http://www.zycie.com.pl/forum.php?id_tekst=34155
> Linia katedr > > Na początku kwietnia PAP podał wiadomość, że niemiecka > archidiecezja katolicka w Berlinie sprzedała kościół pod wezwaniem > św. Jana Kapistrana, będący od połowy lat 80. ośrodkiem > duszpasterskim polskich katolików. Kościół z działką w dzielnicy > Tempelhof kupiła za 2,5 mln euro spółka Avila Management & > Consulting, która zamierza zbudować w tym miejscu dom starców. > > Oczywiście polscy katolicy w ramach rekompensaty otrzymają inny > budynek kościelny, a do dawnej świątyni będą mogli zachodzić jeszcze > maksymalnie przez dwa lata, powiedział proboszcz polskiej Misji > Katolickiej w Berlinie Jacek Pajewski. Rzecznik berlińskiej diecezji podał, > że polski kościół nie jest pierwszym obiektem tego typu wystawionym > na sprzedaż. Powodem handlowania obiektami sakralnymi są długi > diecezji, szacowane na 80 mln euro. W ciągu pięciu najbliższych lat > Kościół berliński zamierza pozbyć się ćwierci swych nieruchomości, > zredukuje etaty, zamknie seminarium duchowne i będzie łączył parafie > > Sacrum na sprzedaż > > Z krótkiej wiadomości wynika kilka równie zastanawiających co > przygnębiających wniosków. Zachodnie Kościoły katolickie - gdyż > przedstawione zjawisko występuje nie tylko w Niemczech, ale także > we Francji, Holandii i w mniejszym lub większym stopniu w całej > Europie za- chodniej - usiłują przetrwać wyzbywając się materialnej > substancji swego posługiwania. Dawniej kapłani, budynki, uczelnie były > potrzebne - teraz stają się zbędne. Kościoły nie widząc innego wyjścia > wobec zaniku zainteresowania kwestiami wiary i szerzej - ży- ciem du- > chowym - w no- woczesnych społeczeństwach konsumpcyjnych > stopniowo redukują własne istnienie. "Zwijają interes", powiedziałby z > satysfakcją ateista albo agnostyk. W świątyniach albo na ich miejscu > powstają domy starców, niewątpliwie w starzejącej się Europie bardzo > potrzebne, dyskoteki, żeby i młodzi mieli się gdzie wyszaleć, a także > inne obiekty użyteczności publicznej, których listę i rodzaj wyobraźnia > trwoży się penetrować. > > Co właściwie sprzedaje się w tego typu transakcjach jak ta zawarta w > Berlinie, w prominentnej dzielnicy Tempelhof? Oczywiście budynki, mury > kościelne, które ulegną zburzeniu albo renowacji, po czym tak > powstały obiekt posłuży już czemu innemu. Ale wraz z materialną > substancją sprzedaje się tradycję, która tej świątyni towarzyszyła od > lat, może od wieków; rezygnuje się z miejsca, które skupiało ludzi w > celu doznania pewnych przeżyć wyższego rzędu; likwiduje obiekt, > wokół którego organizowało się życie religijne. Kościół św. Jana > Kapistrana jest największą polską świątynią w Berlinie, na niedzielne > nabożeństwa przychodzi tam około 5 tys. ludzi, w 2003 roku odbyło się > w nim 600 chrztów, a 400 dzieci przystąpiło do Pierwszej Komunii. Nie > można więc powiedzieć, aby akurat ten obiekt świecił pustkami. Być > może właśnie dlatego stał się solą w niemieckim oku, a może > wrażliwych Niemców raziło, że jest to centrum spotkań Polonii, gdzie - > jak w innych kościołach polonijnych na Zachodzie - można usłyszeć > świeże wieści z kraju, kupić polską prasę, zawrzeć transakcję, znaleźć > zatrudnienie itp. > > Redukowanie stanu posiadania Kościoła katolickiego, wymuszone > spadkiem liczby wyznawców, odbywa się przy jednoczesnej ekspansji > islamu na Europę, o czym wnikliwie pisze obok Tomasz