawiających z jego >przywódcą. Zrozumiał, że ma do czynienia z esbeckim
prowokatorem, więc >próbował uciec, ale po krótkim pościgu został pochwycony. Jego >przywódca również brał
udział w pościgu. Chłopca dotkliwie pobito i >radiowozem zabrano do Pałacu Mostowskich. Spędził tam dwa tygodnie, bity
>na przesłuchaniach pięściami i pałką policyjną. Bito go po twarzy i >po brzuchu, ściskano palce i jądra szufladą
biurka (Protokoły >przesłuchań, podpisane przez jego oprawców, trafiły następnie do >sądu. Mam nadzieję, że
zostały teraz przekazane do Instytutu Pamięci >Narodowej). Po zakończeniu śledztwa odbyła się rozprawa sądowa, po
>której zwolniono go do domu dzięki por�
�czeniu dyrektora szkoły oraz rady pedagogicznej. Wówczas odwiedził >"Kmicica" i
opowiedział mu o swych przygodach. Prowokatora już nigdy nie >spotkał.
> "Kmicic" radził chłopcu, by uważał na siebie, ponieważ SB będzie >chciała chronić swego prowokatora. Emil
przyrzekł zastosować się do >jego rad. Mimo to w czasie zdawania egzaminów maturalnych w maju 1982 roku >znaleziono w Kanale
Żerańskim jego zwłoki. Jak się okazało, wyszedł >wyprowadzić psa na przechadzkę i już nie wrócił. Samodzielna kąpiel w
>kanale nie wchodziła w rachubę, gdyż Emil był chory na astmę i nawet w >czasie zwykłej kąpieli w wannie jego mama musiała
czuwać nad jego >bezpieczeństwem. Mimo to milicja ustaliła, że chłopiec utonął w >czasie kąpieli. Przypomina to sprawę
studenta Uniwersytetu >Jagiellońskiego w Krakowie Stanisława Pietraszki z maja 1977 roku. Był >on świadkiem w sprawie tragicznej
śmierci współpracownika Komitetu >Obrony Robotników studenta UJ Stanisława Pyjasa, zmasakrowanego kastetem >przez nieznanych
sprawców z wiadomego resortu. Staszek widział swego >kolegę Pyjasa w towarzystwie funkcjonariusza SB
i miał pomóc prokuraturze w opracowaniu rysopisu owego ubola. Zwabiono go >więc przy pomocy
atrakcyjnej dziewczyny poznanej na balu w domu studenta >"Żaczek" nad Zalew Soliński i tam
utopiono. Mordercy z SB ubrali go dla >większej wiarygodności w czepek pływacki, choć koledzy
wiedzieli, że >Staszek miał uczulenie na wodę i w związku z tym unikał kąpieli.
> Pochowano Emila na Cmentarzu Bródnowskim. Odprowadzały go tłumy >kolegów. Podziemna Komisja Zakładowa "Solidarności" z
"Kmicicem" na >czele również brała udział w pogrzebie i na grobie umocowała >transparent z napisem: "Emilu, nie
zapomnimy o Tobie. W przyszłej wolnej >Polsce mordercy z SB staną przed sądem". Nim to się stało, przed sądem >PRL stanął sam
"Kmicic" czyli Zygmunt Krzemiński.
> Warszawska SB musiała mieć specjalny zespół do mokrej roboty, gdyż >przed
aresztowaniem Zygmunta dramatyczne przygody przeżyła jego żona >Marianna.
> Państwo Krzemińscy mieli odwiedzić na wiosnę 1985 roku swą córkę >Ewę właśnie wywczasującą w
Zakopanem i rozmawiali o tym z nią przez >telefon. W ostatniej chwili Zygmunt zrezygnował z podróży, więc w
>drogę ruszyła jedynie pani Marianna. Umówiła się ona w wagonie z >kuszetkami z dwiema koleżankami Ewy,
jadącymi również do Zakopanego. >Chciała ona wykupić u konduktora bilet na kuszetkę (było dużo wolnych
>miejsc), ale konduktor niespodziewanie odmówił sprzedaży, zaś kontroler >w czasie podróży kazał jej
wyjść wraz z nim do innego wagonu. Więcej >jej koleżanki Ewy nie widziały. Nie umiały też wyjaśnić Ewie
>witającej je na dworcu, co stało się z jej mamą.
