Prezes Edward Moskal pisze, ze "Jan Nowak-Jezioranski pracowal dla hitlerowcow
jako ich zaufany i lojalny zarzadca przejetego
mienia pozydowskiego". Fakt tej wspolpracy ujawnili juz dawniej wspolpracownicy
Radia "Wolna Europa", m.in. wybitny
sowietolog Kazimierz Zamorski w ksiazce "Pod antena Radia Wolna
Europa"(Wydawnictwo WERS, Poznan 1995). W rozdziale
"Nadkomisarz czy zarzadca domu" dokladnie opisal sprawe zarzutow wobec "Kuriera
z Warszawy" i jego wstydliwych dziur w
zyciorysie. Przedrukowujemy ten fragment ksiazki, by wyjasnic watpliwosci
nagromadzone wokol spraw podnoszonych przez E.
Moskala.
Nadkomisarz czy zarzadca domu? (1)
"Lezacych sie nie bije", tlumaczyl mi w liscie z 2 marca 1982 redaktor
"Kultury", usilujac naklonic mnie do zgody na powazne ciecia w koncowym
odcinku mych wspomnien z pracy "Pod antena 'Radia Wolna Europa'". Tym lezacym
mial byc Jan Nowak, recte Zdzislaw Jezioranski, byly dyrektor Rozglosni
Polskiej tego radia, wtedy od siedmiu lat na waszyngtonskim wygnaniu.
Lezacy? Nic podobnego. "On bardzo stoi, ba, podskakuje i z miejsca na oltarzu
zrezygnowac nie zamierza", replikowalem w
dniu 10 marca, wyliczajac wiele innych argumentow, z ktorych przytocze tu tylko
ostatni, szosty, gdzie przypomnialem, ze w
swej relacji ("Kultura", styczen-kwiecien 1982) "Nie pominalem niewatpliwych
zalet Nowaka, oddajac co cesarskie cesarzowi
('wspanialy szef stacji'), wiec tak bardzo stronniczy czy zajadly nie jestem.
Ponadto nie wiem, dlaczego robic z Nowaka swieta krowe; Nixon na przyklad to
tez byl kawal drania, a przy tym niezly prezydent".
Ostatecznie, po telefonicznych targach, uleglem "za kooperatywnosc". Redakcja
podziekowala, przyznajac - na otarcie lez - ze "bardzo wielkie skroty"
zaaprobowalem z "najwieksza niechecia", ("Kultura", kwiecien 1982, s. 79).
W latach 1974-1975 nie brak bylo oznak, ze Jan Nowak, jesli juz nie lezal, byl
bliski tego, ze go poloza. A ze nie polozyli... Roznie rozni mowia.
Domyslam sie, ze jego odejscie w infamii byloby bardzo nie na reke
amerykanskiemu kierownictwu, przeciez przez blisko cwierc wieku uchodzil - i
slusznie - za najlepszego, sposrod pieciu, kierownika rozglosni. Pozwolono mu
wiec odejsc, jesli nie w chwale, to bez skandalu. Chodzilo o luke w
zyciorysie, wzglednie niezgodne z prawda podanie czasu przynaleznosci do AK:
wedlug Nowaka od 1939 do konca wojny, faktycznie od polowy 1941 roku.
Ostatecznie taki drobiazg mozna darowac, zapisujac na konto
wybujalej ambicji. Ale gdy sie okaze, ze te luke w zyciorysie wypelnia epizod
dotychczas starannie przemilczany i co najmniej klopotliwy, na dobitek
wykorzystany przez przeciwnika, z ktorym prowadzi sie walke propagandowa nie
tylko o idee, sprawa zaczyna byc powazna. I powstaje pytanie: dlaczego
przemilczal, dlaczego ukryl?
