Od: roman kafel <[EMAIL PROTECTED]>
> Panie Januszu..... niech pan to przemysli jeszcze raz....wolny powtarzam
i
> odpowiedzialny- jasnie pana wlasne slowo- sprzeda sie w niewole(!!!!em,
> pstrem, bzdremmmmm )
> No to chyba musi byc wyszkolony w odpowiedzialnosci i wolnosci przez
> Korwina.......
Nie musi byc w niczym wyszkolony. Wystarczy, ze jest normalnym
doroslym czlowiekiem majacym pelne prawa samodzielnej jednostki.
Przeciez kazde podpisanie umowy to najczesciej sprzedanie
sie w niewole w mniejszym lub wiekszym zakresie.
Najczesciej zawieramy umowy po to by wymienic
jakis obszar wolnosci na wiekszy. Np. podpisujemy umowe
o prace podporzadkowujac swoja osobe na jakis czas wykonujac
dla pracodawcy jakies czynnosci, co niewatpliwie ogranicza
nasza wolnosc, ale zyskujemy za to np. pieniadze, za ktore
bedziemy mogli kupic sobie bulke, gazete i obejrzec film
i przespac sie. To sa nowe obszary wolnosci, ktore byly by
dla nas niedostepne gdyby nie to wczesniejsze sprzedanie
sie w niewole.
> >>Za duzo sie Pan naczytal Marxa i nie potrafi
> >Pan zrozumiec takiej prostej rzeczy,
> >ze jesli Pan napisze dla mnie dobry tekst, za ktory
> >ja dam Panu flaszke wina mojej roboty, to nadal
> >zostaniemy rownymi sobie ludzmi np. bedziemy
> >miec jeden drugiego w... wielkim powazaniu.
> Owszem znam Marxa i to dobrze, znam wielu ekonomistow i filozofow, zaloze
> sie natomiast, ze pan nie zna Marxa wogole poza paroma wypisami... gdyby
> pan znal wiedzialby pan , ze Marx nie napisal nic nowego, byl poprostu
> kontynuatorem kierunku ekonomii zwanego entropizmem...kontynuuja go
> dzisiejsi entropisci z amatorami i nawet fanatykami, Korwinem i panem
> wlacznie....
Entropizmu w encyklopedii nie znalazlem,
mam nadzieje, ze Pan mnie i Korwina nie obraza ):-|
> Prosze pana- nie rozumie pan stosunku pracy.... jesli ja cos panu
napisze, a
> pan da mi wino to tak- jak pan by mi cos powiedzial, a ja panu dalbym w
> ucho....
> Jesli ja mialbym dla pana pisac, to stosunek pracy mialby wtedy miejsce
> gdybym dla pana przepisywal cokolwiek, tzn pracowal jako skryba, a pan
> placilby mi winem za dniowke badz od strony.... wg umowy.
> To czy bylibysmy rowni....podczas pracy napewno nie, pan mi placi za czas
i
> ja moj czas pracy wypelniam wg panskich polecen....
To tlumacze wyzej. Umowy rzeczywiscie najczesciej stawiaja
dwoch ludzi w roznych pozycjach. Dopoki jednak te umowy
sa zawierane dobrowolnie, to obydwaj powinni zostawac
wobec prawa rowni, a wiec panstwo szanujace wolnosc ludzi
nie powinno tworzyc zadych tam Kodeksow Pracy, nie powinno
nadawac stowarzyszeniom pracownikow czy pracodawcow
przywilejow. Nalezy odrzycic falszywe marksistowskie
tezy, ze pracownikiem czy pracodawca sie "jest". W gospodarce
wolnorynkowej (kapitalistycznej) pracodawca czy pracownikiem
tylko sie "bywa" i to najczesciej "w godzinach".
> >Tlumacze to w innym liscie. Ten czlowiek co to wrocil
> >z pracy, ktora zajmuje 1/3 zycia, kupuje gazete, bulke,
> >pozniej oglada film w telewizji i spi do rana. Za to wszystko
> >placi czyli zatrudnia kioskarza, piekarza, filmowca i kamienicznika.
> >Wychodzi ze tylko przez 1/3 czasu jest pracownikiem,
> >a przez 2/3 pracodawca!
> I tu panie Januszu sam sobie Pan odpowiada.... za ta 1/3 zycia kupuje
tyle i
> tyle bulek dostaje tyle, a tyle flaszek wina, czyta tyle i tyle gazet i
nikt
> kurcze blade nie ma prawa w czasie szychty zmienic mu warunkow pracy i
placy
> bez jego zgody, bo wychodzac z pracy nie bedzie w stanie zatrudnic juz
> wiecej kioskarza, filmowca.... co najwyzej ZOMOWCA...
Ale to dziala w obie strony. Pracodawcy nie wolno zmieniac
umowy pracownikowi, ale tez pracownik nie ma prawa domagac
sie w trakcie szychty podwyzki, jesli takich dzialan umowa
nie przewidywala.
Pozdrawiam
Janusz Baczynski