O “polska droge” w rozwoju kraju
Rolnictwo polskie jest najlepszym sprawdzianem obcych teorii. Juz w II
Rzeczypospolitej teorie wolnorynkowe nijak nie pasowaly do polskiego rolnictwa,
w PRL teorie marksistowsko-leninowskie podobnie nie pasowaly do niego, a byloby
jeszcze gorzej, gdyby “nie polska droga do socjalizmu”, ktora lagodzila rozne
nonsensy.
Teraz zas Polacy odrabiaja lekcje wolnorynkowa, w sposob o wiele bardziej
nieodpowiedzialny niz w okresie miedzywojennym. Wtedy przynajmniej zadne
Sachsy, Liptony, instytuty Adama Smitha i licho wie kto jeszcze, nic im nie
podpowiadaly. Jesli juz cos dyskutowano w rzadzie na tematy gospodarcze, to po
polsku, a nie po angielsku, jak to czynil Balcerowicz w czasach swojej “terapii
szokowej”…
Polska, jak kazdy zreszta kraj, wysokorozwinietych nie wylaczajac, ma swoje
specyficzne problemy, ktore ona powinna znac i szukac dla nich najbardziej
skutecznych rozwiazan.
Co sie tyczy rolnictwa, to jest to galaz gospodarki, ktora nie pasuje do
zadnych ze znanych systemow spoleczno-gospodarczych i politycznych. Wynika to
stad, ze rolnictwo jest instytucja “wszechformacyjna”, istniejaca na
przestrzeni wszystkich formacji spoleczno-ekonomicznych. Jest najstarszym
sposobem wytworczosci materialnej i podstawowa dziedzina dzialalnosci
godpodarczej, produkujaca zywnosc, dobro niezbedne dla zycia czlowieka.
Wszystkie inne dziedziny gospodarki sa wtorne wobec rolnictwa.
Specyfika polskiego rolnictwa polega zas na tym, ze chlop pracujacy na roli, w
warunkach niewoli obcej mogl latwiej zachowac swoja tozsamosc narodowa i
tradycje, jako czlonek spolecznosci mniej wystawiony na wynarodowienie,
internacjonalizm i kosmopolityzm, nabytki charakterystyczne dla miasta. Placil
za to odstawaniem od swiatatowej cywilizacji materialnej, ale caly Narod Polski
mial jednoczesnie kogos, kto go Zywil i Bronil!
Czasy zmieniaja sie i dzis, niestety, chlop wyzywic narodu juz nie moze, sadzac
z ujemnego salda obrotow artykulami rolno-spozywczymi z zagranica, rzecz o tyle
dziwna, ze podaz jego produktow, przewyzsza popyt. Chlop nierzadko gloduje,
bronic nawet siebie samego nie moze, a co mowic o narodzie!.
Czyz mozna cos zrobic, zeby to zmienic?
Odpowiedz jest prosta – dac Narodowi polskiemu mozliwosc pelnej swobody
dzialania! Wsluchiwac sie w jego glos, a nie fascynowac sie roznymi “zbawczymi
pomyslami” obcych pseudonaukowcow i szarlatanow, tak jak nie przejmowac sie
jakimis regulami gry i ustaleniami miedzynarodowych oraz regionalnych
organizacji.
Wladza autentycznie narodowa nie powinna tez wstydzic sie Wsi i zachwycac
Miastem. Lenin mogl opowiadac o “idiotyzmie zycia wiejskiego”, ale czy nie ma
“idiotyzmu zycia miejskiego”? Dlaczego wielu “mieszczuchow”, jak tylko ma na to
warunki, ucieka “na prowincje”, czy chocby na tereny podmiejskie, zeby byc
blizej przyrody i miec namiastke wsi? Wies, na obecnym etapie cywilizacji
materialnej, wcale nie musi byc synonimem zacofania, “zasciankiem swiata”!
