Janusz Januszewski podeslal
Ja, jak pisalem, nie jestem specjalista od gospodarki,
ale ja przynajmniej nie pisze na ten temat ksiazek i nie
pouczam nikogo. Jedyne co wedlug mnie usprawiedliwia
p. Rurarza to to, ze wiedzial jak jego dyrdymaly beda
przyjete bo pisze:
> Niewatpliwie, dawanie recept zza Oceanu moze brzmiec niepowaznie, ale
rady,
> wskazowki, sa zawsze na miejscu, nawet na odleglosc.
No rady i wskazowki jesli sa sensowne to nie zaszkodza,
niestety wiekszosc z tekstu p. Rurarza tego warunku nie spelnia.
> Rolnictwo polskie jest najlepszym sprawdzianem obcych teorii. Juz w II
> Rzeczypospolitej teorie wolnorynkowe nijak nie pasowaly do polskiego
rolnictwa,
> w PRL teorie marksistowsko-leninowskie podobnie nie pasowaly do niego, a
byloby
> jeszcze gorzej, gdyby "nie polska droga do socjalizmu", ktora lagodzila
rozne
> nonsensy.
Nie wiem co p. Rurarzowi sie nie podoba w przedwojennym
polskim rolnictwie, wedlug moich informacji byla to jedna
z najlepiej rozwijajacych sie dziedzin gospodarki polskiej. Fakt, ze
punkt startowy miala bardzo nisko, ale porownajmy sobie
do czego doprowadzila gospodarka marksistowsko-leninowska
w tym okresie na Ukrainie. Natomiast ta ,,polska droga do socjalizmu"
polegala wlasnie na tym, ze wiekszosc ziemi uprawnej zostala
w prywatnych rekach i wlasnie to ten element wolnego rynku
lagodzil "rozne nonsensy" marksistowsko-leninowskie.
> Teraz zas Polacy odrabiaja lekcje wolnorynkowa, w sposob o wiele bardziej
> nieodpowiedzialny niz w okresie miedzywojennym. Wtedy przynajmniej zadne
> Sachsy, Liptony, instytuty Adama Smitha i licho wie kto jeszcze, nic im
nie
> podpowiadaly. Jesli juz cos dyskutowano w rzadzie na tematy gospodarcze,
to
> po
> polsku, a nie po angielsku, jak to czynil Balcerowicz w czasach swojej
> "terapii
> szokowej".
A tu wychodzi z p. Rurarza etatysta cala geba.
Ten czlowiek po prostu nie moze sobie wyobrazic, ze rolnika
w kraju wolnorynkowym g...uzik obchodzi o czym tam sobie
w rzadzie gadaja i w jakim jezyku! Rolnikowi wystarczy,
ze rzad nie bedzie go zaskakiwal jakimis swoimi
pomyslami, on juz tam ma swoja glowe, widzi gdzie co
moze sprzedac, kupic, aby wyjsc jak najlepiej na swoje.
> Polska, jak kazdy zreszta kraj, wysokorozwinietych nie wylaczajac, ma
swoje
> specyficzne problemy, ktore ona powinna znac i szukac dla nich
najbardziej
> skutecznych rozwiazan.
I polscy rolnicy swoj fach znaja i sobie radza.
> Co sie tyczy rolnictwa, to jest to galaz gospodarki, ktora nie pasuje do
> zadnych ze znanych systemow spoleczno-gospodarczych i politycznych.
Nie pasuje do zadnego czyli pasuje do wszystkich.
Che, che.
> Wynika to
> stad, ze rolnictwo jest instytucja "wszechformacyjna", istniejaca na
> przestrzeni wszystkich formacji spoleczno-ekonomicznych. Jest najstarszym
> sposobem wytworczosci materialnej i podstawowa dziedzina dzialalnosci
> godpodarczej, produkujaca zywnosc, dobro niezbedne dla zycia czlowieka.
> Wszystkie inne dziedziny gospodarki sa wtorne wobec rolnictwa.
A to jest taki trywial ze az nie smieszny.
> Specyfika polskiego rolnictwa polega zas na tym, ze chlop pracujacy na
> roli, w
> warunkach niewoli obcej mogl latwiej zachowac swoja tozsamosc narodowa i
> tradycje, jako czlonek spolecznosci mniej wystawiony na wynarodowienie,
> internacjonalizm i kosmopolityzm, nabytki charakterystyczne dla miasta.
> Placil
> za to odstawaniem od swiatatowej cywilizacji materialnej, ale caly Narod
> Polski
> mial jednoczesnie kogos, kto go Zywil i Bronil!
To nie jest takie oczywiste. Nizsza kultura szybciej chlonie z wyzszej.
> Czasy zmieniaja sie i dzis, niestety, chlop wyzywic narodu juz nie moze,
> sadzac
> z ujemnego salda obrotow artykulami rolno-spozywczymi z zagranica, rzecz
o
> tyle
> dziwna, ze podaz jego produktow, przewyzsza popyt. Chlop nierzadko
gloduje,
> bronic nawet siebie samego nie moze, a co mowic o narodzie!.
Jakas kolosalna bzdura.