Terlikowski. > Wzrasta liczba wyznawców Mahometa, nowe meczety powstają w > wielkich stolicach Europy i w pomniejszych miastach. Europa zdaje się > nie rozumieć albo nie dbać o to, że podobnie jak kościół św. Jana > Kapistrana każdy taki meczet oznacza nie tylko dom modlitwy, ale i > centrum, wokół którego organizują się wyznawcy. Tu kierują swe > pierwsze kroki mahometanie po przyjeździe na obcy teren, często za > pieniądze z Arabii Saudyjskiej, pochodzące od petromilionerów > owładniętych misją szerzenia islamu na cały świat. > > W zestawieniu z terroryzmem jest to metoda niezwykle skuteczna, > gdyż nie budząca Europejczyków z ich konsumpcyjnego uśpienia. I co z > tego, że wpuścimy do siebie trochę ubogich Arabów; niech sobie > zbudują meczet i wybijają tam swoje pokłony po pięć razy dziennie. My > mamy ważniejsze sprawy na głowie. Terroryzm jako spektakularny i > radykalny sposób załatwienia sprawy ma z punktu widzenia > ekspansjonizmu islamskiego jedną wadę: trudno go nie zauważyć. > > Kwestia symetrii > > Trudno także spodziewać się, by odczucia rodaków posiekanych na > kawałki Hiszpanów w Madrycie albo spalonych w wieżach World Trade > Center Amerykanów nie były jednoznaczne - po takich aktach > utrzymanie słynnej tolerancji przychodzi z najwyższym wysiłkiem. > Odpowiedzią może być mobilizacja, jak w Ameryce, albo strach i > rejterada, jak w Hiszpanii. > > Przypuszczam, że kluczem w podejściu Europy do kwestii islamu jest > brak symetrii. W krajach islamskich w sposób jawny morduje się > chrześcijan, którzy mają odwagę się tam ujawnić, represjonuje ich > rodziny, prześladuje za samą deklarację odstępstwa od islamu. W > Europie mahometanie cieszą się pełnią praw, ponieważ Europa nie dba > o to, jak prawa mniejszości religijnych przestrzegane są gdzie indziej, > tylko przestrzega ich u siebie. Doprowadziło to do eskalacji żądań > islamistów i swobodnej manifestacji ich prawdziwych celów, o których z > taką pasją i potępieniem pisała Orina Fallacci w wywołanej atakiem na > wieże WTC "Wściekłości i dumie". Przykłady zachowań muzułmanów, > zaobserwowanych przez autorkę "Inshallah" na własne oczy, jeżą > włos na głowie; nie chodzi nawet o prostactwo, wyrażające się > obrzucaniem ekskrementami katolickich kościołów. Istotniejsze wydają > się publiczne deklaracje wyższych duchownych muzułmańskich od > Czeczeni po Algierię, składane w obecności kamer telewizyjnych, że > islam obejmie cały świat i taki jest jego dalekosiężny cel. Po > przetłumaczeniu na jeden z języków europejskich brzmi to: "Und > morgen die ganze Welt". I podobnie jak człowiek, który wypowiedział > to hasło, imamowie traktują swe deklaracje bardzo serio, a ich > podopieczni nie poprzestają na słowach. > > Wydaje się zatem, że pierwszym obowiązkiem Europy, o ile chce > przetrwać we w miarę niezmienionej formie, jest złamanie owej > asymetrii praw, wprowadzenie czegoś, co by można określić skrótowo > jako "nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji". Rezygnacja z tolerancji, > tej nowej świętości Europejczyków, może być trudna, na pewno > podniosą się głosy sprzeciwu, pochodzące od przesiąkniętych do > szpiku kości poprawnością polityczną obrońców praw człowieka, praw > do swobodnych praktyk religijnych itp. W istocie bowiem oznacza to > wyrzucenie za burtę jednej z kluczowych zasad, przejętych w spadku > po Oświeceniu, że prawa obywatelskie muszą dotyczyć wszystkich > jednakowo i to, jak kraje