On 4 Jun 02, at 9:32, GU wrote: > Dziennik Polski > Nr 129 (1315) > Rok IV > http://dzisiaj.dziennik.krakow.pl/ > > dzial "Magazyn" > > --------------- > > BOGDAN WASZTYL > > Rachunek za pale > > Trybunal Praw Czlowieka w Strasburgu rozpatrzy skarge na polskie wladze za >dyskryminowanie bylych dzialaczy opozycji demokratycznej poszkodowanych przez system >totalitarny. > > > Lidera siedleckiej "Solidarnosci" w latach 1980-81 Ryszarda Wisniewskiego nekano >specyficznie - nie zostal internowany, natomiast wciaz byl nachodzony przez esbeków, >przesluchiwany, szturchany, bity, straszony. Rozpuszczano o nim najgorsze plotki. > > Organizm nie zniósl ciaglego napiecia. Od 1983 roku - z krótkimi przerwami - >Wisniewski wciaz sie leczy. Dzis jako 47-latek jest inwalida I grupy i jezdzi od >szpitala do szpitala. Ma za soba udar mózgu i zawal serca, zzera go miazdzyca. 400 zl >renty nie wystarcza na leki. - Lekarze powiedzieli mi, ze jesli nie wykupie leku za 1800 zl, moge umrzec. Nie wykupie, bo nie mam za co - przyznaje z rezygnacja. > > Prawie dwa lata temu Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych wystapilo do >premiera Buzka z prosba o przyznanie Wisniewskiemu renty specjalnej. Premier odmówil. Przed kilkoma miesiacami pod obny wniosek otrzymal premier Miller. Równiez odmówil. > > - Nie znam przypadku, by jakikolwiek esbek nie posiadal srodków do zycia dla siebie >i rodziny, ni e mial mozliwosci ksztalcenia dzieci, leczenia, byl glodny i bezdomny. Panstwo oplaca wysokie renty i emerytury tysiacom funkcjonariuszy aparatu represji. Ich ofiary nie tylko utracily zdrowie, ale i szanse na godziwe zycie - mówi Janusz Olewinski, przewodniczacy stowarzyszenia. > > Przed kilkoma tygodniami stowarzyszenie wystosowalo do Trybunalu Praw Czlowieka w >Strasburgu skar ge na polskie wladze, które dyskryminuja oraz lekcewaza bylych dzialaczy opozycji demokratycznej po szkodowanych przez totalitarny system. We wniosku jest mowa o dyskryminacji rentowo-emerytalnej ora z o umarzaniu dochodzen z powodu przedawnienia bez wzgledu na czas zlozenia pozwu. - Kazdy z nas, k tóry udal sie po sprawiedliwosc do sadu, odczul na wlasnej skórze, co to znaczy kpic z prawa. By ni e uwzgledniac naszych roszczen, sady i prokuratury dowodza, ze legalne bylo to, co oczywiscie bylo nielegalne, zadaja od nas zaswiadczen, których nie mozemy posiadac, bo nikt takich dokumentów nie w ystawial - dodaje Olewinski. > > Odrzuceni > Jest ich kilka tysiecy. Zaden z nich nie mial szczescia pokazywac sie w poblizu >ówczesnych tuzów opozycji. Dzialali w mniejszych osrodkach, w mniej znanych zakladach. I byc moze dlatego na nich sp adl glówny ciezar represji stanu wojennego, wywracajac im zycie, przerywajac kariery, odbierajac zd rowie. Dzis sa slabi, schorowani, biedni, zgorzkniali. Pozostaja poza glównym nurtem zycia, poza po lityka. Za starzy, by walczyc o lepsze warunki zycia, ze zbyt skomplikowanymi zyciorysami zawodowym i (krótszy staz pracy z powodu licznych zatrzyman, internowania, wiezien, zakazu zatrudniania), by przyslugiwaly im godziwe renty. > Janusz Olewinski - II grupa inwalidzka, nieco