W dniu 10 stycznia 2010 10:34 użytkownik Alek Tarkowski <[email protected]> napisał:
> Nie rozumiem natomiast, dlaczego udostepnienie wydanej drukiem ksiazki > jest "strzalem w stope". Przecza temu takie przyklady jak wydanie > "wolnej kultury", strategia wydawnicza Cory'ego Doctorowa czy nowa > odnoga wydawnictwa Bloomsbury, Bloomsbury Academic - wszystkie one > dowodzą, że można skutecznie udostępniać na wolnych licencjach książki > wydawane jednocześnie w sposób komercyjny (drukiem, ale też online). Ja to pisałem z jakby punktu widzenia tradycyjnego wydawnictwa, które styka się z czymś na licencji NC. Oczywiście takiej licencji użyć nie może, więc musi odszukać i podpisać umowę z autorem i zapłacić mu na normalnych zasadach za użycie komercyjne a następnym logicznym krokiem jest inwestycja w samo w tłumaczenie, które w takim przypadku nie ma powodu, żeby było w jakikolwiek sposób dostępne bezpłatnie na jakiejkolwiek licencji CC, skoro wydawnictwo musi na normalnych zasadach zapłacić autorowi oryginału i tłumaczowi. Po tych inwestycjach - wydawnictwo myśli, że równoległe wydanie i umieszczenie w sieci "za darmochę" to strzał we własną stopę, na zasadzie, że jak coś można mieć za darmo to nikt tego nie kupi a im się musi ta inwestycja przynajmniej zwrócić. Argumentu, że są tacy, którzy przeczytają i w sieci i będą chcieli mieć to na półce raczej żadnego wydawnictwa nie przekona - będą - kto wie, czy jednak nie zasadnie - sądzili, że takich osobników będzie raczej niewielu. Trochę inna może być sytuacja, gdy wychodzi się z licencji bez warunku NC. Wówczas można wyjaśniać wydawnictwu, że co prawda jest to dostępne bezpłatnie w sieci, ale za to samo wydawnictwo nie musi nic odpalać autorowi i w związku z tym ma na starcie mniejszy koszt, bo nie musi w ogóle podpisywać za autorem żadnej umowy. Jeśli do tego miałoby grupę tłumaczy-wolontariuszy, którzy na podobnych zasadach dostarczą mu tłumaczenie, to może się na taki układ, że wydaje na licencji CC typu SA ale bez warunku NC, zdecydować. Możliwy jest też wówczas np: taki układ, że aby wydawnictwo miało jaką taką gwarancję, że określona liczba egzemplarzy się sprzeda, umówi się z tłumaczami, że nie udostępnią tego tłumaczenia publicznie w internecie przez np: 3 miesiące od daty wydania książki. Może też zapłacić tłumaczowi i nie udostępnić tłumaczenia w sieci. Oczywiście ktoś wtedy będzie mógł np: zrobić OCR tego tłumaczenia i je wrzucić do sieci, ale to zajmie trochę czasu albo w ogóle nie nastąpi. Powiem szczerze, że mnie się osobiście udostępnianie przez Lessiga swoich książek na licencji NC wydaje się rodzajem hipokryzji - przynajmniej w stosunku do książek, w których on sam postuluje takie zmiany prawa autorskiego, aby był możliwy wolny i nieskrępowany remiks i użycie kultury. Ta licencja to bowiem w praktyce uniemożliwia, blokując wszelkie copyleftowe modele biznesowe, a bez biznesu nie ma skutecznego rozpowszechniania, bo skuteczne rozpowszechnianie wymaga ponoszenia kosztów, które jakoś się muszą zwrócić. O niebo bardziej podoba mi się postawa Stallmana, który jest w zakresie użycia jego twórczości (zarówno pisanej jak i programistycznej) konsekwentnie zgodny z tym co sam głosi. I też można do wydania tego przekonać wiele wydawnictw, które na tej jego twórczości zarobią, zaś sam Stallman z głodu nie umiera. http://stallman.helion.pl/ -- Tomek "Polimerek" Ganicz http://pl.wikimedia.org/wiki/User:Polimerek http://www.ganicz.pl/poli/ http://www.ptchem.lodz.pl/en/TomaszGanicz.html _______________________________________________ Cc-pl mailing list [email protected] http://lists.ibiblio.org/mailman/listinfo/cc-pl