> Po kilku dniach do Zygmunta przyszedł milicjant z komendy przy ul. >Wilczej i powiadomił, że powinien udać się do
szpitala w Kielcach, by >rozpoznać nieprzytomną żonę. Gdy wraz z dziećmi przybył on do Kielc, >prowadzący
dochodzenie oficer MO nie umiał mu wyjaśnić, skąd komenda >na Wilczej wiedziała, że chodzi o panią Mariannę
Krzemińską. Dla >niego pacjentka była anonimową nieprzytomną kobietą, znalezioną w nocy >na torach. Prowadzący
pociąg maszynista cudem dojrzał leżący na torach >kształt i zatrzymał pociąg. Stało się to dwa dni po wyruszeniu
przez >panią Mariannę w podróż. Wszystko wskazywało na to, że została ona >zatrzymana przez SB, poddana w ciągu
przepisowych 48 godzin ciężkiemu >przesłuchaniu, a następnie nieprzytomna położona na torach. Ofiara >miała
złamany obojczyk, złamaną podstawę czaszki i sińce na całym >ciele. Ponadto na rękach i ciele ślady przypalania
papierosami. Mimo to >prowadzący śledztwo prokurator u
znał, że wypadła ona w czasie podróży z wagonu i dlatego znalazła >się na torach. Tow. prokurator nie zechciał wyjaśnić, dlaczego
trafiła >na tory dopiero po upływie dwóch dób po podjęciu podróży. Gdy Zygmunt >wraz z dziećmi doszedł w szpitalu do łóżka
nieprzytomnej żony, >powiedziała ona niespodziewanie głosem brzuchomówcy: "Musicie wiele się >modlić za mnie".
Świadomości mimo to nie odzyskała. Po powrocie do >Warszawy Zygmunt trafił do "kotła" założonego przez SB w jego
>mieszkaniu i powędrował do więzienia mokotowskiego. Przypuszczaliśmy, >że trafił on w pole widzenia specjalnej grupy SB, ponieważ
brał udział >w murowaniu grobu księdza Jerzego Popiełuszki oraz zorganizował ochronę >księdza Stanisława Małkowskiego, o którego
obawialiśmy się, że >podzieli los księdza Jerzego. Pani Marianna wróciła do domu w czasie >uwięzienia męża. Po swych przejściach
porzuciła ona pracę zawodową >(była wziętą krawcową obszywającą pa
nie z zagranicznych ambasad) i ograniczyła się do roli gospodyni domowej. >Wskutek
tego rodzina popadła w skrajną nędzę.
> W grudniu 1985 roku – po wyjściu "Kmicica" z więzienia na mocy >amnestii – spotkaliśmy się podczas mszy za Ojczyznę w
kościele pod >wezwaniem św. Stanisława Kostki z głośną dziś dziennikarką >telewizyjną Marią Wiernikowską, pracującą wówczas dla
sekcji polskiej >paryskiej rozgłośni radiowej RFI. Nagrała ona wtedy relacje Zygmunta o >śp. Emilu Barchańskim, którą nadała rozgłośnia
polska Radia "Wolna >Europa" W III Rzeczypospolitej Zygmunt napisał (przy mojej asyście) >artykuł o Emilu, który pod tytułem
"Zapomniana ofiara stanu wojennego" >ukazał się w lipcu 1992 roku na łamach "Tygodnika Solidarność".
> Poetkę Barbarę Sadowską po raz pierwszy widziałem już po tragicznej >śmierci jej syna Grzesia Przemyka, gdy rektor
kościoła św. Marcina, >ksiądz Bronisław Dembowski przyprowadził ją na mszę za Ojczyznę >odprawianą przez
kapelana duszpasterstwa byłych internowanych, księdza >doktora Jana Sikorskiego w kościele seminaryjnym pw. św. Józefa
na >Krakowskim Przedmieściu. Prosił nas, byśmy się modlili za matkę >zbolałą po stracie jedynego syna,
zatłuczonego na komisariacie MO na >Starym Mieście. Ksiądz rektor (dziś biskup włocławski) był opiekunem >Komitetu
Prymasowskiego troszczącego się o internowanych i w ogóle >więzionych za przekonania, którego współpracownicą była
pani Basia >Sadowska. Z tej przyczyny była ona wielokrotnie przesłuchiwana przez SB, >gdyż działalność charytatywna
Komitetu Prymasowskiego pozostawała dla >SB solą w oku. Wielokrotnie też grozili jej ubecy, że straci to, co ma
>najdroższe. Na początku maja 1983 roku grup
a uboli wtargnęła przez mur na teren klasztoru sióstr franciszkanek przy >kościele św.
Marcina i pobiła współpracowników Komitetu >Prymasowskiego, kilku z nich wywożąc do
lasu. Pani Basi wtedy złamano >palec u ręki.
> 12 maja 1983 roku w katedrze św. Jana na Starym Mieście miała się >odbyć msza święta za spokój duszy marszałka
Józefa Piłsudskiego w >rocznicę jego śmierci. Władze obawiały się manifestacji patriotycznych >i zmobilizowały
ZOMO dla rozpraszania manifestantów. W tym czasie na >przechadzkę na Stare Miasto wybrała się grupa maturzystów z Liceum
im. >Frycza Modrzewskiego, z Grzegorzem Przemykiem na czele. Chłopcy >świętowali dobrze zdane egzaminy. Asystował im
nieco starszy od nich >kolega z Radomia Cezary Filozof. Po dłuższym spacerze Cezary wziął >Grzesia na barana i tak
wyszedł z ul. Świętojańskiej na plac Zamkowy. >Koło drzewa chłopcy się potknęli i wywrócili, ale się podnieśli
>natychmiast i poszli dalej już każdy osobno. Mimo to dwaj ZOMO-wcy >dogonili ich i zażądali okazania dowodów
osobistych. Cezary się >wylegitymował, natomiast Grześ nieświadom grozy położenia odmówił. >Został zaproszony do
radiowozu, a że się opierał, otrz
ymał od ZOMO-wca Ireneusza Kościuka pałką po plecach. Wsiadając do >radiowozu, chłopiec zgubił klapki na bose nogi,
więc do komisariatu przy >ul. Jezuickiej wkroczył na bosaka (klapki pochwycił jeden z kolegów i >pobiegł z nimi za
radiowozem). W komisariacie chłopiec ponownie odmówił >okazania dowodu, tłumacząc, że stan wojenny został już
zniesiony i nie >ma obowiązku noszenia dowodu, za co dostał zbiorowy łomot od >zgromadzonych tam ZOMO-wców. Z bólu
krzyczał tak, że słychać było na >ulicy i usłyszeli go koledzy, którzy właśnie nadbiegli z placu >Zamkowego.