Przeciwnie, wiele nowych, wasko wyspecjalizowanych zawodow, moze pracowac
wydajniej na wsi niz w uciazliwych warunkach miejskich. Hindusi, nierzadko
mieszkajacy w wioskach podmiejskich, nawet nie zelektryfikowanych, gdyz to dla
nich taniej, prowadza na bezprzewodowych kompeuterach ksiegowosc dla wielu firm
zachodnich, a nagrane na dyskietkach wyniki swojej pracy ich szefowie wysylaja
potem E-mail dobiorcy.
W mniejszych skupiskach mieszkancow latwiej o wiez miedzyludzka oraz
sprawniejszy samorzad, ktory jest najwyzsza forma wladzy ze wszystkich znanych.
Wies wreszczie, jako zbiorowisko ludzkie, jest tansza w budowie i eksloatacji
od miasta. Na wsi mozna tez na wieksza skale niz w miescie poslugiwac sie
energia sloneczna, sila wiatru i wody, rzecz niebagatelna ze wzgledu na
srodowisko naturalne i perspektywe nowej fali kryzysu energetycznego.
Nie ma wiec co robic tragedii z polskiej Wsi. Nie jest ona zadna kula u nogi
Miasta, gdyz nie ma ono – powtarzajac to jeszcze raz – nogi, tylko szczudlo!.
Argument zas, ze wydajnosc w rolnictwie polskim jest srednio 2,5-krotnie nizsza
niz w pozostalyh galeziach godpodarki, nie jest niczym nowym w swiecie. W
bardziej rozwinietych od Polski Europie Zachodniej jest 4-krotnie nizsza. Nie
jest tez tak, ze tylko polski rolnik ma wielokrotnie nizsza wydajnosc od
rolnika zachodniego. Robotnik polski ma relatywnie jeszcze nizsza wydajnosc od
robotnika zachodniego, co zreszta nie jest jego wina, tak samo jak polskiego
chlopa. Winne sa temu warunki, w ktorych przychodzi im pracowac.
Zamiast wiec Wies polska skazywac na zaglade, na zalesienie, jak to niektorym
snuje sie po glowach w Brukseli, nalezy ja dzwignac wysilkiem calego Narodu
Polskiego do jego przecietnego poziomu. Jest ona bowiem jego wspolnym dobrem.
Skoro Japonia, z przecietnym 1,6 hektarowym gospodarstwem rolnym, nie niszczy
swojej wsi, holubiac ja jako “szkole pracy” i “podstawowych wartosci
czlowieka”, mozliwych do uksztaltowania sie tylko w kontakcie z zywa przyroda,
to dlaczego Polska ma robic tragedie ze swoich 4-krotnie wiekszych gospodarstw?
Wies polska musi zatem istniec. A ze za duza? Polska nie musi byc Anglia, z
5-procentowa ludnoscia wiejska. Coz to zreszta za szczescie zyc w
12,5-milionowym Londynie, z niektorymi dzielnicami jak w Nairobi, Bomabaju czy
Hongkongu? Prawdziwa Anglia jest dopiero na prowincji, na wsi.
Niech Polacy wiec nie placza, ze maja Wies. Niech sie ciesza! Przyda im sie,
jak zawsze w historii!
Kazdy kraj musi miec rolnictwo, jesli tylko pozwala mu na to klimat, chocby ze
wzgledu na koniecznosc dostarczania swoim mieszkancom egzogennego bialka,
ktorego 40 procent spozywaja w mleku i wyrobach mlecznych. Mleko mozna dzis,
oczywiscie, dostarczac samolotami, ale przeciez niewyobrazalne jest, zeby
Polska mogla pozwolic sobie na luksus takiego zaopatrzenia!
Z warzywami, owocami oraz wieloma innymi uprawami jak i zwierzetami hodowlanymi
i drobiem jest podobnie.
