>> Może mają zniżki od wydawnictwa na egzemplarze "mniej udane", dzięki >> czemu są konkurencyjni wobec reszty?...
>Przy okazji ksiazka chyba nie widziala korektora. Zdarzaja sie partie, >strona po stronie gdzie w wyrazach brakuje liter badz sa one >przestawione. Jeden (nie czytalem jeszcze calosci) z przykladow >pochodzacy niewatpliwie z "Lalki" Boleslawa Prusa podpisane jest H. >Sienkiewicz. > >Ponadto w rozdziale na temat paginacji czytam: nie stosuje sie paginacji >jezeli ilustracja badz tabela zajmuje calosc kolumny (strony). W ksiazke >"Typografia..." akurat znajduje sie ilustracja calostronicowa jednakze >autor nie zrezygnowal z zywej paginy. Osobiscie sam w ten sposob skladam >i nie uwazam to za blad ale czy jest to prawidlowe? > >Osobiscie polecam ksiazke Pana Chwalowskiego, mnie bardzo sie przyda. >Zastanawiam sie tylko czy mozna usprawiedliwic bledy w "materii" o >ktorej sie pisze. Jezeli chodzi o mnie to na pewno pozbylem sie >kompleksow jako skladacz. Błedów składania usprawiedliwić nie można. Ale błąd błędowi nierówny, czasami nie należy mówić o błędzie, tylko o odstępstwie od reguły (piszę o tym we wstępie do książki). To, o czym Pan pisze, to była świadoma decyzja. W tym konkretnym przypadku chodziło o to, że rozdziały są bardzo krótkie i uznałem, że brak paginy będzie wygładał źle -- w rozdziale 7: brak paginy (pierwsza kolumna rozdziału), potem pagina jest, potem brak paginy (całostronicowa ilustracja) i następne dwie kolumny z paginą. Takich odstępstw od reguł opisywanych w książce z samą książką jest zresztą więcej. Co do korekty: tu brzydko trochę się uchylę od odpowiedzialności. Pierwsza korekta, jaką dostałem od wydawcy wołała o pomstę do nieba. Po nieśmiałych protestach dostałem drugą, jak widać też niezbyt dobrą. Na końcu robiłem też korektę autorską, ale jak widać parę rzeczy mi umknęło. W wydawnictwie, dla którego składam książki standardowo są trzy korekty -- redakcyjna, potem po wprowadzeniu poprawek korekta autorska i końcowa korekta w wydawnictwie. Czasami jest ich więcej. Tu tego nie było i efekty widać, niestety. Generalnie z formy książki nie jestem zadowolony, począwszy od formatu (co narzuciło brzydki dwułamowy układ kolumny), poprzez fatalny druk, nietrzymanie registru, po niestaranną korektę. W poprzednim poście pisałem o moim świadomym wyborze co do formy książki (związanym z wyborem wydawcy). Należało chyba dopisać, że o ile wybór był świadomy, to widząc efekty, nie był to chyba wybór właściwy. Ponieważ nie jest to forum do tego typu dyskusji (choć chciałem jakoś zareagować), spuśćmy na ten nieprzyjemny dla mnie temat zasłonę milczenia. Chętnie natomiast podyskutowałbym o treści książki. z poważaniem Robert Chwałowski