naszych mniejszości rządzą się u siebie nie > może mieć wpływu na to, jak my owe mniejszości traktujemy. W takim > podejściu Europa wydaje się bardziej chrześcijańska i papieska niż > sam papież, skoro ochoczo nadstawia drugi policzek i w imię zasad > ryzykuje własnym unicestwieniem w bliższej lub dalszej przyszłości. > Tymczasem tolerancja, która zdążyła stać się celem samym w sobie, > jakby szyldem otwartości i nowoczesności, antonimem zaś ciemniactwa > i zabobonu, oznacza tylko znoszenie z trudem, wytrzymywanie czegoś, > co może być sprzeczne z naszymi przekonaniami. > > Nie ma zatem mowy o tolerancji dla samej tolerancji, choć to ładnie > brzmi albo wygląda w praktyce; zawsze należy pytać, o tolerancję > czego chodzi tym razem i czy nic nas to nie kosztuje. W > skomercjalizowanym świecie, gdzie sprzedaje się nawet kościoły, > pytanie o koszty wydaje się niezwykle istotne. Jeśli cytowaliśmy tu > słowa Hitlera, pora przypomnieć innego klasyka marketingu, który > chciał powiesić kapitalistów na pasku, który "nam sami sprzedadzą". W > nowej wersji, w sam raz na potrzeby wojującego islamu, zasada ta > mogłaby brzmieć: wykończymy ich własną tolerancją, skoro pozwalają > ją stosować przeciw sobie. > > Czy sytuacja istotnie jednak wydaje się aż tak groźna, byśmy musieli > przeformułować kanon naszych świętych zasad postępowania, którymi > chlubimy się i które uczyniły z nas Europejczyków? Na fundamentalizm > religijny jednego typu skuteczną odpowiedzią i antidotum może być > tylko fundamentalizm religijny innego typu. Odeprzeć islam można tylko > w jeden sposób: stosując fundamentalizm katolicki. Czyli to, czego > Europa zachodnia nie ma wcale, a i resztek wyzbywa się z > zadziwiającą niefrasobliwością. Nie bez kozery papież mówi o > rechrystianizacji Europy; misjonarzy trzeba wysyłać do Afryki i Azji, lecz > zdaje się, że przede wszystkim do Europy. Być może - tego nie wiemy - > u źródeł poparcia papieskiego dla polskiego wstępowania do Unii, > która to decyzja w dużej mierze zaważyła na wynikach polskiego > referendum, a może je nawet przesądziła - stoi nadzieja, że polski > katolicyzm podsyci obumierający katolicyzm zachodni. > > Mury Europy > > Lecz co będzie, jeśli się nie uda ocalić Europy przed islamem - bo dziś > więcej wskazuje na fiasko tego scenariusza, zwłaszcza przy żwawej > współpracy zagrożonych? W tym celu musimy zajrzeć w przyszłość, > taką jaka rysuje się dziś. Rozwój wydarzeń może pójść dwutorowo. > Europa obudzi się i rozpocznie przeciwdziałanie, ale im później to > nastąpi, tym radykalniejszych środków przyjdzie się imać. W efekcie > tak czy owak trzeba będzie zrezygnować z kultu bożka tolerancji i > otoczyć się murem przed napływem wyznawców islamu - murem > rozumianym nie dosłownie, lecz równie szczelnym. Będzie to mur > zakazów prawnych dla gmin muzułmańskich, a także barier i restrykcji > dla przybyszów z krajów Allaha. Mur ten stanie na lotniskach, w > portach i na granicach, a będzie na tyle szczelny, na ile uda się to > zapewnić rządom i administracjom. Jak wykazują doświadczenia > amerykańskie z "wets" nad Rio Grande - nigdy nie jest on szczelny w > stu procentach. Problem islamistów pozostanie; rozwiązywać go > przyjdzie przez bezwzględne deportacje. > > Mur, o którym piszę, będzie poddany nie byle presji, gdyż zmagania > będą się odbywać w ramach wielkich migracji ludności z ubogiego > Południa na bogatą Północ, czego początkom świadkujemy