On Tue, 27 Apr 1999 15:45:54 +0000, A. M. Sikorski wrote:
>W mojej skromnej opinii wszyscy pomijamy najwazniejszy punkt.
>Tu nie chodzi o bron.
>Tu nie chodzi o Hitlera.
>Tu nie chodzi o kulture gotycka.
>Tu nie chodzi o wzorce.
>Tu nie chodzi o okreslenie ktore dzieci narazone sa na takie
>zachowania.
>
>Tu chodzi o nasz upadek jako rodzicow.
>Tu chodzi o nasz upadek jako spoleczenstwo.
>
Wprawdzie mowimy tu o szkole amerykanskiej w zwiazku z ta
wstrzasajaca tragedia, specjalnie jednak wysylam moj stary posting
dotyczacy polskiej szkoly, gdyz problem pozostaje ten sam.
Co uzdrowiac: rodzine czy szkole? Z rodzina amerykanska dzieje sie
chyba naprawde nieciekawie. W wiekszosci wypadkow przestala
spelniac swa podstawowa wychowawcza role. Boryka sie z
trudnosciami finansowymi, z rozwodami, romansami ktoregos rodzicow
na boku, z praca zawodowa samotnych matek na maksa, z wypruwaniem
sobie zyl przez ojca - karierowicza. Pogon za dolarem, z tego, co
slysze, to w Ameryce jakby wciaz funkcjonujaca "goraczka zlota",
to dewiza na zycie przeslaniajaca wszystko inne. Wiecej,
efektywniej, intensywniej, bo inaczej nie utrzymasz sie na wysoko
postawionym poziomie. Efekt: dziecko wraca do domu, by cos zjesc,
by sie przespac, by wyludzic potrzebne mu kieszonkowe. Poza tym
jest pozostawione samemu sobie.
Ile godzin pozostaje uczen na terenie szkoly? Zapewne wiekszosc
dnia. Czy w szkole amerykanskiej, podobnie do francuskiej szkoly,
jest regulamin podpisywany na poczatku roku przez ucznia i
rodzicow, czy rodzice sa powiadamiani listownie o kazdym
spoznieniu dziecka na zajecia, czy musza pisemnie usprawiedliwic
kazda, nawet jednogodzinna nieobecnosc dziecka w szkole? Czy
szkola informuje rodzicow, zadajac potwierdzenia o przyjeciu do
wiadomosci o kazdym zawieszeniu zajec, z takich czy innych
powodow? Jak wyglada wspolpraca szkoly z domem? Czy sa
przewidziane spotkania nauczycieli z rodzicami? Czy dziala na
terenie szkoly stowarzyszenie rodzicow i tzw. komitet uczniowski?
Czy sa opiekunowie spoleczni majacy za zadanie drenowac w razie
potrzeby pozaszkolne srodowisko ucznia? Czy jest w publicznej
szkole zatrudniony psycholog, interweniujacy w tzw. trudnych
przypadkach? Czy przy wejsciu i wyjsciu ze szkoly czuwaja
dyzurujacy - pilnujacy, by nikt spoza szkoly nie wszedl na jej
teren, by przeszkodzic przepychankom czy bojkom, by miec oko na
to, co wnosi uczen na teren szkolnego obiektu? Postawilam tu same
znaki zapytania, bo nie mam pojecia, jakie sa realia amerykanskiej
szkoly. Jesli chodzi o Francje, na te wszystkie pytania odpowiadam
pozytywnie. Jak jest w Ameryce? Jesli tego wszystkiego nie ma, a
jest to wedlug mnie niezbedne minimum, nie tylko w rodzinie, ale i
na terenie szkoly dziecko jest pozostawione samemu sobie.
Nikt nie lubi byc sam, ciagnie do innych. Z poczucia psychicznej
stabilnosci, z potrzeby przynaleznosci do grupy, dla zapewnienia
sobie chocby pozornego poczucia bezpieczenstwa, dzieciak szuka
chocby nieformalnych struktur jakos tam zorganizowanych,
narzucajacych kryteria postepowania, opartych na jakims tam
sposobie zycia, stawiajacym oczekiwania i zadania do spelnienia, a
wiec to wszystko, czego nie znalazl ni w szkole, ni w domu. I tak
powstaja mlodziezowe gangi. A z gangu do przestepstwa droga
krotka. W omawianej tu tragedii wzielo udzial zaledwie dwoch
chlopcow. ale to niczego nie zmienia: przyczynowosc, motywacja,
mechanizm dzialania pozostaja ten same.
Oczywiscie nie chce tu zupelnie slepo idealizowac francuskiej
szkoly. I tu oczywiscie bywaja grozne sytuacje: tzw. bezplatna
przemoc, narkomania mlodocianych, przejawy rasizmu, pobicie
nauczyciela, itp. Policja bywa na terenie szkoly dosc czestym
gosciem. Kilka lat temu doszlo tez do okrutnej zbrodni -
czternastolatka motywowana prawdopodobnie zazdroscia powiesila
kolezanke z klasy przy uzyciu dzieciecej skakanki, nie gdzie
indziej, a wlasnie w szkolnej ubikacji. Ale takie dramaty moga
zdarzyc sie wszedzie. Co innego mlodziezowy gang lub jak w tym
przypadku ci dwaj chlopcy realizujacy bez najmniejszych przeszkod
od dawna planowana i szczegolowo opracowana akcje. Jak to mozliwe,
ze nikt ni z rodziny tych dzieci, ni w szkole niczego nie widzial,
niczego nie podejrzewal lub nie wzial na powaznie omawianej
podobno "rozruby"? Odpowiedz juz znacie - te dzieciaki byly
pozostawione samym sobie.
Magda N