W 1974 roku ukazalo sie drugie wydanie wspomnien Andrzeja Czechowicza "Siedem
trudnych lat". Odnosne "organy" postaraly sie o to, by to wydanie, tak jak
poprzednie z 1973 roku, trafilo nie tyle pod strzechy, ile na biurka osob w
taki lub inny sposob zwiazanych z RWE, wzglednie w jego dzialalnosci
zainteresowanych, i to nie tylko w Monachium. W drugim wydaniu owych "trudnych
lat" zamieszczono odbitke sporzadzonego w jezyku niemieckim dokumentu, ktorego
polskie tlumaczenie podaje, ze wzgledu na jego wage, w pelnym brzmieniu:
OSWIADCZENIE Z MOCA PRZYSIEGI
Ja, Johann Kassner, zam. przy Altoettingerstrasse 4/11, 8 Muenchen 80,
oswiadczam niniejszym, jak pod przysiega, ze bracia Henryk Jezioranski, zam. w
Chicago, Illinois, USA, i Jan Jezioranski, obecnie w Monachium, byli
zatrudnieni w latach 1940-1942 jako oficjalnie i urzedowo zatwierdzeni
nadkomisarze w Komisarycznym Zarzadzie Zabezpieczonych Nieruchomosci w
Warszawie, w Polsce.
Komisaryczny Zarzad Zabezpieczonych Nieruchomosci jako oficjalny urzad wladzy
okupacyjnej, zarzadzal nieruchomosciami przejetymi od zydowskich wlascicieli.
Pana Jana Jezioranskiego, ktory obecnie znany jest jako Jan Nowak i jest
zatrudniony jako dyrektor polskiego dzialu Radia Wolna Europa, spotykalem
wielokrotnie z okazji sluzbowych kontaktow w Biurach Komisarycznego Zarzadu
Zabezpieczonych Nieruchomosci w Warszawie.
podpis Johann Kassner
Monachium, 22 kwietnia 1970
nr dok. 2863 Fr
Potwierdzam niniejszym prawdziwosc powyzszego, przeze mnie uznanego jako prawnie
waznego podpisu pana Johannesa Kassnera, emeryta, w 8 Monachium 80,
Altöttinger-Str. 4, zonatego, pozostajacego w pra wnie waznym stanie
malzenskim, legitymujacego sie swym niemieckim paszportem.
Monachium, 22 kwietnia 1970
pieczec okragla i podpis:
Dr Karl Friedrich
Notar
W swych wspomnieniach zatytulowanych "Polska z oddali" (Odnowa, Londyn 1988) Jan
Nowak twierdzi, ze Kassner "bral w czasie wojny udzial w rabunku mienia
zydowskiego", ponadto wydal w rece gestapo dzialaczke PPS, Anne Golde, za co
zostal skazany przez AK na smierc, ktorej uniknal, bo sie spoznil na jakies tam
spotkanie. Towarzysz partyjny Golde, Tadeusz Podgorski, "zaraz po wojnie zglosil
nazwisko Kassnera na liste zbrodniarzy wojennych".
Do "rabunku mienia zydowskiego" Kassner mial niewatpliwie niejedna okazje, o
czym Zdzislaw Jezioranski, jako jego kolega po fachu, musial dobrze wiedziec. W
jednym z listow bylej zony Kassnera wyczytalem, ze legitymacja Komisarycznego
Zarzadu "otwierala nieliczne przejscia prowadzace do getta i pozwalala na
wyjscie zen bez podlegania osobistej kontroli". Czy Kassner z tej
mozliwosci "rabunku" korzystal, nie wiem. Znany mi jest natomiast epizod, ktory
mozna uwazac za wyjatkowy, podwaza jednak oskarzenie o zerowaniu na zydowskim
losie. Przemyslowiec warszawski, z zawodu chemik, Zdzislaw Gorian-Starzewski
(niegdys Goldberg) mial w Warszawie fabryke tworzyw sztucznych, w ktorej
wyrabial m.in. opakowania, jakich powaznym odbiorca byl Wladyslaw Adamczewski,
wlasciciel duzej fabryki kosmetykow. Gdy stalo sie jasne, ze fabryka opakowan
moze znalezc sie wsrod "zabezpieczonych nieruchomosci", Adamczewski, do ktorego
Gorian-Starzewski zwrocil sie o rade, wskazal Kassnera jako tego, ktory
formalnie moze przejac obiekt na wlasnosc, co tez nastapilo. Tuz po wojnie, gdy
tylko stalo sie to mozliwe, Kassner
zwrocil prawowitemu wlascicielowi cale wyposazenie fabryki, "do ostatniej
srubki", jak to w rozmowie ze mna podkreslila corka Goriana-Starzewskiego, pani
Joanna Kranc. Te powiazania mialy swoj epilog na poczatku lat piecdziesiatych,
gdy Gorian-Starzewski znalazl sie w wiezieniu za to, ze ulatwil swego czasu
ucieczke za granice Adamczewskiemu, skompromitowanemu potem w aferze Bergu.