Nalezy wiec cieszyc sie z posiadania Wsi. Niech bedzie Polska Twierdza kazdy
jej prog!. Wielorasowosc, wielonarodowosc i wielokulturowosc niech Polacy
zostawia innym narodom, a sami niech trzymaja sie miedzy soba. Sa przeciez
historycznym narodem i nie powinni sie samolikwidowac i rozpuszczac w
wielonarodowych czy ponadnarodowych tworach.
Na polskiej Wsi jest wiele do zrobienia. Niezrozumiale jest, na przyklad, ze
Polska, “kartoflane supermocarstwo”, juz od lat nie ma praktycznie ziemniaka
konsumpcyjnego, a i pastewny w polowie trzeba odrzucic przed wstawieniem do
garnka! Wies pospolu z Miastem, rolnictwo z przemyslem rolno-spozywczym,
przechowalnictwem, transportem i siecia handlowa, powinno spalic sie ze wstydu,
ze w niektorych asortymentach straty siegaja 1/3-ciej surowca wyjsciowego! Na
skandal zas zakrawa podwyzka taryfy za gaz ziemny dla “badylarzy”, czego
efektem bylo zamykanie cieplarni. Nowalijki lecialy potem nad Wisle samolotami
z Holandii!.
Problemy polskiego rolnictwa nie sa proste do rozwiazania. Zreszta spraw
prostych nie rozwiazuje sie, one same sie rozwiazuja.
A w ktorej galezi polskiej gospodarki rozwiazania sa proste? W przemysle
przetworczym moze? W budownictwie, kolejnictwie, czy gornictwie weglowym?
Kiedys, w PRL, wszystkie trudne sprawy probowano rozwiazywac centralnym
planowaniem i zarzadzaniem. Nie wyszlo. Teraz chce sie rozwiazywac
“niewidzialna reka rynku”. Tez nie wychodzi, choc juz czesciej siega sie do
“widzialnej lapy panstwa”, co tez nie bardzo wychodzi. i nic dziwnego, innym to
rowniez nie wychodzi, ale nie poddaja sie i bez przerwy probuja, nie siedzac z
zalozonymi rekoma. W USA, chcac pomoc doraznie farmerom, wydano w 1933 r.
specjalna ustawe, Agricultural Adjustment Act. Sad Najwyzszy uznal ja za
sprzeczna z Konstytucja, ale Kongres uparl sie i trwal przy swoim. Ustawa
dziala do dzis, w poprzek wolnego rynku, rzecz nieslychana w jego krolestwie!.
I slusznie. Zycie jest bardziej skomplikowane od teorii ksiazkowych. Gdyby na
nich wzorowali sie Amerykanie, to ani jeden nigdy nie zostalby milionerem!
“Doskonaly wolny rynek” i “doskonala konkurencja” istnieja bowiem wylacznie w
podrecznikach klasycznej ekonomii politycznej. Naprawde zas, w ekonomii
istnieje tylko prawo silniejszego, bezwzgledniejszego, bardziej przebieglego i
agresywniejszego, a reszta jest bajka dla “grzecznych dzieci”.
Dobrze by wiec bylo, zeby Polacy, ci “wolnorynkowi” zwlaszcza, troche nauczyli
sie na przykladach amerykanskiego pragmatyzmu, ktory w ekonomii ucielesnia
wspomniane powyzej prawo, zyciowo liczace sie wiecej od tych wydumanych przez
Adama Smitha i Davida Ricardo.
Niewatpliwie, dawanie recept zza Oceanu moze brzmiec niepowaznie, ale rady,
wskazowki, sa zawsze na miejscu, nawet na odleglosc.
W polskiej i swiatowej rzeczywistosci rowniez rady i wskazowki nie moga byc
swiatoburcze. Zwlaszcza ze Polska jest konglomeratem gospodarki
kapitalistycznej I socjalistycznej. Z jednej strony jest juz gospodarka
rynkowa, kapitalizmem, a z drugiej “panstwem opiekunczym”, socjalizmem, z 1/
budzetu przeznaczona na oslone socjalna, prawie 2-krotnie relatywnie wyzsza
czescia niz w Hiszpanii i 10-krotnie niz w Koreii Poludniowej, krajach wyzej od
Polski rozwinietych.