Rolnicy spokojnie wyzywiaja nas i jeszcze duzo eksportuja,
a gdyby nie ogromne podatki powodujace wysokie ceny
polskich produktow eksportowali by o wiele wiecej.
Oczywiscie rolnicy nie gloduja, jak producent zywnosci
moze glodowac?*
> Czyz mozna cos zrobic, zeby to zmienic?
>
> Odpowiedz jest prosta - dac Narodowi polskiemu mozliwosc pelnej swobody
> dzialania! Wsluchiwac sie w jego glos, a nie fascynowac sie roznymi
> "zbawczymi
> pomyslami" obcych pseudonaukowcow i szarlatanow, tak jak nie przejmowac
sie
> jakimis regulami gry i ustaleniami miedzynarodowych oraz regionalnych
> organizacji.
Obcy pseudonaukowiec i szarlatan, czy to nie
za ostra samokrytyka?
> Wladza autentycznie narodowa nie powinna tez wstydzic sie Wsi i zachwycac
> Miastem. Lenin mogl opowiadac o "idiotyzmie zycia wiejskiego", ale czy
nie
> ma
> "idiotyzmu zycia miejskiego"? Dlaczego wielu "mieszczuchow", jak tylko ma
> na to
> warunki, ucieka "na prowincje", czy chocby na tereny podmiejskie, zeby
byc
> blizej przyrody i miec namiastke wsi? Wies, na obecnym etapie cywilizacji
> materialnej, wcale nie musi byc synonimem zacofania, "zasciankiem
swiata"!
> Przeciwnie, wiele nowych, wasko wyspecjalizowanych zawodow, moze pracowac
> wydajniej na wsi niz w uciazliwych warunkach miejskich. Hindusi,
nierzadko
> mieszkajacy w wioskach podmiejskich, nawet nie zelektryfikowanych, gdyz
to
> dla
> nich taniej, prowadza na bezprzewodowych kompeuterach ksiegowosc dla
wielu
> firm
> zachodnich, a nagrane na dyskietkach wyniki swojej pracy ich szefowie
> wysylaja
> potem E-mail dobiorcy.
He, he. Wedlug mnie nie wymaga komentarza.
> W mniejszych skupiskach mieszkancow latwiej o wiez miedzyludzka oraz
> sprawniejszy samorzad, ktory jest najwyzsza forma wladzy ze wszystkich
> znanych.
>
> Wies wreszczie, jako zbiorowisko ludzkie, jest tansza w budowie i
> eksloatacji
> od miasta. Na wsi mozna tez na wieksza skale niz w miescie poslugiwac
sie
> energia sloneczna, sila wiatru i wody, rzecz niebagatelna ze wzgledu na
> srodowisko naturalne i perspektywe nowej fali kryzysu energetycznego.
>
> Nie ma wiec co robic tragedii z polskiej Wsi. Nie jest ona zadna kula u
> nogi
> Miasta, gdyz nie ma ono - powtarzajac to jeszcze raz - nogi, tylko
> szczudlo!.
Tez dobre.
> Argument zas, ze wydajnosc w rolnictwie polskim jest srednio 2,5-krotnie
> nizsza
> niz w pozostalyh galeziach godpodarki, nie jest niczym nowym w swiecie. W
> bardziej rozwinietych od Polski Europie Zachodniej jest 4-krotnie nizsza.
> Nie
> jest tez tak, ze tylko polski rolnik ma wielokrotnie nizsza wydajnosc od
> rolnika zachodniego. Robotnik polski ma relatywnie jeszcze nizsza
wydajnosc
> od
> robotnika zachodniego, co zreszta nie jest jego wina, tak samo jak
> polskiego
> chlopa. Winne sa temu warunki, w ktorych przychodzi im pracowac.
>
> Zamiast wiec Wies polska skazywac na zaglade, na zalesienie, jak to
> niektorym
> snuje sie po glowach w Brukseli, nalezy ja dzwignac wysilkiem calego
Narodu
> Polskiego do jego przecietnego poziomu. Jest ona bowiem jego wspolnym
> dobrem.
Ja nie radze p. Rurarzowi aby kiedykolwiek wstawial
takie gadki jakiemus rolnikowi. Jak sie rolnik od niego
dowie, ze jego gospodarstwo ma byc "wspolnym dobrem"
to p. Rurarz moze pozniej sie dlugo leczyc.
> Skoro Japonia, z przecietnym 1,6 hektarowym gospodarstwem rolnym, nie
> niszczy
> swojej wsi, holubiac ja jako "szkole pracy" i "podstawowych wartosci
> czlowieka", mozliwych do uksztaltowania sie tylko w kontakcie z zywa
> przyroda,
> to dlaczego Polska ma robic tragedie ze swoich 4-krotnie wiekszych
> gospodarstw?
I nikt nie robi.
Reszty nie komentuje bo po prostu szkoda mojego czasu.
Wedlug mnie p. Rurarz sie marnuje silac sie na powage
i naukowosc - powinien pisac jakies teksty do kabaretu
albo moze scenariusze do filmsw?
Janusz Baczynski
* Podejrzewam, ze p. Rurarz ma rolnikow polskich za
takich glupksw jak ci w kawale co ukradli cysterne
spirytusu, spirytus sprzedali, a pieniadze... przepili :-(