ponad 400 zl renty, Leon Zbikowski - >400 zl emerytu ry, Wladyslaw Kaludzinski - II grupa inwalidzka, ponad 400 zl renty, Piotr Baczek, Andrzej i Zygmun t Golawscy, Ryszard Piekart... Co chwila którys z nich musi sie poddac kosztownemu leczeniu, by rat owac zycie. Nie stac ich na to. > > Ponad dwadziescia lat temu byli nie tylko mlodsi, ale i zdrowi, silni, pelni >nadziei. Zakladali " Solidarnosc", mobilizowali ludzi, uczyli sie spolecznego zaangazowania. Najwazniejsza dla nich byla sprawa. - Chcielismy, aby nasze dzieci uczyly sie prawdy z podreczników historii, aby nie musialy sie bac wszechwladnej bezpieki i komunistycznych kacyków - mówi Kaludzinski. > Przeciwko takim jak oni wprowadzono stan wojenny. Wiekszosc z nich znalazla sie w >osrodkach dla i nternowanych. Niektórzy mieli nieszczescie trafic do Kwidzyna, gdzie nastapila najbrutalniejsza wie zienna pacyfikacja stanu wojennego. Dzis twierdza zgodnie, ze ich zycie zostalo rozbite przez sluzb e wiezienna 14 sierpnia 1982 r., a potem podeptane przez prokurature i sad. > > Bij, nie zabij > Byla sobota. Od rana przed brama osrodka gromadzily sie rodziny, które nawet z >najdalszych okolic przyjechaly na widzenie. Do Kwidzyna zjezdzaly tez oddzialy sluzby wieziennej z okolicznych zaklad ów. Kapitan Juliusz Poblocki, komendant obozu, zakazal widzen z rodzinami. Niezadowoleni wiezniowie zaczeli uderzac w blaszane talerze. Ktos kilkakrotnie uchylal bramy osrodka. - To byla prowokacja - mówi Kaludzinski. - Szukali pretekstu, by sie z nami rozprawic. Ale nie znalezli. > > Na dziedzincu pojawily sie oddzialy w rynsztunku bojowym - w kaskach, z tarczami i >szturmowymi, 9 0-centymetrowymi palami. W ruch poszly armatki wodne. Internowani rzucili sie do cel. Kaludzinski z eskoczyl z dachu wprost pod buty nacierajacych. Kazali mu podniesc rece. Uderzali - w glowe, w zola dek, znów w glowe. Stracil przytomnosc, padl, nie czul, jak go kopali i tlukli. Gdy sie rozstapili, lezal w kaluzy krwi. Rzucili obok niego nadpalony materac i poszli dalej, do pawilonu II. > > Najpierw tlukli w celach. Potem staneli w szpalerze na korytarzu i urzadzili sciezke >zdrowia. Ofi ary, które przez nia przebrnely, trafialy do swietlicy na koncu korytarza. - Na ciele jednego z nic h naliczylismy 50 sladów po uderzeniach - przypomina sobie Pawel Kucharski. Pózniej w swietlicy odb yla sie selekcja - klawisze wybierali tych, którzy powinni przejsc przez sciezke jeszcze raz. Pastw ili sie nad nimi jeszcze bardziej - nie tylko okladali palami, kopali lezacych, rzucali nimi o scia ne. > > W pawilonie I nie bylo sciezki zdrowia. Tam katowano wybiórczo, za to skrupulatnie. >Z celi braci Golawskich wszyscy trafili do szpitala. Janusza Tolloczke bito tak dlugo, az polamal sie gips na je go nodze. Niektórych, juz pobitych, podrzucano pod sufit i pozwalano im spadac na betonowa posadzke . W jednej z cel, gdy po raz czwarty otwarly sie drzwi, trzykrotnie pobity internowany blagal, by g o od razu zabili, bo nie zniesie czwartego bicia. > > Pacyfikacja trwala ponad 12 godzin. 