Witam wszystkich!
Ostatnio kolega opowiadal mi bardzo ciekawa sytuacje. Facet po remoncie calego zawieszenia pojechal pojezdzic sobie z rodzinka na poligon. I co się okazalo?? W czasie jazdy rozpiely się jemu drazki kierownicze. Po drobnych ogledzinach okazalo się, ze wogole nie były skrecone i zabezpieczone zawleczkami. Niech mi do cholery (sorka za wyraz) ktos wytlumaczy jak to jest możliwe, ze samochod po naprawie kompleksowej calego zawieszenia (a z tego co wiem to najwazniejsza rzecz w samochodze i MUSI być zawsze super sprawna) gubi po przejechaniu kilkunastu kilometrow nakretki od koncowek drazkow. Z tego co wiem to naprawy tej dokonywal warsztat na ul. Ludwinowskiej u nie jakiego Miniaka. Nie znam goscia osobiscie ale szczerze mowiac wedlug mnie to facet jest wogole bezmyslny. Przeciez ci ludzie MOGLI SIĘ ZABIC !!!! A może obecnie montowane czesci sa zupelnie do kitu?? Wytlumaczcie mi proszę w czym tkwi blad, bo ja miałem zamiar kupic GAZa i teraz się bardzo powaznie zastanawiam, gdyz sa to już samochody minimum 30 letnie. Poza tym jeśli to nie jest wina obecnych czesci to sam nie wiem czy jest warto kupowac taki samochod (chociaz to marzenie mojego zycia) jeśli istnieja w Warszawie TYLKO TAKIE warsztaty. Pozdrawiam! Marcin
