Pan Chodowiec tak pisze o sprawie legalizacji morderstwa
nienarodzonych dzieci w Stanach Zjednoczonych:

- Czyli panskie "fakty" pokrywaja sie zupelnie z tym co napisalem. Czy
- zmiany zostaly "narzucone" decyzja sadu czy nastapily na skutek
- procesu parlamentarnego jest tu zupelnie bez znaczenia.
- Twierdzenie, ze "moralnosc spoleczenstwa" zupelnie tego nie
- akceptowala, jest z braku lepszego okreslenia ordynarnym klamstwem
- lub w najlepszym wypadku dowodem na nieznajomosc tematu.  Gdyby
- "moralnosc spoleczenstwa" nie zgadzala sie z decyzja sadu to przy
- niewielkim wysilku i uzyciu procesu parlamentarnego obowiazujace
- prawo zostaloby zmienione. Faktem jest, ze przez 27 lat nic takiego
- sie nie stalo i nie mysle by istnialy nawet minimalne szanse na
- zmiane omawianej sytulacji prawnej w niedalekiej przyszlosci.

Podajac Panu przyklady opozycji spolecznej do narzuconego wszystkim
Stanom prawa pokazalem, ze opor w stosunku do narzuconego prawa
legalizujacego morderstwa dzieci nienarodzonych ze strony
spoleczenstwa istnial.

Jak spoleczenstwu amerykanskiemu zostala narzucona legalizacja
morderstwa dzieci nienarodzonych jest rzeczywiscie bez znaczenia z
punktu widzenia istnienia legalizacji tego morderstwa w stanie
obecnym. Ja przypominam jednakze, ze odpowiadalem na Pana
stwierdzenie, ze takie zmiany nastepuja powoli i to w wyniku zmian
nastrojow spolecznych.  Wybierajac przyklad, ktory podalem, pokazalem
Panu, ze twierdzac jakoby takie zmiany w ustawodawstwie zachodzily
powoli i jakoby spoleczenstwo mialo na te zmiany jakikolwiek wplyw,
Pan sie myli.

Nie ma Pan tez zupelnie racji twierdzac, ze fakt legalizacji tego
morderstwa przez Sad Najwyzszy moznaby latwo zmienic. A racji Pan nie
ma dlatego, ze prawo amerykanskie jest prawem typu "stare decisis", i
w zwiaku z tym jedynym praktycznie mozliwym sposobem na zmiane decyzji
Sadu Najwyzszego jest uchwalenie nowej poprawki do Konstytucji. A to,
nie dosc, ze nigdy latwe nie bylo, to w obecnym stanie i w tej sprawie
w szczegolnosci, jest wrecz praktycznie niemozliwe.




Tadeusz Strzemecki

Odpowiedź listem elektroniczym