80 osób zostalo pobitych, ponad 40 wymagalo >natychmiastowej h ospitalizacji - Radek Sarnicki przeszedl trepanacje czaszki. Kaludzinski, Olewinski i Piekart zosta li inwalidami. Lekarz wiezienny stwierdzal najczesciej "podbiegniecie krwia", przepisywal dwie tabl etki gardanu i odmawial skierowania do szpitala. Zarówno on, jak i sluzba wiezienna zarzucali inter nowanym symulowanie. Kilku oberwalo od klawiszy w drodze od lekarza. > > - Mieli slady butów na ciele, odbite nerki, porazone kregoslupy, wstrzasy mózgu, >uszkodzone wnetr znosci, odklejone spojówki oczu, spiaczki, odszczepione kosci, zlamane zebra i obojczyki... - Slysz alam, ze niektórym wyrywano brody - wspomina Bozena Rogowska, która wówczas pracowala w kwidzynskim szpitalu, a od kilkunastu lat przebywa na misjach w Kamerunie. - Za pomoc poszkodowanym kilka lat pózniej zostalam zwolniona z pracy. > Po pacyfikacji zaklad byl kompletnie zamkniety. Nie wpuszczono ksiedza, by odprawil >msze sw., nie wpuszczono biskupa warminskiego, nie wpuszczono lekarzy przyslanych pod koniec sierpnia przez Epis kopat. Solidarna glodówka wiezniów doprowadzila do wizyty w Kwidzynie przedstawicieli Miedzynarodow ego Czerwonego Krzyza. > > Prawo na sciezce zdrowia > Janusz Olewinski ma kiepskie zdrowie, malo pieniedzy i duzo czasu. Po wyjsciu z >Kwidzyna nie wróc il juz do pracy, przeszedl na nedzna rente inwalidzka. Wegetuje od lat, od lat dopomina sie tez o s prawiedliwosc i rekompensate dla siebie i kolegów bedacych w podobnej sytuacji. Bezskutecznie. - Wi elu kolegów skorzystalo z "wilczych biletów" i wyemigrowalo. Oni przynajmniej jakos ulozyli sobie z ycie i unikneli wielu rozczarowan - mówi Olewinski. > O pociagniecie do odpowiedzialnosci sprawców masakry dopominali sie juz wtedy. >Glodowali. - Przyj echal jakis oficer z prokuratury wojskowej i zapowiedzial, ze bedzie dochodzenie - przypomina sobie Kaludzinski. W rzeczywistosci byly dwa postepowania prokuratorskie - jedno w sprawie pobicia wiezn iów, drugie przeciwko wiezniom oskarzanym o napasc na funkcjonariuszy. To pierwsze zakonczylo sie u morzeniem z powodu amnestii w 1983 r. To drugie - aktem oskarzenia przeciwko szesciu internowanym i wyrokami od roku do dwóch lat wiezienia. > > - To byla parodia procesu - zgodnie twierdza skazani wówczas Golawscy i Kaludzinski. >- Proces toc zyl sie w oparciu o fikcyjne protokoly funkcjonariuszy sluzby wieziennej. Nie dopuszczano na rozpra we powolanych swiadków obrony, a caly proces sledzili na biezaco pracownicy Sluzby Bezpieczenstwa.
> > Wszyscy zapamietali sedziego Alfonsa W. Gdy jeden ze swiadków opowiadal, jak >klawisze ciagneli go po posadzce, trzymajac za brode i wyrywajac mu ja, sedzia mial skwitowac: "To jakas marna ta broda byla". Wniosek o zmiane skladu orzekajacego odrzucil elblaski Sad Wojewódzki, a apelacje pobitych - Sad Najwyzszy. Skazani wyszli z wiezien dopiero na mocy amnestii z 22 lipca 1983 r. > > W nastepnych latach dzielili wspólny los - klepali biede, nie mogli znalezc pracy >albo nie mogli pracowac ze wzgledu na stan zdrowia. Poddawani ciaglym szykanom bezpieki, zmagali sie z wlasnym str achem i slabosciami, niektórzy popadli w choroby psychiczne, innym