już dziś. > Masa ludzi, nie tylko z krajów islamu, runie na Europę i Amerykę, > widząc tam upragniony Eden. Niektórych przybyszów Europa będzie > musiała wpuszczać, bo się bez nich nie obejdzie - już dziś potrzeby > pracowników napływowych na terenie Unii szacuje się na jakieś 150 > milionów ludzi tylko w ciągu najbliższej dekady. Niestety, jeśli nie chce > się mieć własnych dzieci, bo przeszkadzają korzystać z życia, trzeba > będzie niańczyć - oczywiście nie dosłownie - dzie ci imigrantów. > Przyznając ich rodzicom świadczenia rodzinne, zapomogi, środki na oś- > wiatę itd. Nie sądzę, aby oby- ło się bez wzrostu fali ksenofobii, a > może nawet lokalnych walk na tle rasowym tu i ówdzie, na skalę > jednak większą niż to co do tej pory obserwowaliśmy np. w Wielkiej > Brytanii. > > W sytuacji skrajnej może dojść do wojny, do czego pretekstu > dostarczy choćby represjonowanie muzułmanów przez Europę (czyli > rezygnacja z bożka tolerancji albo domaganie się symetrii w > traktowaniu mniejszości religijnych). Europa starych ludzi - bo > nieuchronne starzenie się społeczeństw europejskich będzie > postępować - tej wojny nie wygra, więc będzie się starała do niej nie > dopuścić. Lecz nie dopuścić będzie można tylko za cenę ustępstw, co > czyni bardziej prawdodobnym scenariusz uległości, zapoczątkowany i z > sukcesami praktykowany już dziś, lub scenariusz zamykania się za > murem we własnych granicach. Tak czy owak świat rozpęknie się na > dwie części, nawzajem antagonistyczne: na przepaści ekonomiczne > nałożą się różnice religijne. > > Dopiero w tym kontekście widać, o co toczy się gra i jak istotne są > zmagania o preambułę konstytucji europejskiej. Pierwsze utarczki > przyszłej wielkiej konfrontacji odbywają się w Iraku i Afganistanie. Lecz > Europa wciąż śpi, nie zdając sobie sprawy z powagi zagrożenia. > Ameryka po doświadczeniu na dolnym Manhattanie wydaje się po- > zbawiona złudzeń, bo zareagowała na- tychmiast; Europa zbiera się z > ociąganiem i bez przekonania, czego najlepszym dowodem rozłam, jaki > powstał w obliczu wojny w Iraku. Konsekwencją może być podział na > taką Europę, która ma ochotę zachować swą tożsamość i na tę, która > włoży szyję w obrożę obcego fundamentalizmu i będzie się budzić przy > zawodzeniu muezinów. > > Gdy kościoły kompletnie już wyjdą z użycia - > Na co je przerobimy? Może tylko jeszcze > W paru katedrach będą chroniczne muzea > Z cyborium i monstrancją w zamkniętej gablotce, > A w innych, omijanych jak zwiastuny nieszczęść, > Będą mieszkać za darmo kałuże i owce? > > - pisał Philip Larkin w wierszu "Chodzenie do kościoła" już w 1955 roku > (tłum. Stanisław Barańczak). > > W przeszłości wierzono, że linia katedr wyznacza obszar > chrześcijańskiej Europy. Gdzie katedry, czy skromniej - kościoły - tam > jeszcze mamy do czynienia z Europą. Potem ta zasada została > zakwestionowana: Europa postanowiła obyć się bez kościołów, do > tego stopnia, że niektóre z nich sprzedaje, inne przeznacza dla > doczesnych celów. Ta krótkowzroczna praktyka, kojarząca się jako > żywo z sowiecką degradacją kościołów na magazyny, spichrze i muzea > ateizmu, będzie musiała zostać porzucona, jeśli Europa chce pozostać > Europą. Albo linia katedr będzie znowu wytyczać jej umowne granice, > albo po latach archeologowie odkopią tu ruiny starożytnych świątyń, > jak dziś w Nubii i innych miejscach północnej Afryki, gdzie kiedyś kwitło > chrześcijaństwo. > > MAREK ORAMUS
