Informacje o dokumencie
Autor Barbara Cieszewska
Tytuł Siła związkowego lobby
Data wydania 1998.10.24
Dział gazeta/Publicystyka, Opinie

PŁACE W GORNICTWIE

Im większe straty, tym większe płace

Siła związkowego lobby

BARBARA CIESZEWSKA

Kolejne demonstracje górniczych związkowców pod Urzędem Rady Ministrów i
Sejmem nie wynikają z dramatycznej sytuacji tej grupy zawodowej. Mają
pokazać siłę związkowego lobby, które ostatnio traci nieco wpływy w
kopalniach.

Nie bez powodu działacze związkowi różnych odcieni krytycznie wyrażają się o
odprawach górniczych i o tych, którzy za 44 tys. zł zdecydowali się odejść
zzawodu. Można wprawdzie zrozumieć postulat demonstrujących związkowców, by
w ustawie, nad którą pracuje Sejm zapewnić górnikom możliwość wcześniejszego
przechodzenia na emeryturę, bo przy tak ciężkiej pracy wielu może nie dożyć
65. roku życia. Może jednak należało wcześniej skłaniać swych licznych
posłów-górników do dbałości oich interesy, już przy opracowywaniu ustawy.

Poseł Karol Łużniak, kiedyś szef górniczej "S", wie jednak doskonale, że nic
tak nie pomagało im w związkowej pracy jak mały najazd na stolicę. Dzisiaj
jego dawni koledzy robią to samo. Demonstrujący domagali się też wczoraj, by
każdemu górnikowi, który odchodzi z kopalni, nawet z 44 tysiącami złotych,
zapewnić miejsce pracy poza kopalnią. Obecnie zapewnia się odchodzącym
możliwość bezpłatnego przekwalifikowania się, o czym demonstrujący działacze
nie wspominali. W kopalnianych Górniczych A gencjach Pracy górnik może
znaleźć co najmniej kilka kursów, niekoniecznie komputerowych, które z całą
pewnością mogą mu pomóc w znalezieniu innej pracy, pomijając już to, że
górnicy najczęściej mają jakiś konkretny zawód.

Być może trudno się dziwić, że związkowcy walczą też o to, co już zdobyli,
dlatego protestują przeciw przyhamowaniu obecnego wzrostu płac z 12, 5 proc.
(lub więcej) do poziomu inflacji. Naturą związkowca jest zapewne walczyć
oswoje, czyli także o płacę rosnącą szybciej niż inflacja. Jeśli przyjrzeć
się płacom górników, widać wyraźnie, że mają o co walczyć ibędą to z całą
pewnością robić, nie bacząc na to, że górnictwo przynosi coraz większe
straty.

Ceny kreowane przez związkowców. ..

Już dzisiaj średnio sprzedaje się w kraju węgiel 24 zł poniżej kosztu
wydobycia 1 tony. Przy 8 milionach ton węgla leżącego na zwałach nikt
trzeźwo myślący nie powie, że wobec tego ceny są zbyt niskie. Przy tak
wielkim nadmiarze węgla ceny będą spadały i nic nie pomogą demonstracje pod
Sejmem. Poglądy, jakie usiłują głosić węglowi naukowcy, w tym doc. Blaschke,
że cena powinna opierać się na kosztach uzasadnionych, są w zięte wprost z
minionej epoki. To właśnie działacze związkowi usiłują pod Sejmem określić,
czym są koszty uzasadnione -- między innymi płacami rosnącymi szybciej od
inflacji. To, że jeszcze szybciej rosną w branży straty, już związkowców nie
interesuje. Interesuje to już tylko podatnika, bo długi górnictwa umarzane
będą przez budżet, a będzie to prawie 7 mld zł w ciągu najbliższych 4 lat
(nie licząc takiej samej sumy na osłony, likwidacje i szkody górnicze) .

Dzisiaj górnik dołowy w kopalniach Bytomskiej Spółki Węglowej (druga od
końca pod względem wyniku finansowego netto w pierwszym półroczu tego roku)
bez nagród rocznych, czyli wypłaty barbórkowej i XV-tki (tzw. nagrody
rocznej) zarabia najwięcej, bo 2244 zł (wszystkie dane brutto) . Na drugim
miejscu pod względem płac plasuje się Jastrzębska Spółka Węglowa z płacą
górnika dołowego 2125 zł, a na trzecim Katowicki Holding Węglowy, który po
pół roku miał najgorszy wynik finansowy. W katowickich kopalniach górnik
dołowy zarabia w ięc średnio bez nagród rocznych 2111 zł. Pozostałe trzy
spółki oscylują między 1900 zł a 2000 zł (Rudzka --1968 zł, Nadwiślańska --
1938 zł, Rybnicka 1971 zł. i Gliwicka 1844 zł) . Górnicy pracujący w samych
wyrobiskach zarabiają zwykle o 150 -- 200 zł więcej. W Jastrzębskiej Spółce
na przykład górnik zarabia 2520 zł (także bez nagród rocznych) . Do sum tych
należałoby dodać nagrody roczne. Brak takich danych, można jednak w
przybliżeniu założyć, że do tych kwot trzeba dodać około 200 zł miesięcznie.

Po pół roku wszystkie spółki przekraczały 12, 5 procentowy wskaźnik Komisji
Trójstronnej. W kopalniach Jastrzębskiej spółki na przykład o 18, 5 proc. ,
w innych spółkach podobnie. Andrzej Karbownik, prezes Państwowej Agencji
Restrukturyzacji Górnictwa (PARG) zapewniał jednak podczas jednej z
konferencji prasowych, że do końca roku wyniki te z pewnością zmieszczą się
we wskaźniku 12, 5 proc. Być może, choć trudno spodziewać się duszenia płac
pod koniec roku, przy barbórkowych wypłatach i warszawskich demonstracjach.

