Prosze Panstwa.
Niejako spodziewalem sie, ze odpowiedz o sytuacji w USA nadejdzie spoza granic.
Widocznie z odleglosci lepiej widac.:)
>
> Wydaje mi sie ze na wiekszosc powyzszych pytan,dotyczacych szkol
> publicznych w USA, spokojnie mozna odpowiedziec-NIE.
Zyjac tu moge powiedziec, ze Pan Jurek ma 100 procent racji, albo, ze
calkowicie sie myli. W obu przypadkach bedzie to prawda.
Szkoly w USA sa prywatne i stanowe. Kazdy stan ma wlasna polityke, kazda
szkola w danym stanie moze miec wlasna polityke, a w szkolnictwie wyzszym
nawet kazdy campus (brak mi polskiego odpowiednika - filia?) ma wlasna
polityke administracyjna i wlasny program wychowawczy.
Jest np. szkola wymagajaca by uczniowie nosili ksiazki w przezroczystych
torbach. Jest inna z bramkami do wykrywania metalu; szkoly moga miec
wlasna policje albo sluzby pozadkowe; w wielu jest psycholog i dobry program,
a w wielu pewnie nie ma nic. Sa szkoly z programem dla ciezarnych uczennic
i takie ktore ciezarna uczennice natychmiast wydalaja. W jednych obowiazuje
mundurki a i innych mozna nosic kolczyki w nisie i nie tylko. Jest to cena
wolnosci, a ja zwyklem mowic ze Amerykanie sa jej wiezniami (wolnosci
znaczy).
Jakosc nauczania jest tez rozna i roznie moze byc oceniana. Ja twierdze, ze
nawet slaba szkola stwaza doskonale warunki do nauki dla tych ktorzy uczyc
sie chca. Pamietam moja nieuprzejma odpowiedz jednej z Polek ktora dlugo
zachecalem do nauki: "no i czego moze mnie nauczyc ta panska szkola?"
Bez namyslu, zrezygnowany odpowiedzialem "niczego. Dokladnie" majac na
uwadze powyzsze. Ach , dlugo by o tym.
Szkoly w mojej okolicy aktywnie wspoldzialaja z rodzicami, wizyty w szkole
rodzica sa prawie obowiazkowe, a przed rozpoczeciem roku mialem w domu
wywiad srodowiskowy ze szkoly syna.
Moi bliscy przyjaciele wyprowadzili sie z disi do sasiedniego stanu gdy im
dzieci podrosly do wieku szkoly sredniej.
AS