Oficer dyżurny Arkadiusz Denkiewicz poinstruował ZOMO-wców, >by bili - nie pozostawiając śladów na ciele. I istotnie
chłopiec miał >odbite wnętrzności, ale brakowało zewnętrznych śladów pobicia, co >zmyliło później lekarza na
Pogotowiu. Pobito również towarzyszącego >Grzesiowi Cezarego Filozofa, ale jego obrażenia nie były na szczęście
>groźne. Następnie komendant Komisariatu
, kapitan (dziś podpułkownik) Konstanty Machnowski wraz z wizytującym >komisariat kapitanem Romanem Gembarowskim – naczelnikiem wydziału
>Komendy Dzielnicowej MO uradzili, że do mdlejącego chłopca należy >wezwać pogotowie ratunkowe. Co też uczynili, podając atoli
kłamliwą >informację, iż chodzi o psychicznego rzucającego butami i tarzającego >się na ulicy. Wskutek tej dezinformacji chłopiec
trafił nie do chirurga, >który mógł udzielić mu natychmiastowej pomocy, lecz do psychiatry. >Zabrany z Pogotowia przez matkę Grześ
trafił ostatecznie do szpitala i >został zoperowany, ale obrażenia były zbyt poważne, zaś pomoc >przyszła zbyt późno i chłopiec
zmarł. O jego śmierci zawiadomiły >warszawiaków ulotki podziemnej "Solidarności", rozrzucone w okolicy >krzyża kwietnego
przy kościele św. Anny. Te "wrogie" ulotki, a nie >tragiczna śmierć zdolnego maturzysty, dobrze zapowiadającego się poety
>stały się przedmiotem troski kierownictwa MSW z gen. C
zesławem Kiszczakiem na czele. Podjęli oni natychmiastowe kroki, by >zatrzeć ślady milicyjnej
zbrodni i zwalić ją na Bogu ducha winną >służbę zdrowia. Rozpętano też kampanię
propagandową oszczerstw o >Grzesiu, jego mamie i ich otoczeniu. Pogrzeb śp. Grzesia Przemyka
>poprowadził na Powązki ksiądz Jerzy Popiełuszko z kościoła św. >Stanisława Kostki.
Odprowadzały trumnę tysięczne tłumy warszawiaków.
> W czasie pielgrzymki papieskiej do Ojczyzny pani Barbara Sadowska >została zaproszona do kościoła ojców kapucynów przy ul. Miodowej na >spotkanie z ojcem świętym Janem Pawłem II (wtedy też poznałem księdza >Jerzego Popiełuszkę, przebywającego tam z dużą torbą pielęgniarską >jako przedstawiciel duszpasterstwa służby zdrowia). Przed wyjściem z >kościoła Ojciec święty odnalazł w tłumie panią Basię, przywitał >się z nią i po ojcowsku przytulił. Po kilkunastu miesiącach został >porwany przez oficerów SB i bestialsko zamordowany ksiądz Jerzy >Popiełuszko.
> Po 15 latach istnienia III Rzeczypospolitej nikt z mocodawców >powyższych zbrodni nie został ukarany. Nie wiemy też, czy pobicie >Grzesia ze skutkiem śmiertelnym było zaplanowaną akcją SB czy też >ubocznym skutkiem codziennego zwyczaju bestialskiego bicia młodych
Polaków przez ubeckich zbirów. Jeden z moich znajomych opowiadał mi, że >trafił jeszcze przed Grzesiem na ten sam komisariat i wskutek bicia miał >uszkodzoną kość ogonową. Zeznający przed sądem milicjanci od >zwykłego ZOMO-wca aż do ministra Kiszczaka zarzekali się, że żadnego >bicia nie było. Dobry złodziej schwytany za rękę podczas kradzieży >woła: utnijcie rękę, to nie moja ręka!
>
> Antoni Zambrowski
------------------------------------------------------------------
STOP KUPOWANIU W NIEDZIELE!!!
Pamietaj abys dzien swiety swiecil
Nie czyn drugiemu, co tobie nie mile
http://www.wiara.pl/tematcaly.php?idenart93259923
------------------------------------------------------------------