Płace dozoru technicznego, czyli pracowników inżynieryjno- technicznych, jak
ujmuje się ich w statystyce, są oczywiście wyższe. Średnia dozoru we
wszystkich spółkach i kopalniach wynosiła pod koniec sierpnia 2841 zł, także
liczona bez nagród rocznych. I znów najwyższa była w spółkach najgorszych: w
katowickim Holdingu -- 3061 zł, w Bytomskiej -- 2993 zł awpozostałych
oscylowały między 2600 a 2900 zł.

Robotnicy pracujący na powierzchni (np. zakłady przeróbcze) zarabiają
średnio 1363 zł i znów najwięcej w Bytomskiej Spółce (1592 zł) i Katowickim
Holdingu (1452 zł) .

Zagadka sobót i niedziel

Kiedy o płacach rozmawia się ze związkowcami, zwracają uwagę, by mówić o
płacach bez sobót i niedziel. Porównanie danych o płacach z weekendami i bez
nich ukazuje niewytłumaczalne zjawisko. Otóż na przykład górnicy kopalń
Bytomskiej spółki bez sobót i niedziel zarabiają średnio 1213 zł, a z nimi o
ponad 1100 zł więcej, czyli 2229 zł. Czy oznacza to, że przy tak ogromnym
nadmiarze węgla fedruje się jeszcze w soboty i niedziele? Bo trudno
przypuszczać, że służby utrzymania ruchu pracujące w te dni (stanowią kilka
procent załogi) tak zawyżają średnią. Specjalista PARG dowodzi, że w skład
"wynagrodzeń ogółem", czyli z sobotami i niedzielami, wchodzą nagrody
jubileuszowe (sześciokrotna pensja) , odprawy, chorobowe, urlopy, deputat
węglowy -- 8 ton i więcej. Nie uwzględniają tych elementów tak polecane
przez związkowców "wynagrodzenia w elementach porównywalnych", czyli bez
sobót, niedziel ijak się okazuje wielu innych składników.

Nagroda barbórkowa (dodatkowa pensja) przysługuje wszystkim pracownikom
kopalni, górnikom na dole, robotnikom na górze i urzędnikom w biurach.

Aby obrazu płac w górnictwie był pełny, należałoby pokazać wynagrodzenia
zarządów spółek. Wiadomo, że ostatnio płaca prezesa spółki to ośmiokrotna
średnia krajowa, z możliwością

100 procentowej premii kwartalnej. Można mieć nadzieję, że w kontraktach
menedżerskich jakie będą zawierane w tych dniach, płace prezesów spółek
uzależnione będą od poprawy wyników finansowych. Nie udostępniono nam
natomiast danych o płacach w samych spółkach. PARG twierdzi, że nie zna ich
wysokości, a prezesi spółek odmawiają danych.

5 tys. zł za pompowaniewody

Bez względu na to, pod jakim kątem i w jakiej konfiguracji analizuje się
dane o wynagrodzeniach w górnictwie, widać wyraźnie, że mają się one nijak
do wyników finansowych. Okazuje się, że im większe straty, tym większe
wynagrodzenia. Ani zarządy spółek, ani nikt inny nie panuje nad płacami w
górnictwie. Bo jak na przykład wytłumaczyć to, że w zlikwidowanej już
kopalni "Paryż", gdzie już nie wydobywa się węgla, a tylko wypompowuje wodę,
średnia płaca górnika dołowego wynosi 4992 zł! Przed rokiem, kiedy pracowało
tam więcej osób, płaca wynosiła 2902 zł. To jednak temat na odrębną
historię.

Przyczyn absurdów płacowych jest zapewne wiele. Niewykluczone, że jedną z
bardziej istotnych jest to, że w słabych, zagrożonych kopalniach większa
jest siła i determinacja związków zawodowych. Jeden z wiceprezesów spółki, w
której płace należą do najniższych, błagał, by nie mówić głośno, że inni,
choć gorsi, płacą lepiej, bo od razu będzie miał na karku związki zawodowe,
a wie, że teraz już nie ma szans na podwyżki. Wciągu ostatnich lat
poprzednie rządy, a szczególnie ostatni, w obliczu strajku po cichu zgadzały
się, by prezesi spółek godzili się na żądania związkowców. Chyba tylko tym
można tłumaczyć, że najsłabsza spółka ma najlepsze płace. Katowicki Holding,
który kiedyś miał najlepsze wyniki, płacił tak świetnie -- o czym mówiło się
głośno -- dzisiaj spadł na sam dół listy.

Henryk Nakonieczny, szef górniczej "Solidarności", który dziś organizuje
wyjazdy do stolicy, kiedy jeszcze nie był szefem, mówił, że zupełnie
zaniedbana jest sprawa pomocy dla górników w zdobywaniu nowych zawodów, w
wyszukiwaniu im nowej pracy. Na Zachodzie określa się to mianem outplacement
i jest to norma. Nakonieczny uważał, że można by oddać tę działkę także w
prywatne ręce, z systemem pomocy budżetowej. Śmiejąc się, rzucił nawet
uwagę, że kiedy już będzie miał dość pracy w związku, może założy taką
firmę. Dzisiaj uważa już, że powinno zająć się tym państwo, a płaca górnika
ma rosnąć także wtedy, gdy rosną straty.


---   http://www.zus.cc.pl tego potrzebujesz ! --- 

Odpowiedź listem elektroniczym