Nie wiem duzo o maccarthyzmie. Gdy kampania szerzyla sie w USA, bylem
uczniem szkoly podstawowej w PRL, i wiadomosci o niej otrzymywalem glownie
w postaci ckliwych wierszykow o sierotkach po Rosenbergach itp. A potem,
gdy PRL opuscilem, znalazlem sie w Kanadzie kraju mniej niz USA tytulowa
sprawa zainteresowanym. Wiec z gory przepraszam za ewentualne bledy rzeczowe.
Chcialbym tez zastrzec ze ten posting nie dotyczy spraw zwiazanych z prawem
karnym czyli roznych "hate crimes" istniejacych w kodeksach karnych
wiekszosci krajow. Jak napisalem ostatnio w innym postingu, nie mam na ten
temat sprecyzowanych pogladow. Prawa te zreszta nie sa prawie nigdy
stosowane. W Polsce sprawe przeciw Ratajczakowi umorzono, ciaganego po
kanadyjskich sadach Zundla tez chyba na nic ostatecznie nie skazano, a
ostatnia sprawa Irvinga to byl proces cywilny, przez niego zreszta
wytoczony. Chodzi mi wylacznie o presje srodowiskowa, usuwanie z pracy itp.
At 07:16 AM 4/15/00 -0400, you wrote:
(...)
>Swietna analogia. Ale cos sie Panu pomieszalo. To wlasnie ci ktorzy
>chca zakazac kwestionowania liczby zabitych w czasie wojny,
>uzywania gazu do zabijania na masowa skale i stopnia
>zaplanowania tej zbrodni przypominaja "mccartyizm".
>Oskarzenie o dzialalnosc komunistyczna, o sympatie komunistyczne
>i rozpowszechnianie komunistycznej ideologii bylo powodem do
>zwalniania z pracy, ruiny, zakazu publikacji, Ta kampania miala wielu
>zarliwych i przekonanych o swej szlachetnosci zwolennikow
>a przeciwnicy byli zastraszeni i bali sie odezwac.
>
>Nie wszyscy zwolennicy tej kampanii mieli jedna szlachetne motywy.
>Po pierwsze jest wielu takich co uwielbiaja nagonke i znecanie sie
>w imie ustanowionego porzadku i prawa, drudzy mieli wlasne interesy,
>trzeci pozbawieni kregoslupa zawsze trzymaja sie dominujacej linii
>i wreszcie, chyba najliczniejsza grupa po prostu wierza w to co
>jest drukowane i gloszone poprzez autorytety. Ludzie z tej
>ostatniej grupy reaguja irytacja i wrogoscia na tych co wysuwaja
>watpliwosci lub staraja sie opierac, bardziej chyba ze slabosci
>niz ze zlej woli.
>
>Marcin Mankowski
>
Musze panu Mankowskiemu przyznac racje. Istotnie, istnieje pewne
podobienstwo tamtej kampanii do obecnych prob uciszenia osob, ktore jak
Dariusz Ratajczak, Ernst Zundel czy David Irving kwestionuja oficjalna
historie II Wojny Swiatowej. I rzeczywiscie, wbrew temu co napisal potem
pan Chodowiec, istnieja przyklady osob ktore za gloszenie "klamstwa
oswiecimskiego" usuniete zostaly z pracy. Rozumiem ze ostatnio prace
stracil np. Dariusz Ratajczak. Watpie by Irving czy Zundel mieli
kiedykolwiek pracodawce ktory chcialby ich z tego powodu zwolnic, ale
pamietam np. z Kanady sprawe niejakiego Keegstry ktorego z tych wlasnie
powodow usunieto z pracy w szkole, w Albercie chyba.
Tymniemniej, moim zdaniem analogie z latami piecdziesiatymi w USA sa jednak
bardzo ograniczone. Po pierwsze tamta kampania byla masowa i dotyczyla
kilkuset jesli nie kilku tysiecy osob a nie jedniostek. Po drugie dotyczyla
ona nie tylko osob ktore cos konkretnego napisaly czy wyglosily publicznie,
lecz rowniez takich ktore byly tylko _podejrzane_ o _sympatie_ lewicowe. Po
trzecie czasy sie zmienily, i wlasnie miedzy innymi w wyniku szoku
maccarthyzmu przekonanie spoleczne o wartosci wolnosci slowa a takze jego
zabezpieczenia prawne znacznie sie umocnily.
Powiedziawszy to, dodam ze nie mam nic przeciwko usuwaniu z pracy osob o
"niepopularnych pogladach". Po prostu zalezy z jakiej pracy. Nawet ludzie
tak odrazajacy jak Ratajczak czy Keegstra maja nie tylko wolnosc slowa ale
i prawo do zycia, wiec gdyby byli rzeznikami, grabarzami czy mechanikami
samochodowymi ich pracodawcy nie powinno obchodzic co mysla o historii lat
czterdziestych dwudziestego wieku. Co innego w przypadku nauczycieli
szkolnych czy akademickich. Wierze w wolnosc przekonan i nie przeszkadza mi
istnienie roznych Towarzystw Plaskiej Ziemi, napewno jednak nie chcialbym
by wyznawca takiej "niepopularnej teorii naukowej" byl nauczycielem
przyrody moich dzieci. Podobnie nie chcialbym by historii uczyl je ktos
wierzacy swiecie ze to Polacy wymordowali Zydow w polish concentration
camps a za to Niemcy polskich oficerow w Katyniu. Obowiazkiem wladz
szkolnych czy uniwersyteckich jet by do tego nie dopuscic. Nie widze
natomiast nic zlego zeby, w imie wolnosci slowa, teorii plaskiej ziemi
nauczano chetnych na jakich specjalnych kursach organizowanych przez TPZ
poza oficjalnymi uniwersytetami i nie za pieniadze podatnika. Podobnie, w
przeciwienstwie do innych obroncow wolnosci slowa, nic mi nie przeszkadza
gdy Kosciol Katolicki zabrania od czasu do czasu nauczania w katolickich
uczelniach jakims teologom ktorzy w swoim nauczaniu przekroczyli granice
oficjalnej doktryny. Moga sobie przeciwez poszukac innego forum dla
gloszenia swoich pogladow. Poniewaz jednak wolnosc slowa i przekonan jest
prawem dosc fundamentalnym, pracodawcy musza w takich sprawach posttepowac
z wielka ostroznoscia. Np. zasiegajac opinii srodowiska zawodowego. Wyrazem
takiej opinii byla np. uchwala Senatu UW w sprawie (jak rozumiem bylego na
szczescie) pracownika innej polskiej uczelni, Ratajczaka.
Wiec jeszcze raz: wolnosc slowa ma swoje granice i napewno nie oznacza
prawa do swobodnego nauczania kazdej bzdury w panstwowym szkolnictwie. Ani
w prywatnym, jesli nie zgadza sie na te bzdury jego wlasciciel. Student
placacy ciezkie pieniadze za czesne, lub podatnik wywylajacy swe dziecko do
"bezplatnej" panstwowej szkoly ma prawo oczekiwac ze uzyska tam rzetelna
wiedze. A panstwowi i prywatni pracodawcy tez maja wolnosc zatrudniania i
zwalniania pracownikow. Jak ktos chce, moze sobie wyrzucenie z pracy
jakiegos Keegstry czy Ratajczaka nazwac maccarthyzmem, ale i tak nie zmieni
to istoty sprawy.
Michal Niewiadomski
PS.
...i mowia madremu, "ach durnie zez wy",
a glupich jak zwykle nie widac.
(B.O.)