Pole manewru, zwlaszcza w budzecie, jest wiec w Polsce minimalne.
Glowna rada w tej sytuacji jest zatem koniecznosc siegania do rozwiazan
NIEKONWENCJONALNYCH w mysl zasady, ze “potrzeba jest matka wynalazku”.
Ideologia, jakakolwiek Polacy nie wyznaja, dzis wolnorynkowa, musi isc do kata,
jesli kloci sie ze zdrowym rozsadkiem!
Konkretny przyklad? Prosze bardzo!
Kryzys w polskim gornictwie weglowym jest znany od lat. Deficyt, brak rynku
zbytu i masa problemow socjalnych. Wies tymczasem nie ma opalu. Wegiel gruby,
ktorego potrzebuje, jest dla niej za drogi. Kopalnie bowiem, wskutek przejscia
na mechaniczny urobek wegla, uzyskuja go tylko w 1/8 z masy wyjezdzajacej na
powierzchnie. Ze wzgledu zas na duza chodliwosc “grubego”, wsi sprzedaje sie go
po wyzylowanej cenie. Rynkowo nikt tego nie moze rozwiazac, a planow i nakazow
nie ma. Obled! Czyz nie mozna jakos porozumiec sie z gornikami, ktorzy nawet za
50 tys. zl odprawy nie chca isc na przedwczesna emerture, zeby za czesc tej
sumy zechcieli, na ochotnika, wydobywac wiecej wegla tradycyjna metoda i po
nizszej cenie, subsydiowanej przez rzad, sprzedawac? Odcinkowo moze to
kosztowac budzet jakas sume, ale w ogolnym rachunku tak nie musi byc i
wszystkie strony wyjda na tym dobrze!
Albo inny przyklad. W Polsce, gdzie konsumpcja wielu podstawowych artykulow
zywnosciowych jest nizsza niz za czasow PRL, wystepuje trudnosc ich zbytu.
Podaz przewyzsza popyt i zmagazynowanie nadwyzki skupowanych przez ARR
artykulow, ze wzgledu na nieoplacalnosc ich produkcji, nie tylko rosna, ale i
kosztuja. Jednoczesnie wzrasta niedozywienie wielu grup ludnosci, przy ogolnym
spadku udzialu zywnosci w budzetach rodzinnych. Istne bledne kolo!
-----------------------------
/Byl to fragment maszynopisu prof. Zdzislawa Rurarza na temat polskiej
gospodarki ze szczegolnym uwzglednieniem rolnictwa, gdzie jako calosc w wydaniu
ksiazkowym juz niebawem ukaze sie w Polsce/.
Malolatom oraz ignorantom najnowszej historii przypominam, ze prof. Rurzarz byl
czlonkiem PZPR oraz w latach 1970-72 doradca Gierka. Po usunieciu go z tego
stanowiska w okresie pierwszej "S" byl ambasadorem w Japonii. Po ogloszeniu
stanu wojennego w Polsce poprosil o azyl polityczny w Stanach Zjednoczonych
gdzie wraz z zona sie osiadl. Byl doradca-konsultantem w admistracji prezydenta
R.Reagana d/s Europy Wschodniej a konkretnie na Polske. Rezim Jaruzelskiego
skonfiskowal mu wszystkiego jego dobra osobiste w Polsce. Po 1989 roku
wszystkie kolejne rzady juz III RP stan ten konsekwentnie utrzymaly. Prof.
Rurzarz 'komuch" jest m.in. autorem ksiazki "Komuchy", "Tajemnice okraglego
stolu" czy tez "Na kolejnym zakrecie" - rzecz o UE oraz NATO. Ta ostania
ksiazka jest dostepna na moich b. ropowskich stronach. Zainteresowanym podam
adres.
Przekazal,
Janusz Januszewski