Rownoczesnie toczyl sie zaocznie proces Kassnera o owe "zbrodnie wojenne" i UB
nalegalo, zreszta bez skutku, na Goriana-Starzewskiego, kuszac go obietnica
wolnosci, by obciazyl swymi zeznaniami Kassnera.
Nie wiem, jak sie ten proces skonczyl, faktem jest, ze - jak ubolewa Jan Nowak -
"wladze PRL nie przekazaly informacji o Kassnerze do Centralnej Kartoteki
Przestepcow Wojennych w Ludwigsburgu". Z czego autor "Polski z oddali" wysnuwa
wniosek, ze Kassner zostal zwerbowany przez wywiad PRL, bo dwa razy po wojnie
jezdzil do Polski, nawet ozenil sie tam "po raz trzeci z
Polka", i te "zbrodnie wojenne" tak mu na sucho uszly.
Autentycznym czlonkiem wywiadu, tym razem brytyjskiego, o czym Jan Nowak nie
wspomnial - domyslam sie, ze nie wiedzial, bo gdyby wiedzial, mogl ten fakt
pieknie rozegrac na wlasna korzysc - byl kniaz Bazyli Koczubej, okreslony w
"Polsce z oddali" jako "dyrektor komisaryczny zarzadu", co o tyle nie jest
scisle, ze Koczubej, jakkolwiek mial tytul dyrektora, byl tylko szefem
personalnym, przez ktorego rece przeszlo chyba podanie Zdzislawa Jezioranskiego
o prace, natomiast dyrektorem byl
adwokat niemiecki dr Eitner. Niezmiernie ciekawe wspomnienie o kniaziu pt.
"Wywiad brytyjski w okupowanej Warszawie" opublikowal w londynskich
"Wiadomosciach" (nr 1408, 25 marca 1973) Adam Zielinski. Jan Nowak byl zbyt
zajety sprawami rozglosni, wiec nie mial czasu - co jest zrozumiale - na
czytanie prasy emigracyjnej, chyba ze mu zwrocono uwage na cos trefnego lub
pochlebnego. Domyslam sie wiec, ze wspomnienie o kniaziu Koczubeju uznano za
niewarte drogocennego czasu szefa. W
przeciwnym razie, w chwili pojawienia sie oswiadczenia Kassnera, Jan Nowak,
zamiast glowic sie nad tym jakby to skutecznie obsmarowac oszczerce, mogl
oswiadczyc: tak, bylem nadkomisarzem na zlecenie wywiadu brytyjskiego, do
ktorego zwerbowal mnie kniaz Koczubej. I mucha nie siada! Co?
Sprawdzic? Gdzie?
Rewelacje Kassnera nie byly dla mnie zaskoczeniem. Juz w 1969 roku doszly mnie
sluchy, jakich potwierdzenie znalazlem potem w "oswiadczeniu" przytoczonym w
ksiazce Czechowicza. Ich zrodlem byl - jak mi mowiono - Tomasz Rzyski, prezes
Kola Lotnikow w Sao Paolo. Nie byly tez zaskoczeniem dla Jana Nowaka, ktoremu
tresc tego dokumentu przekazali w lecie 1972 roku
Amerykanie, ale sprawe utopil prezes Komitetu Wolnej Europy William Durkee,
ktory zaintrygowanym senatorom "odpowiedzial od reki, ze zyciorys Jana Nowaka
jest powszechnie znany, byl on trzykrotnie awansowany, otrzymal najwieksze
polskie odznaczenia bojowe, Virtuti Militari, a od Anglikow Krolewski Medal za
Odwage. Obowiazki dyrektora spelnia od dwudziestu lat i organizacja odnosi sie
do niego z pelnym zaufaniem" ("Polska z oddali", str. 338).
