W dniu 19 grudnia 2008 22:05 użytkownik Shot (Piotr Szotkowski) <[email protected]> napisał: > Alek Tarkowski: > >> jaki poziom otwartosci / licencja potencjalnie moze byc dla >> "przelkniecia" dla przecietnego naukowca, ktory wczesniej sie >> z takim modelem w ogole nie spotkal? Czy sa jakiekolwiek argumenty >> za uzyciem warunku ND (bez utworow zaleznych)? Czy jesli uzywac NC >> (uzycie niekomercyjne) to koniecznie z warunkiem SA? > > Z punktu widzenia być-może-przyszłego-naukowca: BY-NC-SA. W moim > zakładzie wątek „jeśli to Ci wyjdzie, to takie firmy jak X będą się > zabijać żebyś dla nich pracował albo sprzedał im prawa" pojawia się > dość często i nie sądzę, by podejście nie-NC było zrozumiałe.
To chyba trochę teoria. Zasadniczo jak coś się publikuje w czasopiśmie, które ma nawet tzw. twardy "copyright" to warto pamiętać, że ten copyright chroni sam utwór a nie ideę naukową jako taką, która jest w tym dziele opisana. Same idee nie są objęte prawem autorskim, czyli samych idei jako takich nie da się "copyrghtować". Copyright dotyczy wyłącznie dzieła, czyli tekstu i grafik, w których ta idea jest opisana. Przykład z mojej branży: Jeśli podasz w w publikacji przepis na syntezę np: nieznanego dotąd antybiotyku, to fakt, że ta publikacja jest "twardo copyright" albo CC-NC wcale nie powoduje, że ktoś nie może tego przepisu wykorzystać do komercyjnej produkcji tego leku. Jedyne czego mu nie wolno to skopiować tekstu tego przepisu i opublikować jako własnego i czerpać z dystrybucji tego tekstu zysku. Samą syntezę może jednak bez przeszkód wdrożyć, a nawet ubiec Cię i ją opatentować. Jak chcesz żeby nikt nie mógł produkować tego antybiotyku wg. przepisu, który wymyśliłeś, to musisz go przed opublikowaniem opatentować. To na jakiej licencji opublikujesz potem ten przepis w czasopiśmie naukowym nie ma już wówczas zupełnie żadnego znaczenia. A jeśli opublikujesz wcześniej, to żadna licencja tej publikacji nie ochroni cię przed możliwością wykorzystania tego przepisu w praktyce. Ten nieszczęsny warunek "NC" jest często zupełnie źle rozumiany. Z nim trochę jest tak jak z myśleniem w stylu "Kalego". Obawa tu jest taka, że jak się nie da tego warunku, to pojawi się "Kali", który będzie "żerował" na naszej pracy. Znaczy, my w "czynie społecznym" coś stworzymy, a "Kali" na tym zbije kasę i nic nam za to nie da. Można tu wyjaśnić, że tak na prawdę - na samej idei "Kali" i tak może zbić kasę - niezależnie na jakiej licencji jest nasza publikacja. Jeśli nam chodzi o to, żeby "Kali" kasy nie mógł zbić - to nie publikujmy, tylko sami zróbmy wdrożenie tej idei, jeśli ona faktycznie jest coś warta komercyjnie... > Argumenty za ND nie przychodzą mi do głowy. ND ma o tyle sens, że wielu naukowców nie chce aby wykorzystywać ich twórczość niezgodnie z ich intencjami. Tzn. oni boją się, że jak dadzą zgodę na tworzenie dzieł pochodnych, to ktoś przepisze 90% ich tekstu, doda do tego jakieś przeinaczające sens tego co stworzyli "głupoty" i opublikuje to pod swoim nazwiskiem. Te obawy uśmierza częściowo wyjaśnienie, że warunek BY wymaga, żeby w dziele pochodnym były podane informacje o źródle i pierwotnym autorze, a z kolei warunek SA powoduje, że wszystkie dzieła pochodne będą musiały przestrzegać naszą licencję, czyli również podawać pierwotne źródło i autora. -- Tomek "Polimerek" Ganicz http://pl.wikimedia.org/wiki/User:Polimerek http://www.ganicz.pl/poli/ http://www.ptchem.lodz.pl/en/TomaszGanicz.html _______________________________________________ Cc-pl mailing list [email protected] http://lists.ibiblio.org/mailman/listinfo/cc-pl