zaczely rozpadac sie rodziny. Pr zelom ustrojowy z 1989 r. przyjeli z ogromna nadzieja, ale rychlo przyszedl zimny prysznic. > > Latem 1990 r. w Tygodniku Solidarnosc zobaczyli zdjecie z jakiejs konferencji w >sztumskim zakladz ie karnym, na którym obok ks. pralata Henryka Jankowskiego, najblizszego wspólpracownika Lecha Wale sy, siedzial usmiechniety pplk Juliusz Poblocki, wówczas zastepca naczelnika tego wiezienia. - Pami etalismy tego czlowieka jako bezwzglednego kata, za którego przyzwoleniem odbyla sie kwidzynska mas akra - mówi Olewinski. - To bylo metodyczne, drobiazgowo zaplanowane katowanie bezbronnych ludzi. D o dzis mam przed oczami Poblockiego w otoczeniu nadskakujacych mu oficerów. > > W 1991 r. Sad Najwyzszy uchylil wyrok skazujacy szesciu internowanych za czynna >napasc na funkcjo nariuszy sluzby wieziennej, wyraznie stwierdzajac, ze "w sposób skrupulatnie zaplanowany, dobrze pr zygotowany i dobrze wykonany aparat przemocy chcial dac internowanym lekcje pokory i pokazac, ze go dnosc ludzka zalezy od funkcjonariusza". Sad Najwyzszy stwierdzil równiez, ze w Kwidzynie funkcjona riusze popelnili nie tylko przestepstwo przeciwko internowanym, ale takze przeciwko wymiarowi spraw iedliwosci, procedurom demokratycznym i zasadom, w których winno funkcjonowac prawo. Prokuratura je dnak nie wszczela sledztwa z urzedu przeciwko odpowiedzialnym za masakre. > > Kaludzinski wyslal do Okregowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu >w Elblagu sk arge na sluzby wiezienne. Komisja odmówila wszczecia dochodzenia z powodu przedawnienia. Olewinski w tej samej sprawie zlozyl doniesienie do prokuratury. Prokuratura nie wszczela sledztwa z tych sam ych powodów, co komisja. W 1996 r. Olewinski, zwatpiwszy w deklaracje Sejmu RP i zwiazku zawodowego "Solidarnosc" o gotowosci zadoscuczynienia poszkodowanym przez totalitarny system, zlozyl w elblas kim sadzie pozew przeciwko skarbowi panstwa o odszkodowanie za bezprawne uwiezienie (internowanie) i utrate zdrowia (II grupa inwalidzka). > > Dwa lata pózniej zapadl wyrok - sad uznal, ze rzeczywiscie internowanych w Kwidzynie >zmasakrowano , ale nie zakwalifikowal tego jako przestepstwa przeciwko zdrowiu i zyciu, które sie nie przedawnia . Przedawnily sie tez - zdaniem sadu - roszczenia Olewinskiego. Sad Apelacyjny w Gdansku podzielil poglad sadu pierwszej instancji, mimo ze w tym czasie weszla w zycie Ustawa o Instytucie Pamieci Na rodowej, pozwalajaca zakwalifikowac kwidzynski epizod jako zbrodnie komunistyczna, która sie nie pr zedawnia. > > Prawo na sciezce czasu > W styczniu tego roku sprawe Olewinskiego ocenil Sad Najwyzszy, orzekajac >jednoznacznie, ze przeda wnienie nie nastapilo. Przy okazji SN wskazal "na potrzebe uwzgledniania prawdy historycznej, z któ rej wynika, ze system byl totalitarny i nie dawal mozliwosci faktycznych skutecznego dochodzenia ro szczen". SN podkreslil tez, ze "fakty historyczne dotyczace represji wobec dzialaczy opozycji demok ratycznej (równiez akty prawne i ich wykladnia) jako powszechnie znane nie wymagaja dowodu". Sad za znaczyl równiez, ze "w kazdej sprawie o roszczenie