Stawiajac tak kategoryczna odpowiedz, Durkee mogl opierac sie na kwestionariuszu
("Biographical Information Form") z 1971 roku, gdzie Nowak zapodal, ze w latach
1939-1945 byl w Polish Underground Arm (Polish Home Army), co Amerykanin
przyjal w dobrej wierze za miarodajne. Ze klocilo sie to z innymi pozniejszymi
zapodaniami (Armia Krajowa od polowy 1941 roku,
komisarzowanie w latach 1940-1942), o tym nie mogl wiedziec. W kazdym razie
szafa grala. Te krzyze i medale swoje zrobily.
Jak dlugo ksiazka Czechowicza byla dla niewtajemniczonych jedynym zrodlem
"oszczerstwa", w zespole Rozglosni rozwazano raczej szeptem, czy to moze byc
prawda i na ogol zakladano - nie bez ulgi - ze dokument Kassnera to falsyfikat,
nad czym przejdzie sie do porzadku dziennego, jak nad szeregiem poprzednich
niezbyt wybrednych paszkwilow na szefa.
Prawdziwa burze rozpetal dopiero artykul Joachima G. Görlicha pt. "Polskie
napasci" z podtytulem "Zastanawiajace wpadki w Radio Wolna Europa",
opublikowany w dniu 20 wrzesnia 1974 w kolonskim tygodniku "Rheinischer
Merkur". Powolujac sie na drugi tom wspomnien Czechowicza, Görlich stwierdzil,
ze ten oskarza Jana Nowaka-Jezioranskiego, "ze byl nazistowskim Treuhänderem.
Zarzut kolaboracji obciaza powaznie, a o wydawniczej sensacji ksiazki swiadczy
fakt, ze gdy ukazala sie na Zachodzie, w oka mgnieniu zostala rozsprzedana".
Do dzis nie moge sobie wytlumaczyc, dlaczego Jan Nowak, bedac w 1972 roku
ostrzezony o powaznym oskarzeniu, nie przygotowal jakiejs przekonujacej obrony
i artykul Görlicha wyraznie go zaskoczyl. Nie bylem swiadkiem sceny, ktora tu
opisze, odtwarzam ja na podstawie opowiadania Tadeusza Nowakowskiego,
przekazanego nam - tj. mnie i mej zonie Urszuli - przy kawie w kantynie RWE,
ktore zanotowalem na goraco i przechowalem w teczce oznaczonej haslem
"Treuhänder oder Hausverwalter". Data wspomnianej sceny: 21 wrzesnia 1974,
miejsce, nie recze, ale chyba Frankfurt n. M., okazja 50-lecie kaplanstwa
infulata Edwarda Lubowieckiego.
"Wiec siedzimy tam, w jakiejs gospodzie czy restauracji, po tej okropnej
uroczystej nudzie trwajacej bite cztery godziny, ja oczywiscie osobno, bo z
Wiska, czyli z ta wulgarna Jadwiga Nowakowa, nie rozmawiam, po co ma mnie
obrazac, wiec podchodzi do mnie Nowak i powiada: przeciez to nie wypada tak
osobno siedziec, co ludzie powiedza. Wiec nolens volens przysiadam sie do ich
stolika. Nowakowa tak jakos zle wygladala, blada, przybita, wiec Nowak ja pyta,
co z toba, jak sie czujesz, a ona: jak ja sie mam czuc, jak tu takie i wyciaga z
torebki te gazete, Nowak robi taki ruch, jakby chcial te gazete z powrotem
wsadzic do torebki, ale ona mowi, dlaczego, wiec on czerwienieje i powiada, ale
- tu Nowakowski rozglada sie bezradnie po sali - czy kto to potwierdzi? Bo Nowak
daje gazete Lulowi Lubienskiemu, ale Lulu nagle gubi okulary, szuka ich,
czysci, jednym slowem tak jakos
wylacza sie, a Nowak powiada: tak, oczywiscie, musialem tam byc, musialem
udawac, ze tam pracuje, ale dzieki temu moglem dzialac w AK, mialem doskonale
alibi, moglem byc w akcji N, moglem rozwozic te materialy nie tylko po Polsce,
ale po Niemczech...".
Ciag dalszy jutro
Za "Naszym Dziennikiem" przekazal Janusz J.