odszkodowawcze (jezeli podniesiono zarzut przeda wnienia) sad powinien rozwazyc, czy nie zachodzila przeszkoda powodujaca, ze przedawnienie nie rozp oczelo biegu". > > - To bezprecedensowy wyrok - cieszy sie Olewinski. - Pierwszy raz mam odczucie, ze >sad potraktowa l mnie godnie i sprawiedliwie. Sad Najwyzszy podal w watpliwosc rzetelnosc nagminnych dotychczas pr aktyk polskich sadów oceniajacych totalitarna przeszlosc. > Mniej wiecej w tym czasie, kiedy sprawa Olewinskiego trafiala do Sadu Najwyzszego, >zalozone przez Wladyslawa Kaludzinskiego Stowarzyszenie Represjonowanych "Pro Patria" slalo pisma do Ministerstwa Sprawiedliwosci i Krajowej Rady Sadownictwa o pociagniecie do odpowiedzialnosci sedziów wydajacych przed laty wyroki w sprawie kwidzynskiej. > W polowie lipca 2000 r. Krajowa Rada Sadownictwa skierowala do Sadu Dyscyplinarnego >wnioski przec iwko szesciu sedziom orzekajacym w procesach kwidzynskich. Nie wiadomo, jak ich postawe ocenil Sad Dyscyplinarny, bowiem utajnione sa zarówno wnioski, jak i przebieg rozprawy oraz werdykty sadu. > > Równiez gdanski oddzial Instytutu Pamieci Narodowej wszczal sledztwo w sprawie >kwidzynskiej. Nie wiadomo jeszcze, czy zakonczy sie ono aktem oskarzenia. > > Chleb wazniejszy od prawdy > Reporter "Dziennika" na cmentarzu w Malborku odnalazl bylego szefa osrodka dla >internowanych w Kw idzynie; zmarl przed kilkoma laty. Nie udalo sie odnalezc prokurator Anny P., która umorzyla sledzt wo przeciwko klawiszom, a oskarzyla internowanych; na pewno nie pracuje w elblaskich prokuraturach. Póltora roku temu w Sadzie Okregowym w Elblagu orzekalo jeszcze dwóch z szesciu sedziów zamieszany ch w sprawe kwidzynska. Czy wciaz orzekaja? - W ostatnim czasie nikt z naszego sadu nie odszedl - o dpowiada wymijajaco Ewa Mazurek, rzeczniczka sadu. Oznacza to, ze Sad Dyscyplinarny albo jeszcze ni e rozpatrzyl ich spraw, albo odmówil wszczecia postepowania, uznajac, ze nie sprzeniewierzyli sie n iezawislosci sedziowskiej. > > Zaden ze wspomnianych sedziów nie zgodzil sie na rozmowe z "Dziennikiem". Andrzej P. >powiedzial t ylko, ze nie czuje sie winny i nie ma najmniejszych wyrzutów sumienia, bowiem nalezal jedynie do ko misji rozpatrujacej wniosek obrony o zmiane skladu orzekajacego. > Kaludzinski z niepokojem czeka na kolejny zjazd internowanych w Kwidzynie: - Z >kazdym rokiem przy jezdza nas mniej. Ludziom szkoda pieniedzy, czasu, zdrowia... Miazdzy nas codziennosc. > > - Wciaz spycha sie nas na margines, poniza - dodaje Olewinski. - Piec lat temu nie >wpuszczono byl ych internowanych na teren zakladu karnego w Kwidzynie, nie podajac zadnego powodu. Czasem odnosze wrazenie, ze nie bez powodu pozostawiono nas bez odszkodowan lub jakichkolwiek rekompensat. Czlowie k, który musi nie dojadac, by sie leczyc, albo nie leczyc sie, by jesc, nie ma ochoty walczyc o pra wde i sprawiedliwosc. > > Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych prosi wszystkich ludzi dobrej woli, >którzy chciel iby wspomóc ciezko chorego Ryszarda Wisniewskiego, o wplaty na konto 91940007-2613-2700-61 w Banku Spóldzielczym w Siedlcach. > > > > >
